FENIX

błąkał się po zaułkach życia

w scenerii jak ze Złego

przeniesionej

na Pragę Północ

 

chciał dawać

ale nie było komu

a może nikt nie chciał brać

a może nie miał nic do zaoferowania

 

wchłaniał więc tylko w siebie

każdy ból

każdy płacz

każdą niegodziwość

jakby starał się zetrzeć z ulic

nie swoje krzywdy

 

miał wreszcie wypełnione

wszystkie kieszenie

zakamarki

garście

umysł

 

nie był już sobą

bo chyba nigdy nie był

bo chyba nigdy go nie było

zrodzony w jaźni twórcy

coraz to przybierał inną postać

ginął w niepamięci i odradzał się pokrywając stopniowo rdzawym nalotem

 

aż przybrał postać ławeczki

odlanej z brązu

 

z tabliczką Człowiek

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TseCylia

    Bardzo mi się podoba taka odsłona twoich wierszy.

  • Grafomanka

    To z inspiracji?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania