FENIX
błąkał się po zaułkach życia
w scenerii jak ze Złego
przeniesionej
na Pragę Północ
chciał dawać
ale nie było komu
a może nikt nie chciał brać
a może nie miał nic do zaoferowania
wchłaniał więc tylko w siebie
każdy ból
każdy płacz
każdą niegodziwość
jakby starał się zetrzeć z ulic
nie swoje krzywdy
miał wreszcie wypełnione
wszystkie kieszenie
zakamarki
garście
umysł
nie był już sobą
bo chyba nigdy nie był
bo chyba nigdy go nie było
zrodzony w jaźni twórcy
coraz to przybierał inną postać
ginął w niepamięci i odradzał się pokrywając stopniowo rdzawym nalotem
aż przybrał postać ławeczki
odlanej z brązu
z tabliczką Człowiek
Komentarze (2)
Bardzo mi się podoba taka odsłona twoich wierszy.
To z inspiracji?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania