Filozofia liścia w świecie kawy

Żyjemy w świecie spędzanym na szybkim espresso. Życie współczesnego człowieka napędzane jest czarną, gęstą kawą, pitą z papierowych kubków w drodze do pracy, na łapczywie łapanych spotkaniach czy przed ekranem komputera. Kawa to paliwo cywilizacji, ma dać kopa, postawić na nogi i zmusić serce do szybszego bicia. Ale gdzieś obok tego szalonego wyścigu trwa cicha, dystyngowana i bezlitośnie ignorowana arystokratka: herbata.

Picie herbaty to nie jest czynność czysto fizjologiczna. To deklaracja światopoglądowa.

Zauważyliście, jak wygląda proces parzenia kawy? Bzzzz, młynek, szszsz, ekspres, chlust do kubka i gotowe. Wypite w trzy sekundy. A herbata? Herbata wymaga od nas czegoś, czego dzisiejszy świat nienawidzi najbardziej: czasu. Zrobienie dobrej herbaty to mały rytuał sakralny. Trzeba zagotować wodę, ale nie byle jaką, najlepiej taką, która chwilę odczeka, by nie spalić delikatnych liści. Potem wrzucasz napar i musisz czekać. Trzy minuty, cztery, pięć. W tym czasie nie da się niczego przyspieszyć. Nie pomoże mieszanie łyżeczką ani patrzenie na parę z dołu kubka. Herbata uczy nas pokory wobec upływających minut.

Fascynująca jest też społeczna rola tego naparu. Kiedy ktoś wchodzi do Twojego domu i składasz mu propozycję: „Zrobić Ci kawy?”, brzmi to jak profesjonalna oferta biznesowa. Ale kiedy pytasz: „Zrobić Ci herbaty?”, w powietrzu zawisa zupełnie inna obietnica. Herbata oznacza: „Usiądź, zdejmij buty, nigdzie się nie spiesz. Porozmawiajmy”. To nie jest napój na załatwianie spraw, to napój na zwierzenia, leczenie złamanego serca, nadrabianie zaległości z przyjaciółką albo po prostu na milczenie we dwoje w deszczowy listopadowy wieczór.

Nie wspominając już o całej feerii osobowości, jaką wokół siebie gromadzi. Masz ortodoksów zielonej herbaty, którzy mierzą temperaturę wody specjalnym termometrem i uważają dodanie cukru za zbrodnię przeciwko ludzkości. Masz wielbicieli tradycyjnej „czarnej z cytryną”, dla których jedyną prawilną opcją jest gruba parząca szklanka w metalowym koszyczku. I masz wreszcie tych, którzy do kubka wrzucają mieszankę ziół, owoców i przypraw, tworząc eliksir zdolny, ich zdaniem, wyleczyć wszystko: od przeziębienia po kryzys wieku średniego.

W erze powszechnego pośpiechu i ciągłego powiadomienia w telefonie, zrobienie sobie kubka herbaty stało się najprostszą formą buntu. To powrót do mikroskali. Gdy trzymasz w dłoniach gorący ceramiczny kubek i dmuchasz w unoszącą się parę, świat na chwilę przestaje pędzić.

Bo przecież żaden problem nie wydaje się aż tak straszny, kiedy ma się pod ręką świeżo zaparzony Earl Grey.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Absens godzinę temu

    A zaproszenie kogoś na burbona mówi nie tylko wejdź nie spiesz się, ale jeszcze: czuj się swobodnie, tak jak ja czuję się z tobą. Porozmawiajmy, pośmiejmy się.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania