f*ck(ty)
Wmówiłaś to sobie. Cierpienia kurzu zaległego na bezpańskim stole.
Na półkach. Nagi regał. Wulgarny. Bez żadnej książki, namiastki słowa —
nawołuje mnie.
Nie, ciszo. Nie jesteś mi obca. Obezwładniona ciągiem struktur umysłowej
stagnacji, cokolwiek to znaczy, cokolwiek można przez to zrozumieć.
Bez prób. Bez zaangażowania. Ciągi.
Niewyspane okno. Zasłona czy zjawa? Palce ugrzęzły w kartce papieru.
Nieopodal mnie router miga bezosobowo. Namiastka. Może nawet
wybawienie. Czy to otucha?
Nagi regał. Wulgarny. Chce żebym była ze słowa. Leżała swoim poetyckim
ciałem na kurzu. Ciałem wtórnego samotnika. Ale czy nie tym jest miłość.
Skóra ze słowa. Powieki, dłonie, ruchy, z najdrobniejszych wyrazów. Miłość?
Jestem materiałem. Opakowaniem. Rodzajem degustacji. Zmysły. Język. Mój
wewnętrzny świat jak skrzydła ptaka skrępowanego w locie, w ataku paniki.
Upadek nie może być straszny. Jest tylko dźwiękiem. Rozmytą poczwarą
czegoś bliżej nieokreślonego. Miłość?
Mogłam ją wiedzieć. Jak dziecko. Mieć na talerzu, zlizać ostatni kęs. Błagać
o więcej.
Nagi regał. Nie dostrzega we mnie słowa. Jakby wszystka myśl uleciała
Za oknem opuszczone drzewa. Wkrótce zima
Komentarze (2)
Cały wiersz jest pełen niewyświechtanych metafor, obrazów, które po prostu działają.
Podoba mi się sposób poprowadzenia tekstu, jest w tym coś niepokojącego co przyciąga.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania