fragment "Geniusz. Odium Ambicji"
Sectoran Carcyllia był grzesznikiem, gdy jedynym czego chciał była pasja. Za każdy grzech, który poznał własną głową, a nie jedynie żalem idącym za nimi jak pies bez smyczy, wieszał na swoim ciele kolejne krzyże z chryzantemami. Sectoran Carcyllia bał się swojego Boga, a najbardziej bał się strachu – stał więc między oddziałami zakonów, których nie kojarzył i pozwalał, by zachwycali się jego ciałem, talentem, geniuszem. Marzył rzadko i krótko, geniusze nie miały czasu na marzenia.
Czarne włosy wbijały mu się w łopatki i nieokrytą ubraniem pierś torturowaną dodatkowo gryzącym wiatrem biegającym po całym Chryzanthis. Spuścił głowę jak kazało Pismo, skóra na palcach naciągała się jak cięciwa, gdy długie palce pobielały od tego jak mocno trzymał rękojeść.
- Wystąp! - ryknął mężczyzna. - Ranga, imię, cel, wiara! Jedna wiara, jeden naród, jedna korona - oficer krzyczał jak kazała mu formułka pociągająca za sznurki.
Nogi chciały się pod nim załamać równie co uciekać na zachód, bał się jednak obcych, bał się oczu, które go nie znały i bał się siebie. Wystąpił przed północne zakony reprezentując Chryzanta, i przycisnąwszy ostrze miecza do czoła stanął prościej. Jako jedyny nie był spośród wybranych odziany, łaską był materiał opierający się ciasno na biodrach – mimo srogiej temperatury rządy i podrządy nadal chciały wystawiać go jak dzieło w muzeum. Płuca pozwalały sobie na płytkie i przymarzające do gardła oddechy, kręgosłup trzymał się sztywniej niż broń.
- Sectoran Carcyllia-Lyrazis - drugi człon nazwiska ledwo przeszedł mu przez gardło. - Honorowy militarny. Uchwalenia Chryzanta. Wiara jedyna jednego narodu, wierzę w Chryzanta - utrzymywał głos na napiętej wodzy bezuczuciowego chłodu, który wyćwiczył do chorej perfekcji.
- Sectoran Carcyllia-Lyrazis? - powtórzył za nim oficer, na jego twarzy drgnął każdy możliwy mięsień, gdy ten wykrzywił się w strachu i pokłonił chłopakowi. - Proszę wybaczyć, Honorowy! Nie mówili nam, że–
- Powstań - Sectoran przerwał rytuał, który przeżył o sto razy zbyt wiele. Uniesioną rękę pochylił do zgrai składających się za nim zakonnych. - Powstańcie. Nie jestem tu w walce o chwałę. Stoję wśród was w kolejce do jednakowego programu. Powstańcie - z ostatnim autorytatywnym słowem stanął z powrotem wśród pozostałych kandydatów.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania