Film Monte Christo
Życie od lat uczy mnie tego bym temperował swoje oczekiwania. W końcu rozczarowanie czai się i czeka aż przestaniesz patrzeć pod nogi. Dziwna jest jednak sytuacja, kiedy idę do kina bez oczekiwań, a i tak wychodzę rozczarowany.
Edmond Dantès zostaje wtrącony do więzienia, za zbrodnie której nie popełnił, zdradzony przez tych, którzy mu zazdrościli. W zamku D’If poznaje mentora Ojca Farie, dzięki któremu jest w stanie nie tylko przeżyć, ale i uciec. Na wolności odnajduje skarb i zaczyna swoją misję.
Wszyscy znamy tę opowieść, przynajmniej jej zarys, jest to jedna z najpopularniejszych historii o zemście. Powstało wiele filmów, serial oraz musical. Natomiast tego roku mieliśmy, wątpliwą przyjemność, dodać kolejną adoptację, tym razem w reżyserii Alexandre de La Patellière i Matthieu Delaporte.
Duet postanowił pójść w ślady Wiedźmina, od Netflixa oraz Pierścieni Władzy, Amazonu i wyprosili logikę za drzwi. Film jest głupi i to widać na pierwszy rzut oka, a po głębszej analizie jest tylko gorzej. Bardzo dobrze obrazuje to scena na początku drugiego aktu, tuż po ucieczce Edmunda z Zamku D’If, gdzie bohater znajduje łódkę i ją sobie zabiera. Stała sobie na kotwicy, na morzu, bez żadnej załogi i portu w okolicy. Czekała na niego, byli sobie przeznaczeni.
Podobnych głupotek jest więcej i one się kumulując, robiąc z „dramatu” „parodię”.
Film stara się, nieudolnie, czerpać z oryginału i przenosi pewne sceny z kartek książki. Problemem jest jednak kompletny brak zrozumienia kontekstu tych scen oraz ich celu w narracji. Wymachują nimi, jak dzieci myśląc, że fani książki, jak ja, będą się cieszyć i klaskać z zadowoleniem. Wyrywają te sceny bezmyślnie i upychają je do swojej ekranizacji. W najlepszym wypadku nie mają sensu/ nie pasują, w gorszym są one zdeformowanymi cieniami tego, czym były.
Adaptacja jednak wygląda ładnie, scenografia i kostiumy trzymają poziom. Chociaż trochę wieje pustką… Nawet nie mogę tego filmu skomplementować beż żadnego „ale” :(
Podobnie muzyka, może ładna, ale jest ci wpychana do gardła na silę byś na pewno wiedział co masz czuć w danej scenie. Są momenty, gdzie przez parę minut nie ma nic poza ładnymi kadrami i głośną muzyką w tle. W dobrym filmie melodia dopełnia scenę, jest przyprawą dopieszczającą danie. Ta subtelność, połączona z oszczędnością sprawia, że zostają z nami w pamięci. Po seansie „Hrabia Monte Christo” nie byłem w stanie zanucić żadnej melodii. Nic ze mną nie zostało.
Podsumowując ten smutny wywód, bo szkoda życia, fani Star Wars, już wiem co czujecie i łączę się z wami w bólu pośladków.
Komentarze (4)
Zwei Pakiet Zigaretten Monte Christo.
Na pamiątkę tego.dnia, na papierosy Monte Carlo mówię Monte Christo.
Przypomniałem sobie że ten portal jeszcze istnieje, jestem zaskoczony i tak sobie coś opublikowałem. Jeszcze raz, dzięki za komentarz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania