Czytelnia, albo cytownia - teksty nie nasze

TseCylia
7 miesięcy temu
Chyba potrzebne miejsce, by głównej nie zawalać nie swoją twórczością.
Czyli to jest miejsce na teksty wierszy, prozy, piosenek - znanych, mniej znanych; ciekawych, ulubionych itp...
Oczywiście z podaniem autora, albo źródła, netowego nicka...
TseCylia
7 miesięcy temu
Mój nr 1

Stanisław Barańczak

"Tekst do wygrawerowania na nierdzewnej bransoletce, noszonej stale na przegubie na wypadek nagłego zaniku pamięci

Jeżeli coś cię boli:
- dobra wiadomość: żyjesz.
- zła wiadomość: ten ból czujesz wyłącznie ty.

To wszystko dookoła,
co cię szczelnie otacza
nie czując twego bólu,
jest to tak zwany świat.
Ubawi cię, że jest on realny i jedyny,
a lepszego nie będzie przynajmniej póki żyjesz.

Gdy już skończysz się śmiać,
odrzuć logiczny wniosek,
że taki świat być musi
przywidzeniem lub snem. Traktuj go całkiem serio,
jak on przed chwilą ciebie -

dokonując wyboru
specjalnej ciężarówki, By w określonym miejscu
i ułamku sekundy
potrąciła cię, kiedy
przechodziłeś przez jezdnię."
JagVetInte
7 miesięcy temu
Ciekawie

Kartky

"

"Pani jeziora"

"Odliczam minuty do końca
Pokuty nie zdążę dać im
Tak dawno nie widziałem słońca
A widziałem Ciebie w TV
Nie pamiętam ani miesiąca
A chcę znów obejrzeć ten film
Jestem jak potargana książka
Pełna wspomnień i najgorszych chwil
Póki co została mi Twoja wstążka, która pachnie, pachnie, pachnie, pachnie tak bardzo
Resztę pooglądam sobie na fotkach
Dzisiaj tak ładnie, ładnie kłócą się z prawdą
Na początku byłaś trochę za słodka
Teraz gorzkie kłamstwa ciągną, ciągną nas na dno
Masz oczy tak piękne, a usta tak mętne
A słowa tak twarde, twarde robią mi hardkor
Myślałem, że wygrałem życie i mam to, i nagle - o ja pierdolę
Zaliczyłem lądowanie na twardo
I nikt nie mówił już nic do mnie, to chore
Teraz to naprawdę koniec, kochaniе
Już nie zmusisz mnie do życia na siłę
Zanim pionek zbijе gońca i króla
Ja pozostawię trochę tego kim byłem
I przepraszam, jeśli masz mnie za chuja
Przez cały ten syf oszalałem
Nie chciałem nic mówić, a bardzo się bałem
Nie chciałem się łudzić, a tylko kochałem
Nie chciałem być taki, a taki się stałem
I nie ma już Kuby, którego poznałeś
I całej tej krainy bajek, i domu pełnego uśmiechu, który widziałeś
Patrzę w oczy tym jebanym maskotkom
I mi głupio za te kilka lat życia
Gdybym kiedyś miał uwierzyć w samotność
Nigdy nie zacząłbym o niej pisać
I spróbował z jakąś słodką idiotką
Być szczęśliwym, nie znikał nocami
I wracał nad ranem znów z wątpliwościami, szalony, pijany, bez Ciebie i wiary (bez Ciebie i wiary)
Ale to życie, nie ma już nic z tego złego
Przynajmniej poznałaś kilka osób, które robią coś pięknego
I wierzę z nich, kurwa, w każdego, nawet, gdy myślisz, że szydzę
Za dużo podglądam i płaczę za tymi, których już nie widzę
Całe życie uczyliśmy się spadać i robić wszystkie pojebane te rzeczy
A nie mogliśmy normalnie pogadać i się pożegnać jak ludzie, którym zależy
I nigdy nam nie było za łatwo, jak Pezet - nie jestem dawno od dawna
A gdy znowu zapaliły się światła
To ćmy odleciały jak szczury do bagna
Jeszcze zostanę tu z Tobą
Nie oddam Cię Twoim wrogom
Przyjaciołom, bogom, nikomu, kto powtarza mantrę jak robot
Uroboros goni swój ogon, ja obok sprzedany za grosze
Nadzieje tak złudne jak trzysta na szosie
Przylecę do Ciebie ostatnim lotem
Pani Jeziora tak piękna
A Ty w mule i wodorostach
Wychodzi na boso jutrzenka
Pod światłem księżyca wyniosła
I nie wiem w kogo jest zaklęta
Chcę tylko ją stamtąd wydostać
I jest dla mnie jak niebo piękna
Tajemnicza, dzika i mroczna
Pani Jeziora tak piękna
A Ty w mule i wodorostach
Wychodzi na boso jutrzenka
Pod światłem księżyca wyniosła
I nie wiem w kogo jest zaklęta
Chcę tylko ją stamtąd wydostać
I jest dla mnie jak niebo piękna
Tajemnicza, dzika i mroczna
Słyszysz ją w subtelnych szeptach
Mówi Ci, że masz znów zostać
A Ty nie chcesz tylko pamiętać
Co stało się z Tobą jak poszła
Jak wrócisz do miasta na święta
Zobaczysz ją z mężem na gofrach
I będzie w końcu uśmiechnięta
I jak jej dzieciaki beztroska"
Artemisia
7 miesięcy temu
Anne Sexton: Dotyk

Przez miesiące moja ręka tkwiła

w blaszanej puszce. Poręcz metra i tyle.

Może jest poturbowana, pomyślałam,

i dlatego ją zatrzaśnięto.

Można z niej wyczytać czas, pomyślałam,

niczym z zegarka, z tych pięciu kostek

i cienkich podskórnych żyłek.

Leżała tam jak nieprzytomna kobieta,

karmiona przez rurki, których nie była świadoma.

Ręka skuliła się,

jak mały gołąbek grzywacz,

który schronił się w bezpiecznej kryjówce.

Odwróciłam ją dłonią do góry, wyglądała staro,

jej linie były cienkie jak ściegi nitki spod igły

zszywającej ją z palcami.

W niektórych miejscach była tłusta, miękka i ślepa.

Wyraźnie podatna na zranienia.

A wszystko to jest metaforą.

Zwyczajna ręka - całkiem sama

wobec czegoś, czego można dotknąć

i co dotknie ją w odpowiedzi.

Moja suczka tego nie zrobi.

Merda ogonem na żaby w bajorku.

Niczym się nie różnię od puszki psiej karmy.

Pies jest właścicielem własnego głodu.

Moje siostry tego nie zrobią.

Żyją szkolnym życiem jeśli nie liczyć obciążeń

i łez spływających niczym oranżada.

Mój ojciec tego nie zrobi.

Wraca do domu i nawet nocą

żyje w mechanizmie zrobionym przez moją matkę

i dobrze naoliwionym przez swoją pracę, swoją pracę.

Problem jest w tym,

że pozwoliłam, aby moje gesty zamarły.

Problem nie był

w kuchni, ani w tulipanach,

ale tylko w mojej głowie, mojej głowie.

Potem wszystko to stało się historią.

Twoja ręka znalazła moją.

Życie runęło do moich palców skrzepami krwi.

O, mój budowniczy,

palce odbudowują się.

Tańczą z twoimi.

Tańczą na mansardzie i w Wiedniu.

Moja ręka żyje w całej Ameryce.

Nawet śmierć jej nie powstrzyma,

śmierć przelewająca swoją krew.

Nic jej nie powstrzyma, bo to jest królestwo,

a królestwo nadchodzi.

(tł. Ela Binswanger)
Bettina
7 miesięcy temu
Zalozyl baniak na glowe (...)
I okladal ją werblami
TseCylia
7 miesięcy temu
Marianne Moore

Twarz

"Nie jestem zdradliwa, nieczuła, zazdrosna, zabobonna,
wyniosła, jadowita, albo też całkiem ohydna".
Studjując jej wyraz każdego dnia,
w desperackim porywie
i nie powodowana żadną oststecznością,
najchetniej rozbiłabym lustro.

Choć zamiłowanie do porządku, żarliwość i bezpośrednia prostota
ze znamieniem dociekliwości są jedynymi zaletami, jakich się po niej
oczekuje,
to przecież pewne twarze, bodaj kilka, choćbyjedna z nich,
utrwalona w pamięci,
jest mi niezbędnie potrzebna dla radości umysłu i oczu.

przeł. Julia Hartwig
Artemisia
7 miesięcy temu
Mascha Kaléko: W moich snach szaleje burza

Jak to możliwe, że wciąż się śmiejemy,
Uszczęśliwiają nas wciąż chleb i wino,
Że nie trzymamy straży w noc bez przerwy,
Choć krzyków o pomoc moc, śpisz pomimo.

Czy nie czytałeś dzisiejszej gazety?
Czy nie widziałeś tych obrazów grozy?
Jak nas to wszystko wokół nie kaleczy,
Jak nam w pokoju żyć, gdy zło się mnoży?

Czyż terror nie dobija się do okien,
Czyż się przez świat szaleństwo nie rozpędza,
Czy nie budzą się duchy razem z mrokiem,
Krew w ruinach i dziki szczęk oręża?

A za dnia, w mile ciepłym pomieszczeniu:
Marznące dziecko gdzieś w krainie głodu,
W noc na bezdechu, gdy śnisz w zawieszeniu:
Wraca twarzyczka znana ci za młodu.

Jak to możliwe, że znów o poranku
Wszystko to jak polowy zrzucasz mundur,
Małe zmartwienia w ciasnym masz zaścianku,
Małe radości dnia, twój zwykły ubiór.

Krzywią się mądrzy z lekka ironicznie:
Ça c’est la vie. Sens życia. Konkludują.
Ich zmartwieniem jest, mówiąc lakonicznie:
Dokąd iść dziś wieczorem, debatują.

I tylko serce głupca stąd mądrzejsze:
Popatrz, to wielki człowiek, a jak mały.
Wy, hałaśliwi, cicho tam, odejdźcie,
Pokora, cisza, dają więcej chwały.

(tł. E. B.)
@snierzna
7 miesięcy temu
Widzenie wstępne

9 Ja, Jan, wasz brat
i współuczestnik w ucisku i królestwie, i wytrwałości w Jezusie,
byłem na wyspie, zwanej Patmos,
z powodu słowa Bożego i świadectwa Jezusa7.
10 Doznałem zachwycenia w dzień Pański8
i posłyszałem za sobą potężny głos
jak gdyby trąby
11 mówiącej:
«Co widzisz, napisz w księdze
i poślij siedmiu Kościołom:
do Efezu, Smyrny, Pergamonu, Tiatyry, Sardów, Filadelfii i Laodycei»9.
12 I obróciłem się, by widzieć, co za głos do mnie mówił;
a obróciwszy się, ujrzałem siedem złotych świeczników,
13 i pośród świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego10,
obleczonego [w szatę] do stóp
i przepasanego na piersiach złotym pasem.
14 Głowa Jego i włosy - białe jak biała wełna, jak śnieg,
a oczy Jego jak płomień ognia.
15 Stopy Jego podobne do drogocennego metalu,
jak gdyby w piecu rozżarzonego,
a głos Jego jak głos wielu wód.
16 W prawej swej ręce miał siedem gwiazd
i z Jego ust wychodził miecz obosieczny, ostry.
A Jego wygląd - jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy.
17 Kiedym Go ujrzał,
do stóp Jego upadłem jak martwy,
a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc:
«Przestań się lękać!
Jam jest Pierwszy i Ostatni 18 i żyjący.
Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków
i mam klucze śmierci i Otchłani11.
19 Napisz więc to, co widziałeś,
i to, co jest, i to, co potem musi się stać12.
20 Co do tajemnicy siedmiu gwiazd, które ujrzałeś w mojej prawej ręce,
i co do siedmiu złotych świeczników:
siedem gwiazd - to są Aniołowie13 siedmiu Kościołów,
a siedem świeczników - to jest siedem Kościołów.
@snierzna
7 miesięcy temu
Where Is My Mind
7 miesięcy temu
Inkwizycja - 12:05

"jest pięć po dwunastej
już każdy wie
ktoś odliczył na wspak
do dziesięciu

jest pięć po dwunastej
już każdy wie
kurtyna opadnie w pół słowa
i pół gestu

jest pięć po dwunastej
ale czas nie ma sensu
modlitwa zgrzyta
jak styropian po szkle

jest pięć po dwunastej
generał jest blady
szczury nie uciekną
- nie mają gdzie"
@snierzna
7 miesięcy temu
zajebiste !
:)
@snierzna
7 miesięcy temu
powinien to ktoś, jednak przerwać. ale jak czytam to natchnienie, to też chcę więcej :/
@snierzna
7 miesięcy temu
smutny los tych pod prądem, podłączonych dla zabawy !
Where Is My Mind
7 miesięcy temu
Klasyka undergroundu
Moczybober
7 miesięcy temu
tak, ale połóż się jakoś spać, jak możesz.
Florian Konrad
7 miesięcy temu
Dylan Thomas

Światło wybucha, gdzie brak słońca

Światło wybucha, gdzie brak słońca;
Gdzie prądy oceanu nie mkną, wody serca
Napierają w przypływach;
I narzędzia światłości, rozszarpane widma
Ze świetlikami w głowach
Suną przez ciało tam, gdzie ciało z kości spełzło.

Świeca płonąca w udach grzeje
Młode nasienie, paląc nasiona starości;
Tam, gdzie nasienie nie drga,
Owoc człowieczy rośnie, wygładza się w gwiazdach,
Błyszczący niczym figa;
Gdzie nie ma wosku, świeca odsłania swe włosy.

Poza oczami świt wybucha;
Z biegunów czubka palca i czaszki krew lotna
Zsuwa się jak ocean;
Z szybów nieba otwartych, nie oparkanionych
Wytryska nafta płaczu,
Wykrytą różdżką, która z uśmiechu ją wróży.

Noc się wypełnia we wklęsłościach
Jak smolny księżyc poza orbitami globów;
Światło dnia na kość pada;
Gdzie nie ma chłodu, wicher zdzierający skórę
Rozpina suknie zimy;
Zamglona błonka wiosny osnuwa powieki.

Światło wybucha w skrytych działkach,
Na szczytach myśli, tam, gdzie myśli pachną w deszczu;
W agonii wszystkich logik
Poprzez oko wyrasta tajemnica gleby,
Krew podrywa się w słońcu
Nad jałowe poletka, gdzie świt się zatrzymał.
TseCylia
7 miesięcy temu
Widokówka z tego świata

Stanisław Barańczak

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie,
z którego mam za darmo rozległe widoki:
gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie
tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową
ta sama mroźna próżnia
milczy swą nałogową
odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie.
Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej.
Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie
palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok.
Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie
słychać, co można widzieć,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili
dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki;
choć jak ją nazwą, co będą mówili
o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę
geologiczną, stojąc
na naszym próchnie, łgarstwie,
niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją
własną mieszankę śmiecia i rozpaczy –
nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija
kolejny stopień, rosnący pod stopą.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija
czas – i czy czas coś znaczy,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele,
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki
śmierci lub dożywocia – co niewiele
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy,
a jednak ta lektura
wciąga mnie, niedorzeczny
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która
swój mętny finał poznać mi pozwoli
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz
z moim bólem – jak boli
Ciebie Twój człowiek.
Bettina
7 miesięcy temu
Ok? Ale o co chodzi?
Bettina
7 miesięcy temu
Dylan to Dylan. Nie kazdy wie od razu, ze Thomas. A Stanislaw Barańczak to tak, ale nie w US.
Bettina
7 miesięcy temu
My chyba zapominamy ze jest 2025
TseCylia
7 miesięcy temu
Bettina, bardzo mi kogoś przypominasz....
Bettina
7 miesięcy temu
Jestem przyzwyczajona. Zawsze kogos komus przypominalam. Komiczne, ze to byly krańcowo rozne osoby.
Bettina
7 miesięcy temu
Tez moglabym zapytac - Iwonka, to ty.?
Bettina
7 miesięcy temu
I chuj z tym, jak napisal moj przedmowca. Drugi od góry.
TseCylia
7 miesięcy temu
Kiedy się dziwić przestanę... - Jonasz Kofta

Kiedy się dziwić przestanę
Gdy w mym sercu wygaśnie czerwień
Swe ostatnie, niemądre pytanie
Nie zadane, w połowie przerwę
Będę znała na wszystko odpowiedź
Ubożuchna rozsądkiem maleńkim
Czasem tylko popłaczę sobie
Łzami tkliwej i głupiej piosenki
By za chwilę wszystko zapomnieć
Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Zgubię śpiewy podziemnych strumieni
Umrze we mnie co nienazwane
Co mi oczy jak róże płomieni
Dni jednakim rytmem pobiegną
Znieczulone, rozsądne, żałosne
Tylko życia straszliwe piękno
Mnie ominie nieśmiałą wiosną
Za daleko jej będzie do mnie
Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie

Kiedy się dziwić przestanę
Lżej mi będzie i łatwiej bez tego
Ścisną szczęścia i bóle wyśmiane
Bo nie spytam już nigdy - dlaczego?
Błogi spokój wyrówna mi tętno
Gdy się życia na pamięć
Wiosny czułej bolesne piękno
Pożyczoną poezją zakłamię
I nic we mnie i nic koło mnie
Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie
Bettina
7 miesięcy temu
Ty mi przypominasz Feniksa.
Starszy Woźny
pół roku temu
Julian Tuwim

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z „Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)
I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że „szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę !..
1937 r.
--------------------------------------------
A.D. 2025 r. niewiele się zmieniło.
drzewo herbaciane
pół roku temu
płodne dni

W takie dni już tylko herbata liptona nad tomikami bohdana zadury, albo poprawianie dykcji przed brązowym lustrem.

na przystanku smarkanie wprost do kosza z przytrzymaniem jednej dziurki, i po czesku odwracanie numerów autobusów i tak jadących w jedno i to samo miejsce.

już tylko umywanie rąk od
wszystkich ważnych i nieważnych, od przegranych naszych
bitew,
od zaraz. mimowolne
przełykanie umykającego
spod podeszw kurzu,
latarniane puszczanie oczek w rajstopach kabaretkach.

nazywają to szerokim układem odniesienia, jeśli to coś mówi
komukolwiek.

w takie dni już tylko do skupu butelek, po więcej pustki, po
więcej.
TseCylia
pół roku temu
///Drzewo, Marta Podgórnik - autorka tego wiersza.///
drzewo herbaciane
pół roku temu
:)
drzewo herbaciane
pół roku temu
Wiesz, po tym latarnianym puszczaniu oczek, miałam ochotę napisać, że to wiersz Grafi. Niezbadane są wyroki podobieństw w używaniu niektórych słów, a teraz mam ochotę napisać, że to wcale nie jest Marta Podgórnik, ale już nie będę taka.
drzewo herbaciane
pół roku temu
Najsłynniejsze fotografie

Bardzo ci współczuję, ale nie możesz mieszkać w dyni. (Norville)
To była sobota i miałam cztery lekcje, w tym dwa polskie, więc zaproponowałam mężowi, że zostanę w domu i się pokochamy, ale nie chciał. Więc idę do szkoły,
w korytarzu trwa wybuch, a w pokojach lato z rodzaju nic nie schnie. Ale się nie rozglądam, tylko idę, macham, trochę entuzjastka, a trochę odkrywca, że nie wszystkie dzieci dają się pochować.
drzewo herbaciane
pół roku temu
A, to jest wiersz... ?
Pam Pam Pam
No wiadomo, że Grafi :)
Żartuję, niepodobny, to Justyna Bargielska.
drzewo herbaciane
pół roku temu
Graf, pamiętaj o tym, że nie wszystkie dzieci dają się pochować.
🙏
TseCylia
pół roku temu
Enteryna & Absztyfikant
Tadeusz Buraczewski

Z dnia na dzień zali co dzień
Stawiając dzielnie wartę
Enteryna pod kompowibratorem
Tkwiła z hakerem Absztyfikantem!

Wielbili disko polio i takie tam polmigi
Soliści – ona singielka jak i on – singiel
Aż w dookolności smętnej nieprzejrzyście
Los czyli życiątko - nacisnęło cyngiel.

Wessał ją InFernet
Jako młodą siksę
Więc duszę dzieliła
Na poły z matrixem.

Nurzała się namiętnie w niezmierzonej sieci
Kiedy uwertury grała klawiatura
Czyniąc burzę zmysłów u Absztyfikanta
I tedy on się tako w niej się zanurzał.

Świat się wręcz zapętlał
W fałszyzmu odsłonie
W vistość się wnikało
Czym? Trolliajańskim koniem…

I było coś co w jednię ich pomysł się zlewał
Obydwoje ogarniał ten przemożny zapał
Kędy meta-sfera włamać się do komputera
Nieważne kto go stworzył – Bóg a może szatan…

A wkoło neonowisk
Nadzieja nie gasła
Że kiedyś im zaświeci
Polarna zorza – hasła!.

Wiara – wiadomo – ta przenosi góry
Odkryli to – włamali się – i żadna herezja:
Prawdę co leży między niebem a piekłem -
- Uratować nas może jedynie Poezja!
TseCylia
pół roku temu
w lesie
Alina Górecka (nicki: Alina 48, jeszcze)

wyrok zapadł, będziesz rozszarpana! - ale dano Jej wybór:
załatwią to szakale, hieny, mogą wilki.
wybrała wilki.
na pytanie - dlaczego, odpowiedziała:

zanim weszłam do tego lasu widziałam wszystkie
świecące nocą ślepia drapieżników
wiedziałam że mogę spośród drzew
mchów zaczarowanych paproci
zawilców i leśnych ślimaków
naiwnych saren
ostrych jeżów
nie wrócić na polanę

i tak prawie wszystko przeżyłam
kto wie może już jutro by mnie nie było
gdybym się bała

to nie zobaczyłabym
nie poczuła przedostatniego
uroku zapachu i ducha lasu

a tak to odejdę bogatsza w doznania

wybieram wilka
bo jest szlachetniejszy w urodzie
bliższy we wspólnym oglądaniu księżyca
budzi ludzką trwogę

szakal i hiena odrazę
Bettina
pół roku temu
o nim pseud
pół roku temu
Między szeptem a krzykiem. jest nieopisana przestrzeń. bo za dużo w niej pijanych niedomówień. trzeźwych niedopowiedzeń. niezrozumiałych przysłów...

Autor: Wojciech Włodarczyk.
Wiersz zatytułowany "Między szeptem a krzykiem".
Bettina
pół roku temu
Y = ax(2) + bx + ...
Starszy Woźny
pół roku temu
"Między szeptem a krzykiem"
Już gdzieś ten zwrot tutaj czytałem!
Muszę pogrzebać w pamięci.
NO!
Bettina
pół roku temu
Bettina
pół roku temu
Co znaczą czerwone zakładki.
Starszy Woźny
pół roku temu
mięso kobiet

Pszehodząc pszypadkowo pszez ćeńisty pasaż,
mimo palm kiwającyh śę, jak senny palec,
zobaczyłem kobietę, kturą rąbał masaż
i układał na ladźe kawał po kawale.

Kszyczały na gałęźah żułte ptaki timur.
Kołysały głowami i muwiły tata.
Pszez zapah ćał kobiecyh ostszejszy od dymu
stuk rytmiczny tasaka jęczał i dolatał.

Zeskoczyły w podskokah shody z karku pięter.
Biły głową o śćanę i ńe mogły trafić,
kiedy wybiły otwur wyszedłem ńim lente
i na placu olbżymim połknęła mńe gawiedź

Whodźiły blade pańe do ćemnych garsonjer,
rozpinały w pośpiehu bluzki pod żakietem,
gdy z zapalonym lontem na barkah kanońer
stszeliłem z głowy w ńebo czerwoną rakietą.

Ńe liżće ust kohankom, leżąc im na bżuhu!
Jedzće je ze śmietaną i łykajće z cukrem!
Hude szynki dźewczynki są pszedźiwnie kruhe
i dobry jest kobiecyh muskularnych nug krem.

Jak wiele cudnych sokuw ćało kobiet mieśći
cuż wiesz o tym, hoć zdźerasz sukńe, jak firanki,
don żuańe, co ćało swojej pańi pieśćisz
a kturyś żadnej jeszcze ńe pożarł kohanki.

Poczekajće, ńe gwałćće, ńe pieśćće, ńe hodźće!
Ńeh znowu dźewicami źemia śę zaludńi!
Usta twoje, jak gąbka umaczana w ocće,
są mi dźiwńe ńedobre, gożkawe i nudne.

Pszyszłaś do mńe bez sukńi, powiedźałaś: ńe rusz!
Będźesz odtąd mńe kohał tylko, jak brat śostrę.
Gdy podeszłaś do lustra zdejmować kapelusz,
w karku twym tłustym zemby zatopiłem ostre.

Pożerajcie kobiety z octem i na suho!
Pszestańće z ńimi robić swoje nudne świństwa!
Kohankowie, noszący swe kohanki w bżuhu,
nadhodźi wasza era nowe maćeżyństwo

Zapomniani Futuryści:

Utwory Brunona Jasińskiego (1901- 1938) Będą możliwe do udostępnienia
w 2025 r.
Moczybober
pół roku temu
Mówił kapitan Rykow, ja powtarzam pięknie,
Baby chujem nie straszcie, bo się go nie zlęknie.
Póki chuj opadnięty, to się baba boi,
Ale weź go na język, a od razu stoi.
I mówią, że Suworow rzekł raz: Mili moi,
U największych rycerzy chuj się baby boi.
Lecz chciałem ci przypomnieć, bez twojej urazy,
Żem się tej nocy spuścił równo sześć razy.
Trzeba chuja oszczędzać, pozwól mu odsapnąć,
Mogę ci, jeśli pragniesz, znów minetę chlapnąć,
Lecz lepiej daj mu spocząć, później znów kochanie
Weź go znowu do buzi, a na pewno stanie.
I wówczas ci pokażę figle rozmaite,
Które to figle kształcą i piczę i pytę:
Przed lustrem, na siedząco, albo na stojaka,
Lub też konno na chuju, na boku, na raka,
A można między cycki, lub też na podnietę,
Nie zaszkodzi wykonać podwójną minetę,
Jeśli wiesz, co to znaczy... Lecz Zosiu kochana
Zanim się zabawimy, zaczekaj do rana.
A gdy tak do niej mówił oczęta przymknęła
I tuląc się do męża cichutko zasnęła.
I śniła o niezmiernych rozkoszach zamęścia,
Których zazna przez lata małżeńskiego szczęścia.
Moczybober
pół roku temu
Budapeszt
pamiętam
jak jechałem dwójką
od mostu Wolności
do mostu Małgorzaty
czterdziestoletni

patrzyłem na ludzi
siedzących przy białych
stolikach na białych
krzesłach
i czułem
że tam jest
prawdziwe życie

pamiętam
jak siedziałem
przy białym stoliku
na białym krześle
piłem espresso
i jadłem lody
czterdziestoletni

patrzyłem na ludzi
jadących tramwajem
od mostu Wolności
do mostu Małgorzaty
i czułem
że tam w tramwaju jest
prawdziwe życie
Moczybober
pół roku temu
Czternastego
John Ashbery napisał wiersz o prezydencie Warrenie G. Hardingu
zaczyna się tak:

„Warren G. Harding wynalazł słowo »normalka«
I mniej znane »dmuchnąć« w znaczeniu jak można sądzić,
Bluznąć, rzygnąć mową trawą. Nigdy nie pragnął
Zostać prezydentem. Zrobili go nim Chłopcy z Ohio”.

przeczytałem na pasku pańskie słowa z wczoraj
i przypomniał mi się tamten wiersz
który to już raz pan mnie inspiruje

stan wojenny to był dzień straszliwej tragedii zdmuchnięcia snu o wolności

ileż to lat miał pan 13 grudnia 1981 roku?
dziewięć? nie było Teleranka?

co pan wie o snach?
ja swój z 12 na 13 grudnia 1981 pamiętam a gdybym zapomniał to go zapisałem
zbudził mnie po północy
mój własny okrzyk Zieloni wylądowali!

co pan wie o wolności?

czego można dowiedzieć się o wolności
w profesorskim krakowskim domu
w kruchcie kościoła
w ruchu oazowym
przy żonie nauczycielce niemieckiego
przy biurku prezydenta Trumpa
słuchając połajanek prezesa?
możecie wrzeszczyć mówi ten mistrz
mowy polskiej
który o wolności wie tyle ile może wiedzieć ktoś
schowany za barykadą kilkudziesięciu suk
zaprawdę powiada nam on jest z innego świata

(jedna suka obsługuje siedmiu psów)

niech się pan połamie z policjantami opłatkiem
niech policjanci łamią się z panem to nie będą w tej chwili
łamali rąk dziewczynom (tak to egzageracja)

nie chciałby pan incognito
pójść ulicą z kartonem
na którym nie ma wulgaryzmów
żadnych gwiazdek
tylko słowa
myślę czuję decyduję?

(choć to się panu musi źle kojarzyć
bo brzmi podobnie jak
liberté égalité fraternité)

pańska wolność
jest w szumie wiatru na stoku
w chrzęście śniegu pod nartami
w bryzie i kropelkach morskiej wody na twarzy
za kierownicą skutera

nie jest wyimaginowana
jak wspólnota europejska

ale jest pokątna jak nocne czaty
chłopięca jak tiktoki

stan wojenny to był dzień straszliwej tragedii zdmuchnięcia snu o wolności

stan to dzień tragedia zdmuchnięcia to lepsze niż ostry cień mgły

mgła po rosyjsku to tuman
Moczybober
pół roku temu
Powiedziałeś(-aś):
Czternastego
John Ashbery napisał wiersz o prezydencie Warrenie G. Hardingu
zaczyna się tak:

„Warren G. Harding wynalazł słowo »normalka«
I mniej znane »dmuchnąć« w znaczeniu jak można sądzić,
Bluznąć, rzygnąć mową trawą. Nigdy nie pragnął
Zostać prezydentem. Zrobili go nim Chłopcy z Ohio”.

przeczytałem na pasku pańskie słowa z wczoraj
i przypomniał mi się tamten wiersz
który to już raz pan mnie inspiruje

stan wojenny to był dzień straszliwej tragedii zdmuchnięcia snu o wolności

ileż to lat miał pan 13 grudnia 1981 roku?
dziewięć? nie było Teleranka?

co pan wie o snach?
ja swój z 12 na 13 grudnia 1981 pamiętam a gdybym zapomniał to go zapisałem
zbudził mnie po północy
mój własny okrzyk Zieloni wylądowali!

co pan wie o wolności?

czego można dowiedzieć się o wolności
w profesorskim krakowskim domu
w kruchcie kościoła
w ruchu oazowym
przy żonie nauczycielce niemieckiego
przy biurku prezydenta Trumpa
słuchając połajanek prezesa?
możecie wrzeszczyć mówi ten mistrz
mowy polskiej
który o wolności wie tyle ile może wiedzieć ktoś
schowany za barykadą kilkudziesięciu suk
zaprawdę powiada nam on jest z innego świata

(jedna suka obsługuje siedmiu psów)

niech się pan połamie z policjantami opłatkiem
niech policjanci łamią się z panem to nie będą w tej chwili
łamali rąk dziewczynom (tak to egzageracja)

nie chciałby pan incognito
pójść ulicą z kartonem
na którym nie ma wulgaryzmów
żadnych gwiazdek
tylko słowa
myślę czuję decyduję?

(choć to się panu musi źle kojarzyć
bo brzmi podobnie jak
liberté égalité fraternité)

pańska wolność
jest w szumie wiatru na stoku
w chrzęście śniegu pod nartami
w bryzie i kropelkach morskiej wody na twarzy
za kierownicą skutera

nie jest wyimaginowana
jak wspólnota europejska

ale jest pokątna jak nocne czaty
chłopięca jak tiktoki

stan wojenny to był dzień straszliwej tragedii zdmuchnięcia snu o wolności

stan to dzień tragedia zdmuchnięcia to lepsze niż ostry cień mgły

mgła po rosyjsku to tuman

O czym jest ten wiersz ?
ChatGPT powiedział:
Ten wiersz to emocjonalny, ironiczny i wielowarstwowy komentarz polityczny oraz egzystencjalny. Jego tematem przewodnim jest wolność – jej znaczenie, utrata, fałszywe obietnice i różnice w jej pojmowaniu. Jest to także osobista i zbiorowa refleksja nad historią Polski, szczególnie nad stanem wojennym z 13 grudnia 1981 roku, oraz krytyka współczesnych elit politycznych – z wyraźnym odniesieniem do prezydenta Andrzeja Dudy i rządzącej partii.

Kluczowe wątki i znaczenia:
1. Wolność jako sen, który został zdmuchnięty
„stan wojenny to był dzień straszliwej tragedii zdmuchnięcia snu o wolności”

Autor przeciwstawia ideał wolności, o który walczono i który był marzeniem pokoleń, brutalnej rzeczywistości stanu wojennego.

"Zdmuchnięcie" snu o wolności to obraz delikatności i przemijania – wolność jest czymś, co można łatwo stracić, a przywrócić bardzo trudno.

2. Kontrast między doświadczeniem pokolenia PRL-u a współczesnymi politykami
„ileż to lat miał pan 13 grudnia 1981 roku? dziewięć? nie było Teleranka?”

Podważenie autentyczności doświadczenia prezydenta – jako dziecka w PRL-u nie mógł on zrozumieć, czym był stan wojenny.

Ironia wobec prób zawłaszczania przeszłości i wartości przez osoby, które nie mają do nich emocjonalnego ani historycznego prawa.

3. Krytyka współczesnej władzy i jej rozumienia wolności
„możecie wrzeszczyć mówi ten mistrz mowy polskiej / który o wolności wie tyle ile może wiedzieć ktoś / schowany za barykadą kilkudziesięciu suk”

Autor punktuje hipokryzję polityków, którzy mówią o wolności, ale zabezpieczają się policyjnie przed obywatelami.

„Suki” (policyjne samochody) symbolizują represję i zastraszenie, a nie wolność.

4. Cyniczna gra słowem i ironią
„niech się pan połamie z policjantami opłatkiem / niech policjanci łamią się z panem to nie będą w tej chwili / łamali rąk dziewczynom”

Sarkazm wobec gestów pozornej wspólnoty i pojednania – opłatek z policjantami zestawiony z przemocą wobec protestujących kobiet.

Pokazuje pęknięcie między deklarowaną wspólnotą a realnymi działaniami władzy.

5. Pamięć jako akt oporu
„ja swój z 12 na 13 grudnia 1981 pamiętam a gdybym zapomniał to go zapisałem”

Autor odnosi się do własnych przeżyć jako świadectwa prawdy i jako kontrapunktu wobec politycznej retoryki.

Pamięć o stanie wojennym staje się moralnym zobowiązaniem – nie tylko prywatnym, ale także społecznym.

6. Zderzenie dwóch wizji wolności
„pańska wolność / jest w szumie wiatru na stoku / w chrzęście śniegu pod nartami [...] nie jest wyimaginowana / jak wspólnota europejska”

Drwina z banalizacji wolności – jako czegoś hedonistycznego, apolitycznego, indywidualnego.

Zestawienie tej "osobistej" wolności z wartościami wspólnotowymi, jak liberté, égalité, fraternité – co może być odbierane jako krytyka nacjonalizmu i odrzucania wartości europejskich.

7. Zakończenie – ironiczne i wieloznaczne
„mgła po rosyjsku to tuman”

Gra słów – w języku rosyjskim „туман” oznacza mgłę, ale fonetycznie „tuman” po polsku to głupek, idiota.

Może to być aluzja do intelektualnej mgły, w jakiej tkwią ci, którzy bezrefleksyjnie przyjmują propagandę lub wypaczają sens wolności.

Styl i forma:
Wiersz przypomina list-poemat, pełen bezpośrednich zwrotów do konkretnej osoby (najprawdopodobniej prezydenta).

Ironia, sarkazm, wyolbrzymienie (egzageracja) to środki stylistyczne służące demaskacji hipokryzji i obnażeniu różnic w doświadczeniach i wartościach.

Intertekstualność (Ashbery, "ostrze cienia mgły", rewolucyjne hasła francuskie) buduje kontrast między kulturą a propagandą, między myśleniem a sloganem.

O czym jest ten wiersz?
O wolności i jej utracie. O pamięci i jej fałszowaniu. O pokoleniowym rozdźwięku. O hipokryzji władzy i o gniewie obywatela. O tym, że słowa mają znaczenie – i że trzeba je odzyskać, zanim zostaną całkiem zdmuchnięte.
Anonim
pół roku temu
Popularne i Zapałki

"Złożone dłonie,
wyciągnięte ręce,
modlitwy do Boga,
ofiara w podzięce.

Za pokój na ziemi,
pacyfistów wojny.
Za więzienne mury,
żywot niespokojny.
Krwawą sprawiedliwość,
korupcję i kłamstwo.
Za baczność i spocznij,
oszustwo i łgarstwo.

Czarna sułtanna,
drogie samochody,
on Ci wybaczy,
bo on jest sługą Bożym.

Wybaczy morderstwo,
a rozgrzeszy gdy zapłacisz.
Kiedy biedny jesteś,
w oczach Boga stracisz.
On czysty na duchu,
on miłuje wiarę.
Tyś zwykły grzesznik,
Ty mu płać ofiarę.

Tłum katolików
do kościoła idzie.
Za grzechy przeprasza,
w domu żonę bije.

10 przykazań,
nikt ich nie przestrzega.
Pół litra wódki i bochenek chleba.
Wpierw do kościoła,
później w restauracji.
Za swego boga wznoszą toasty.

Za pokój na ziemi,
pacyfistów wojny.
Za więzienne mury,
żywot niespokojny.
Krwawą sprawiedliwość,
korupcję i kłamstwo.
Za baczność i spocznij,
oszustwo i łgarstwo."
Anonim
pół roku temu
"cały dzień całą noc
mocno ściskam dłonie zaciskam pięści
wokół mego ciała toczy się horror
zwycięży ten kto jest silniejszy
czuję się jak bohater nędznej książki
trapiony cały czas samymi nieszczęściami
powiedz mi proszę powiedz mi
dlaczego moim wrogiem chcesz być

układałem od dzieciństwa stosy moich marzeń
by w przyszłości żyć tak jak tego chciałem
wtedy nadszedł czas twojej ingerencji
zburzyłeś we mnie wszystko aby mnie zniechęcić
wyszukałeś paragrafy przepisy moralności
i tak jak ty miałem topić się w szarości
nosić garnitur płaszczyć się przed ludźmi
łgać kłamać kpić by z przepisem w zgodzie żyć

nie wiem jak ty lecz ja chcę żyć
więc nie zabraniaj mi oddychać
nie wiem czego chcesz ale dowiedz się
że wolność twoja kończy się gdzie zaczyna moja

na każdym kroku zwracasz mi uwagę
machasz groźnie palcem bo ktoś dał ci władzę
twój uśmiech na twarzy dawno cie opuścił
więc gdy widzisz uśmiech jedynie się złościsz
wszelka tolerancja jest bez znaczenia
choć o tolerancji mówisz że ją bardzo lubisz
powiedz mi czy szczęśliwy jesteś
a może nie wiesz co to znaczy szczęście

nie wiem jak ty lecz ja chcę żyć
więc nie zabraniaj mi oddychać
nie wiem czego chcesz, ale dowiedz się
że wolność twoja kończy się gdzie zaczyna moja"

TseCylia
pół roku temu
Mario Benedetti

* * *
Kiedy byliśmy dziećmi
starzy ludzie byli koło trzydziestki
kałuża była oceanem
śmierć gładka i płaska
nie istniała

Potem kiedy byliśmy młodzieńcami
starzy ludzie byli koło czterdziestki
zwykły staw był oceanem
śmierć była tylko
jakimś słowem

Kiedy się już pobraliśmy
staruszkowie byli po pięćdziesiątce
jezioro było oceanem
śmierć była śmiercią
innych

Teraz doświadczeni
dotarliśmy do prawdy
ocean w końcu jest oceanem
ale śmierć zaczyna być
nasza
.
.
.
Przekład Mieszko A. Kardyni, Paweł Rogoziński.
TseCylia
pół roku temu
Adam Gwara

Chcąc osłabić Krzyzakow pod Świeciem
dostarczono im dwie nagie Miecie.
Stosunkowo nieliczna
nasza broń biologiczna
była wtedy najlepsza na świecie.
zsrrknight
5 miesięcy temu
Stanisław Młodożeniec, Futurobnia

uchodzone umyślenia upapierzam poemacę
i miesięczę kaszkietując księgodajcom by zdruczyli
skieszeniłem
księgosłalnia kolejując porozwszechnia wzdaleczenia
niewieściątko z długowłosia źrenicuje umojone strofowania
wsłodyczeniu liści do mnie
„poecicu poemacąc oblubieńczysz dziewicenie
cudzodajesz utwojenia. licuneczek odmojony
w fotopiśni dziękczysyłam do uramień ciebiekolnych”.
uręczyłem serdeczniejąc.
ścianizuję
dzień w dzień liści.
w jednodnieniu odlistawiam:
„tygodnieję czekająca
gwiazdozbralnia udygatnia niebosięża
cierpiechwili podserdecznia w plancidrzewiu
poecicu zniebaześlny siebiejawę zaziemicuj mojobytnię”.
nogoszybcę farysiejąc…
międzydomia tylizują…
zwyorlałem
troszeczkuję… niesmiechliwie obramieniom
przeciwiczy
słodkowardzę… łaskawiczę…
ujednieni nóżkujemy kaskadziejąc śmiechowodziem
w wargoczwórni królewieję niebieścianie
chodzicielka uaniela skońcokola w poematni…
zbogiemłąćca ukościelnia dosięzejście…
dzieciopiskli…
w piersiopukni jakośliwie światoradnie
w poematni wieloiście…
w latobiegach dzieciomnożnych poemacę
poemacę i miesięczę kaszkietując księgodajcom.
Lonesome Luke
5 miesięcy temu
"Jadę przez piekło"
"Ludzie są wyczerpani, nieszczęśliwi i sfrustrowani,
ludzie są
Gorzki i mściwy, ludzie są oszukani i przerażeni,
Ludzie są wściekli i mierni
i jeżdżę między nimi na autostradzie a nimi
projektują to, co im zostawili z siebie samych
w swoim sposobie prowadzenia.
Niektórzy bardziej nienawistni, niektórzy bardziej ukryci
niż inni.
Niektórzy nie lubią, gdy się je podaje i próbują
powstrzymać innych przed robieniem tego.
niektórzy próbują zablokować zmiany pasa ruchu.
Niektórzy nienawidzą najnowszych samochodów,
droższe.
Inni w tych samochodach nienawidzą starszych samochodów.
Autostrada to cyrk emocji
małe i tanie, jest
ludzkość w ruchu, większość
pochodząc z miejsca, które
odia
i idę do innego miejsca, którego nadal nienawidzi
więcej.
Autostrady uczą nas, w czym
staliśmy się i
Wiele wypadków i zgonów jest kolizją
wśród niekompletnych istot, wśród żałosnych żyć
i szaleni.
Kiedy jadę po autostradach widzę duszę
moje miasto i jest brzydkie, brzydkie, brzydkie:
żywych
han
uduszony
jej
Kochanie. "

Charles Bukowski
TseCylia
4 miesiące temu
Chroń

ośle z aniołami
tęskniący Zecheuszu na zielonym drzewie
czwarty mędrcu coś poszedł na skróty i za późno stanąłeś
w Betlejem
asceto z tylną częścią nagą
uśmiechu
chroń
przed absolutną powagą

ksiądz Jan Twardowski

---------------------------------------
Jan Jakub Twardowski
zsrrknight
miesiąc temu
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Dziś
"Dawniej się trzeba było zużyć, przeżyć,
By przestać kochać, podziwiać i wierzyć;
Dziś — pierwsze nasze myśli są zwątpieniem,
Nudą, szyderstwem, wstrętem i przeczeniem.
Dzieci krytyki, wiedzy i rozwagi,
Cudzych doświadczeń mając pełną głowę,
Choćby nam dano skrzydła Ikarowe,
Nie mielibyśmy do lotu odwagi.
My nie tracimy nic, bośmy od razu
Nic nie przynieśli — i tylko nam bywa
Tak źle, że na złe takie brak wyrazu,
A serce pęka w nas i we krwi pływa. "
Dobranocka
miesiąc temu
Ludzie są wyczerpani, nieszczęśliwi i sfrustrowani,
ludzie są
Gorzki i mściwy, ludzie są oszukani i przerażeni,
Ludzie są wściekli i mierni

A gdzie byli ich rodzice, żeby toto badziewie, o którym powiada wiersz, wychować w miłości do siebie i drugiego człowieka. Nauczyli ich chyba tylko jednego, i to własnym przykładem, a nie wykładem, zgarniania jak najwięcej do siebie. Że nie potrafią nawet tego wszystkiego co ukradną przesrać.
TseCylia
miesiąc temu
Danuta Abou-Akl Koska

(...)
Tomasz jak zawsze
szuka dowodów na Twoje istnienie
Judasz
dla zysku zdrasza przyjaciela
resztki sumienia konserwując w whisky
Magdalena
kobieta biznesu ma bliskie kontakty
z możnymi tego świata
Piotr
ze strachu zapiera się bliskich
niewielka cena
aby utrzymać się na stołku

Faryzeusze
nauczając o zbrodni i karze nietykalni
lawirują pomiędzy

tylko Ty Panie
przybity codziennością
niezmiennie wznosisz wołanie
"Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią"
Bora
miesiąc temu
Najgorzej jak facet się cały ssapie zanim wogóle zacznie 😖
Dobranocka
miesiąc temu
Historia jak jeden wystrugany przez bolszewię gałgan znikąd, za reklamówkę szkopskich marek od BND dokonał niemożliwego.

Podzielił naród i wywiódł go na manowce szaleństwa. A głównym motywem jego działania był gleit bezkarności za każdą nieprawość uczynioną pod jego patronatem. Dlatego cała szumowina, kryminał, wszelka żulia skandująca 8 gwiazd poczuła swój czas i wyjątkowość istnienia.
Nareszcie dostała głos.
Jak w każdej bolszewickiej rewolucji, w której mechanizmem działania jest motłoch. Tak i w rewolucji błyskawic był ten sam motyw, ten sam objaw wzmożenia umożliwiającego niszczenie norm i ładu moralno społecznego. Niszczenie społeczeństwa poprzez rozbicie jego spójności w prawie, obyczajach oraz rozumieniu wspólnoty państwa i narodu.
Udało się mu to czego przez 50 lat nie była w stanie zrobić komuna.
Bora
miesiąc temu
no jasne jaśnie panie, jak ta cała biedota robiła za darmo na polu jaśnie pana, latała na bosaka, naga i szczęśliwa to było cacy...
Bora
miesiąc temu
1807-1865 szkoda, że w Polsce nigdy nie spadł królewski łeb, wielka szkoda ...
Pasja
miesiąc temu
Barańczak Stanisław - Syberyjskie striptizerki

Syberyjskie striptizerki
słyszą sardoniczne szmerki
sarkającej szpetnie sali
(sala - sami swoi, stali
smakoszowie strip-spelunek,
super-samczy swój stosunek
sygnalizujący spazmem
śmiechu, sykiem ,,Sssss!'', sarkazmem
Sybiraka-sybaryty):
,,Ściągać szuby, seniority!'';
,,Seniority? Skąd! Seniorki!'';
,,Starzejemy się, sikorki-
-sześćdziesięciosześciolatki?
Sklęsły słynne super-zadki?'';
,,Skandal! Szwindel! Szmalu strata!
Striptizerka - szpakowata!'';
,,Szokuj, sławo seks-salonów,
Szarmem swoich salcesonów!''
Satyrycznym szpilkom spekta-
torów stępia szpice sekta
starowierów; starowierzy
sądzą: ,,Skoro Seks się szerzy -
Seks stanowi sedno Sensu,
stąd slogany: SEKS-SZALEŃSTWU
SERCEM SPRZYJAJ, STAROWIERZE;
STRIPTIZERKI SZANUJ SZCZERZE!''
Solidarne stanowisko
siurpryzuje środowisko,
satysfakcjonując szereg
syberyjskich striptizerek.

Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji