Oglądanie filmów a czytanie książek

Yourofsky
rok temu
Zapewne niektórzy z Was zauważyli że często piszę o filmach w kontekście ogólnym pisania.

Jak Waszym zdaniem wpływa na autora opowiadań zamiłowanie też do filmów, bo filmów w swoim życiu obejrzałem z milion.

Moim zdaniem dobrze to wpływa na wyobraźnie, można zgapić niektóre pomysły - duuużo pomysłów. Poznajemy dużo różnych postaci, schematów , zachowań, historii, niektóre filmy uruchamiają zwoje mózgowe, dają mocno do myślenia. Co ważne możemy zobaczyć jak ludzie zachowują sie w ekstremalnych sytuacjach, czego my - przeciętni ludzie nie doświadczamy, np wojna, wyprawa na Mt Everest itd itp

Ba, można też nauczyć się jak zaciekawić widza - czytelnika.

Jedyne czego nie nauczysz się oglądając filmy to jak formować szyk zdań, nie nauczysz sie ortografii i interpunkcji.

Kto z Was też jest zapalonym kino maniakiem ?
Kamiś
rok temu
Osobiście uważam, że oglądanie filmów wpływa pozytywnie na wyobraźnię. W czasie seansu można nagle wpaść na jakiś pomysł, który następnie przelewa się na papier. W tren sposób powstają czasem genialne opowiadania, czy powieści. Sam nieraz miałem tak, że oglądając film, przychodził mi do głowy jakiś pomysł. Zresztą dotyczy to również każdej innej formy przekazu. Inspiracje można czerpać wszędzie.
Skoiastel
rok temu
Ja często, rozmawiając z ludźmi o pisaniu – szczególnie gdy przychodzi mi udzielać jakichś wskazówek dotyczących chociażby narracji – powołuję się na przykłady filmowe.

Na przykład ad wykorzystywania ekspozycji w nadmiarze, pytam autorów opowiadań, czy między postaciami filmowymi granymi przez aktorów też zwykle stoi jakiś lektor-narrator, który tłumaczy widzowi od razu, naraz, wszystkie relacje łączące postaci i emocje... Taki lektor nie mówi przecież: „uważaj, widzu, ten bohater jest smutny/zły/radosny” – to wszystko odgrywa sam aktor. Bohaterowie na planie filmowym po prostu grają, robią swoje, zachowują się jakoś, wykonują gesty i wypowiadają słowa, a widz całą tę resztę sobie dopowiada. Z tego czerpie rozrywkę – interpretuje to, co widzi na ekranie. Chłonie i bawi się tym.
Tak to też powinno mniej-więcej działać w dobrej książce, szczególnie beletrystyce nastawionej na dynamiczną akcję; scena filmu nie różni się dla mnie w większej mierze od sceny powieści. Ogólne zasady są mniej-więcej takie same – show, don't tell. Aby dać odbiorcy samodzielną możliwość wnioskowania z tego, co widzi/czyta. Nie podpowiadać, nie streszczać, nie eksponować za dużo.

Też często, oglądając filmy, studiuję reakcje i zachowanie postaci, by potem móc wyrażać emocje swoich bohaterów na więcej sposobów niż poprzez "bohater X uśmiechnął się" albo "bohater X zmarszczył brwi". Wierzę, że dobra książka to też przygoda poniekąd wizualna, jedynie obraz, zamiast przed oczami, tworzy się w naszej głowie.

Zaloguj się, aby wziąć udział w dyskusji