Fragment powstającej powieści
Michał nie podniósł wzroku znad tabletu. Palcem przesuwał wykresy poparcia, które w segmencie „wykształcenie wyższe, wielkie miasta” świeciły się na ostrzegawczy czerwony kolor.
— Musisz tam pojechać, Patrycjo. Środowisko akademickie patrzy nam na ręce. Twierdzą, że nasza polityka jest „sztywna”, „technokratyczna” i – cytuję – „pozbawiona humanistycznego pierwiastka empatii”.
Pierwsza dama stała przy oknie, czując, jak kostium od projektanta pije ją pod pachami.
— Michał, to są ludzie, którzy chcą debatować nad dekolonizacją tabliczki mnożenia. Słyszałam, co wygadują na Youtube. To nie jest nauka, to jest zbiorowa psychoza.
Michał w końcu spojrzał na nią.
— To są środowiska opiniotwórcze, elita intelektualna, Patrycjo. I na dodatek wielu z pisze felietony. Jeśli ich nie „ocieplisz”, ich narracja o naszym rzekomym „faszyzmie technologicznym” rozleje się na resztę elektoratu. Jedź tam, uśmiechnij się, potakuj. Powiedz im, że Pałac Prezydencki jest otwarty na „nowoczesne paradygmaty”.
— „Nowoczesne paradygmaty”? — Patrycja prychnęła, poprawiając mankiet żakietu — Oni chcą, żeby grawitacja była kwestią wyboru, Michał. Jak mam potakiwać komuś, kto twierdzi, że liczba Pi jest opresyjna?
— Robisz to od lat — zauważył chłodno, wracając do tabletu. — Potakujesz na bankietach ludziom, których nienawidzisz. To tylko kolejna sala, tylko inny rodzaj bełkotu. Wejdź tam, bądź „ludzką twarzą”. prezydenta Oni potrzebują poczuć, że ich słuchamy. Nawet jeśli plotą bzdury .
— A jeśli zapytają o konkrety? O reformę szkolnictwa wg ich postulatów?
Michał uśmiechnął się półgębkiem. To był uśmiech drapieżnika, który właśnie zapędził ofiarę w kozi róg.
— Wtedy powiedz im, że nauka musi być „inkluzywna”. To słowo-klucz. Otwiera wszystkie zamki w ich głowach, a nic nie kosztuje budżetu państwa. Idź już.
Patrycja zacisnęła zęby tak mocno, że aż zabolały ją zawiasy szczęki.
— Czasami mam wrażenie, Michał, że ty ich w ogóle nie słuchasz. Że ty w ogóle nikogo nie słuchasz, dopóki nie zmieni się w procenty na wykresie.
***
Aula Magna tonęła w dostojeństwie. Ciężkie, dębowe boazerie odbijały światło kryształowych żyrandoli, a w powietrzu unosił się zapach starego papieru, drogich perfum i lekkiej tremy, która zawsze towarzyszy wizytom najwyższych władz państwowych.
Patrycja weszła do auli z poczuciem, że przekracza próg równoległego wymiaru. Przed nią siedziało gremium „Nauki Przebudzonej” – kolektyw badaczy, którzy postawili sobie za cel unowocześnienie programów szkolnych. Na środku stołu leżał podręcznik do chemii, z którego wystawały jaskrawe fiszki, wyglądające jak świeże rany na ciele nauki.
— Szanowna Pani Prezydentowo, Magnificencje, Ekscelencje, Panie i Panowie — głębokim i drżącym z przejęcia głosem zaczął profesor ideologii ścisłych. — Czy zdajecie sobie państwo sprawę, czego uczymy nasze dzieci na chemii? Mówimy im o istnieniu „gazów szlachetnych”. Sam termin „szlachetność” w kontekście pierwiastków to czysty konstrukt hierarchiczny, niemal monarchistyczny. Ale co gorsza, wpaja się dzieciom, że te gazy nie mogą tworzyć trwałych związków. To jest narracja żywcem wyjęta z ideologii faszystowskich: izolacjonizm, wyższość wynikająca z „czystości” struktury atomowej, brak empatii chemicznej. Pani Prezydentowo, czy naprawdę chcemy przekazywać dzieciom, że jakaś rzekoma szlachetność uniemożliwia budowanie trwałych relacji?
Patrycja zamrugała, próbując przypomnieć sobie cokolwiek z liceum.
— Stabilność energetyczna to eufemizm dla społecznego wykluczenia! — przerwała profesorka w tęczowych zbyt dużych okularach — To segregacja pierwiastków! Musimy przemyśleć, co tak naprawdę chcemy przekazać dzieciom. I tak, zgadzam się z Panem, Panie Profesorze - Izolacjonizm gazów szlachetnych to toksyczny wzorzec dla młodych ludzi. To przecież getto dla pierwiastków! Posegregowane, ponumerowane, zamknięte w klatkach pionów i poziomów. A na samym szczycie tej hierarchii — gazy szlachetne. Sam termin „szlachetność” sugeruje, że inne pierwiastki są „plebejskie”. Uczymy dzieci w szkołach, że te gazy nie mogą tworzyć trwałych związków. To jest apoteoza ksenofobii! Proszę nie zapominać, że tę tabelkę, w której to wszystko „widać”, wymyślił Rosjanin, Mendelejew. Czy w dzisiejszych czasach naprawdę chcemy, by imperialna rosyjska wizja ingerowała w nasze programy szkolne?
Patrycja poczuła, jak w skroni zaczyna jej tętnić ból. Miała ochotę zapytać, czy ksenon powinien pójść na terapię par, by w końcu z kimś „związać”, ale naukowcy ideologii ścisłych nie dawali za wygraną. Przesunęli na środek tablicę z narysowanym symbolem π.
— Kolejna kwestia: liczba Pi — profesor uderzył wskaźnikiem w okrąg. — Nazywamy ją niewymierną. Już samo to słowo ma negatywne konotacje, sugeruje coś nielogicznego, gorszego. A przecież to jest czysta przemoc epistemologiczna! Skoro Pi jest niewymierne, czyli wymyka się prostym definicjom, to jak może być takie samo dla wszystkich? Dlaczego narzucamy jedną wartość 3,14 każdemu uczniowi, nie uwzględniając, że każdy może mieć swój własny pogląd na jej wartość? Skoro coś jest niewymierne, to znaczy, że jest subiektywne. Narzucanie uniwersalnej stałej w świecie pluralistycznym to fundament totalitaryzmu.
Dla mnie, jako osoby empatycznej, Pi może wynosić równe trzy, jeśli to sprawi, że obliczenia będą mniej stresujące dla dzieci w szkołach. Narzucanie nieskończonego ciągu cyfr po przecinku to czysty sadyzm edukacyjny. Skoro coś jest niewymierne, to każdy ma prawo czuć je inaczej!
— To by oznaczało, że koła przestaną być okrągłe... — zauważyła przytomnie Patrycja – i z przestrachem zauważyła że jej słowa powtórzyły głośniki.
— I bardzo dobrze! — klasnął w dłonie profesor. — Dlaczego koło ma być idealne? To jest kult perfekcjonizmu, kolejna odnoga faszyzmu. Chcemy kół inkluzywnych, kół o różnych kształtach, kół, które nie poddają się dyktatowi stereotypów!
Trudno, stało się – pomyślała – Teraz już nie ma odwrotu...
— Przecież to stosunek obwodu koła do jego średnicy... — Patrycja rozpaczliwie próbowała złapać kontakt z rzeczywistością. — To nie jest kwestia poglądu, to się mierzy.
— Mierzy się narzędziami wymyślonymi przez patriarchat! — krzyknęła docentka. — A skoro już przy tym jesteśmy... Isaac Newton. Człowiek zapatrzony w ówczesne struktury władzy. Podobno dostał jabłkiem w głowę i szczerze mówiąc, należało mu się za te poglądy, które potem sformułował. Newton wymyślił, że grawitacja jest taka sama dla wszystkich. Dla kobiet, dla mężczyzn, dla każdego ciała. Czy to nie jest szczyt niesprawiedliwości? Kobiety, po tysiącleciach zniewolenia, dźwigania ciężaru patriarchatu i prac domowych, powinny zasługiwać na lżejsze życie. Dosłownie! Fizyka powinna uwzględniać ten kontekst historyczny. Dlaczego grawitacja nie miałaby być dla kobiet o 20% słabsza, by zrekompensować im wieki ucisku? Przecież to jest jawne ignorowanie doświadczenia pokoleń kobiet, które przez wieki były „przybijane do ziemi” przez patriarchat, domowe obowiązki i brak praw wyborczych Kobieta powinna ważyć mniej w oczach fizyki, żeby odzyskać lekkość bytu, której pozbawili ją mężczyźni! Ta „równość” grawitacyjna to po prostu mizoginizm i toksyczny narcyzm Newtona.
Patrycja patrzyła na nich, czując, że jej mózg powoli zmienia stan skupienia na gazowy (i bynajmniej nie szlachetny). Przeklinała w myślach moment kiedy zgodziła się tu przyjść, by „ocieplić relacje Pałacu Prezydenckiego z postępowym środowiskiem akademickim”.
— Czyli... Państwo sugerują, że w ramach inkluzywności powinniśmy zmienić prawa fizyki? — zapytała cicho.
— Nie zmienić, pani Prezydentowo. Odzyskać. Odzyskać naukę z rąk białych, martwych mężczyzn, którzy narzucili nam swoje „obiektywne” prawdy jak kajdany. Jeśli pani mąż, pan Prezydent chce naprawdę nowoczesnego państwa, musi zrozumieć, że nie może być zgody na grawitację, która dyskryminuje, i na gazy, które wywyższają się swoją szlachetnością. Czekamy na deklarację poparcia dla „Nauki Obudzonej”.
Patrycja wstała, powoli zbierając torebkę.
— Muszę to skonsultować z mężem... – Powiedziała do mikrofon
— Pani mąż, pan prezydent, musi obiecać, że zerwiemy z dyktaturą stałych fizycznych. Nauka musi być płynna. Newton i jego jabłko, Mendelejew i jego tabelka, stała wartość liczby Pi — to wszystko musi trafić na śmietnik historii. Czas na naukę, która nie wyklucza nikogo, nawet atomów, które nie chcą być szlachetne!
- ...i chyba z jakimś egzorcystą — mruknęła pod nosem.
W tej auli, pełnej ludzi o „płynnych poglądach”, czuła się jak zbyt wielki, zbyt konkretny monolit, który nie potrafi wyparować tak szybko, jak by tego chciała.
Jej dłoń — ta nowa, chłodna i precyzyjna — zacisnęła się na pasku torebki z taką siłą, że materiał jęknął. Czuła pulsowanie w skroniach, rytmiczne uderzenia krwi, które przypominały jej, że biologia, w przeciwieństwie do ideologii tych ludzi, nie jest kwestią wyboru.
Ci „naukowcy” wyglądali na zadowolonych z siebie, jakby właśnie rozwiązali problem głodu na świecie, zamieniając matematykę w poezję dla nadwrażliwych. Patrycja poczuła falę mdłości. To nie było zmęczenie polityką; to było głębokie, fizyczne obrzydzenie do upadku rozumu. Przez lata wmawiano jej, że uniwersytet to świątynia prawdy, a teraz stała w samym jej centrum i widziała tylko grupę dorosłych dzieci bawiących się w podpalanie fundamentów świata.
— Inkluzywna grawitacja — powtórzyła pod nosem — 20% zniżki na fizykę dla kobiet. Bo przecież jak w tych cholernych szpilkach spadnę ze schodów, to patriarchat zamortyzuje mój upadek o te brakujące kilogramy, prawda?
Czuła się tu jak obcy gatunek. Oni chcieli, żeby świat był plasteliną, którą można dowolnie ugniatać, by nikt nie poczuł się urażony faktem, że dwa dodać dwa to zawsze cztery.
Nie czekała aż ktoś otworzy jej ciężkie dębowe drzwi – sama je pchnęła napędzana złością, a światło dzienne uderzyło ją w twarz. Spojrzała na czekające Audi. Lśniąca, pancerna klatka.
— Gabriel miał rację — mruknęła, siadając na tylnej kanapie — System nie potrzebuje hakerów. System sam się właśnie usuwa. A my musimy po prostu przetrwać tę reakcję łańcuchową głupoty.
Zatrzasnęła drzwi, odcinając się od gwardii „Nauki Przebudzonej”. W kabinie Audi panowała cisza, ale w głowie Patrycji wciąż dudniło jedno pytanie: ile jeszcze stałych fizycznych musi upaść, zanim cała ta konstrukcja nauki inkluzywnej po prostu się zawali pod własnym, bynajmniej nieinkluzywnym ciężarem. Kolejny raz poczuła, że jej rola pierwszej damy była zbyt wyczerpująca.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania