 | Czy wierzycie w to, że możemy zmienić to co było nam pisane i że przez to, że poszliśmy inną drogą nasze życie może się ciągle komplikować, bo żyjemy niezgodnie? |
 | Mi nikt nic nie pisał. |
 | Mi wszyscy przepowiadali, że będę święta i pójdę do zakonu. Jeden taki jasnowidz uzdrowiciel powiedział to wyprost, że tak mi jest pisane. Wtedy coś we mnie pękło, miałam 12 lat i bardzo tego nie chciałam, nawet zaczęłam się bać przyszłości, mieć koszmary. I postanowiłam, że nigdy tego nie zrobię, przysięgłam to wtedy sama sobie. Do teraz instytucja kościoła (nie Bóg) bardzo mnie drażni. Ale rodziny też nie udało mi się założyć. Skaczę z jednego związku do drugiego. Mam już swoje lata. I zastanawiam się czy to może być jakoś powiązane. Udało mi uciec przed habitem ale nie przed samotnością. |
 | ło kurde no to nieźle cię zrobili w bambuko |
 | Ale wiem o czym mówisz. To jest ta integracja oczekiwań dorosłych które dziecko bierze bardzo do siebie gdy jest jeszcze zależne od rodziców. Można niezłą traumę złapać na tym poziomie, zwłaszcza jeśli w domu nie jest za dobrze. |
 | Latami można żyć w złudzeniu, że powinniśmy postępować według wyższej woli |
 | realizując jakieś mgliste "przeznaczenie", które być może jest jakimś rodzajem emocjonalnej dziury, niezabliźnionej rany na psyche |
 | Które dopóki się jej nie zaleczy to będzie uwierać i zniekształcać obraz siebie i rzeczywistości, w której będzie się szukać potwierdzenia tego założenia że coś powinniśmy albo nie powinniśmy |
 | Np "Jestem niemożliwą do pokochania" |
 | Które wyszło z narzuconego obrazu przez dorosłych ; Będziesz zakonnicą! -> Zakonnice są samotne = Będę samotna, skoro nie mogę być zakonnicą. |
 | Taka wewnętrzna nieuświadamiana "logika" |
 | łoo ale się rozpisałam |
 | Idę zapalić. |
Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji