Fatum
Miasto późną nocą, niezmiennie od początku swojego powstania, oferuje rozrywki. Jeszcze tak niedawno były skrzętnie ukrywane za kolorowymi neonami. Kiedy gwałtownie czasy się zmieniły jaskrawe intensywne naświetlenie zachęca do skorzystania z zabawy. Tutaj można wszystko kupić i sprzedać bez zwracania uwagi na porę dnia, doby czy dzień tygodnia. Stale ktoś gdzieś pełni dyżur dostarczyciela i nie jest ważny rodzaj poszukiwanego towaru, a jedynie liczą się możliwości nabywcze. Właśnie w takim otoczeniu przyszło mi mieszkać i wypatrywać osobistego szczęścia. Znacznie łatwiej szłoby mi z poszukaniem horroru i nieszczęścia, ponieważ mroczne zakamarki kryły tego wiele przed wzrokiem niewtajemniczonego mieszkańca. Organom kontrolującym i pilnującym praworządności znacznie łatwiej przychodziło usprawiedliwiać swoje niepowodzenia porachunkami mafijnymi, niż walczyć ze złem z podniesionym czołem. Czapka stróża prawa ozdobiona godłem i mundur powinny dodać mu skrzydeł. Jednak w stolicy z budynku nawiązującego swoim kształtem do namiotu cyrkowego przyszły ustawy, które wyrwały skrzydełka i spore kawałki mózgu. Takim to sposobem powstało zombie straszące praworządnych mieszkańców swoją niemocą.
Przymykanie oczu na zło wcale go nie onieśmiela, wręcz przeciwnie rozzuchwala i z każdym okropnym uczynkiem postępuje coraz śmielej. Stopniowo doskonali własne umiejętności w zadawaniu bólu i doprowadzaniu do cierpienia słabszych od siebie. Powoli zacierają się w chorym umyśle granice własnego okrucieństwa i zanikają resztki człowieczeństwa.
Przypadkiem, stojąc w oknie ciemnego pokoju i wypatrując sposobności wypalenia papierosa w tajemnicy przed żoną, stałem się niemym świadkiem czystego zła w ludzkim ciele. Obawa o bezpieczeństwo własnej rodziny sparaliżowała moje naturalne odruchy przeciwstawieniu się okrucieństwu i niegodziwości. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w naszym społeczeństwie zdecydowana większość ludzi postępuje, tak jak ja.
Jednak po cichu i ukradkiem zacząłem pilniej obserwować sąsiada, wychowywanego bezstresowo. Stale zachęcanego przez najbliższych do bezwzględnej rywalizacji i już, jako bachor był nie do zniesienia. Jedynak oczko w głowie rodziców był stale usprawiedliwiany za swoje wybryki i złe uczynki. Gdyby byłby to zwykły tępak to pal licho wcześniej czy później wylądowałby w pierdlu i taki miałby koniec kariery, lecz dzieciak był wyjątkowo uzdolniony i cały intelekt wykorzystał do otrzymywania najlepszych stopni w szkole terroryzując słabszych fizycznie, a później do zrobienia kariery. Początkowo bez większego wysiłku zajmował coraz wyższe stanowiska w administracji państwowej. Jednak bardzo szybko awansował do stanowisk przydzielanych z klucza partyjnego i w tym momencie znikł jego wrodzony fart. Od tej pory stale spotykał się z głupotą zwierzchników, lecz to jemu została wyznaczona rola chłopca do bicia.
Powoli narastał w nim stres, który odebrał mu po raz pierwszy pewność siebie. Doskonale zdawał sobie sprawę, z niepanowania nad swoim życiem. Koniecznie, w jego ocenie musiał odreagować na czymś, lub kimś atmosferę w pracy. Sposób na pozbywanie się stresu odkrył przypadkowo na przystanku tramwajowym.
Popołudniowe godziny szczytu charakteryzowały się wzrostem chętnych do skorzystania z tramwaju. Nasz „bochater” czekał z innymi na przystanku, tuż przed wjazdem pojazdu szynowego na peron. Kiedy usłyszał pierwszy pisk oznajmiający hamowanie, akurat przed nim stanęła studentka. Wystarczyło delikatne popchniecie dziewczyny w plecy i już ta niespodzianka zaskoczyła kobietę. Zaledwie jeden krok zrobiła odruchowo do przodu, lecz wystarczyło to żeby znalazła się pod kołami pojazdu. Okrzyki pełne strachu stojących najbliżej i tryskająca krew dookoła z mielonego ciała, wywołały panikę wśród podróżnych. Tylko dzięki ogólnemu zamieszaniu winny tej tragedii oddalił się niezauważony z miejsca wypadku. Doskonale zdawał sobie sprawę, jako osoba bardzo inteligentna, że tylko zwykłem przypadkowi zawdzięcza nie zarejestrowania jego wizerunku przez którąś z kamer filmujących tą część miasta.
Cały zgromadzony stres za sprawą odreagowania przestał istnieć. Doskonałe samopoczucie powróciło, lecz po trzech dniach za sprawą kolejnych nielogicznych pomysłów zwierzchnika z nominacji partyjnej, zły humor powrócił. W jego świadomości zaistniała pilna potrzeba ponownego odreagowania. Idealnym miejscem do tego wydawał się most, z doskonałym widokiem na zabytkową część miasta. Najbardziej malownicze miejsce przyciągało tłum gapiów do barierki. Prawie wszyscy trzymali w rękach aparaty fotograficzne, smartfony, a komu było mało to na wysięgniku. Każdy starał się wykonać najlepsze zdjęcie by za chwilę pochwalić się na fejsie znajomym. Nieujawniony „bochater” pochylił się jakby chciał zawiązać buta, złapał przypadkową osobę przy stopach za kostki. Szybko podniósł się, oderwane nogi od podłoża spowodowały u młodego mężczyzny zajętego filmowaniem panoramy miasta i opierającego się o poręcz, utratę równowagi. Wystarczyła chwila i zmiana ciężkości dokonała reszty dzieła, spadając nie zdążył nawet krzyknąć tak był zaskoczony. Patologowi nie udało się dokładnie stwierdzić ile czasu umierał po wbiciu się w wystający z wody złom. Sprawca podobnie jak inni gapie przypatrywał się prowadzonej nieumiejętnie i po amatorsku akcji ratunkowej. Jednak cel osiągnął, stres opuścił go na kolejnych kilka dni.
Dwa razy zabijał w dzień, bojąc się wpadki i zdemaskowania, przeniósł swoją kurację, odstresującą do pory nocnej. Właśnie podczas usuwania zwłok ze swojego mieszkania, zauważyłem go. Doznania w porze uśpionego miasta były niezadawalające. Powoli odczuwał niedostatek mocnych wrażeń, zwłaszcza, gdy dowiedział się z Internetu, że te dwa jego przypadki w promieniach słońca zostały przez Policję uznane za samobójstwa. Nagle zapragnął czegoś więcej niż eliminacji przypadkowych osób, musiał widzieć strach przed śmiercią w oczach swoich kukiełek.
Przypadek wybrał za niego, wracając w podłym nastroju, mijał się na chodniku z młodym kochającym małżeństwem. Tak bardzo byli zajęci sobą, wchodząc do domu, że nie zauważyli jak za ich plecami przemknął cień, który po chwili przeistoczył się w ich kata. Gazem obezwładnił oboje i związał. Strasznie mu się podobało jak powoli umierali. Ona wykrwawiała się z wielu ran, a związany taśmą mąż kwilił przez knebel. Długo to nie trwało i kiedy kobieta wydała ostatnie tchnienie, on zawisł na grubym sznurze. Jeszcze żył, gdy mieszkanie płonęło. Ogień zatarł wszystkie ślady obecności w mieszkaniu reżysera i wykonawcy przedstawienia w roli „bochatera”.
Ponownie miał czyste konto, gdy uznano mężczyznę winnym zabicia żony, podpalenia mieszkania, by w końcu samemu popełnić samobójstwo. Nikt nie przyjmował do wiadomości innej przyczyny zgonu młodych małżonków i prze to nie szukał prawdziwego winnego. Przecież tyle jest w dużym mieście samobójstw, które nie psują rankingów niewykrytych sprawców przestępstw. Właściwie dziesięć przypadków odebrania sobie życia więcej, czy jeden mniej nie stanowi żadnej różnicy.
Jednak w mieszkańcach miasta narodził się w podświadomości irracjonalny lęk. Nawet nie potrafią wyjaśnić, z jakiej przyczyny zamilkli, już nie słychać na ulicach radosnych rozmów i beztroskiego śmiechu. Teraz przemykają chyłkiem do swoich domów, z prostej przyczyny, tyle teraz tych samobójstw, aż strach pomyśleć.
Nasz „bochater” dawno przestał liczyć swoje kukiełki, ponieważ one tak krótko w jego teatrzyku występują. Ciągle musi je wymieniać na nowych ludzi, których nawet nie idzie pokochać, bo tak szybko odchodzą.
Natomiast niemy świadek tego procederu dawno oszalał i wszystkie zaobserwowane zbrodnie w swoim umyśle teraz bierze na siebie.
Komentarze (2)
Drobne uwagi techniczne:
"Gdyby byłby to zwykły tępak..." - chyba powinno być "Gdyby to był zwykły tępak..."
"Gdyby byłby to zwykły tępak to pal licho wcześniej czy później wylądowałby w pierdlu i taki miałby koniec kariery, lecz dzieciak był wyjątkowo uzdolniony i cały intelekt wykorzystał do otrzymywania najlepszych stopni w szkole terroryzując słabszych fizycznie, a później do zrobienia kariery."
To zdanie jest za długie, za bardzo skomplikowane i niepotrzebnie powtarza się słowo "kariery".
"Nasz „bochater” dawno przestał liczyć swoje kukiełki..." - błąd ortograficzny. Powinno być "bohater".
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania