Friendzone ~ "Cut off the rope"
Świat Noelle wali się w jednej chwili, gdy zostaje wrzucona w friendzone. To, co budowała latami, rozsypuje się jak domek z kart, a rozpacz sprawia, że każdy krok staje się cięższy od poprzedniego.
Nad krawędzią, gdzie cisza zdaje się podpowiadać najgorsze, pojawia się jednak ratunek. I wtedy Noelle odkrywa, że nie każde rozstanie jest końcem.
Czasami koniec bywa początkiem czegoś nowego.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powieść pisana nie dla żadnych "ideologicznych" racji ani pobudek. Po prostu dla życia i o życiu. ;)
Wersja "surowa" po bardzo wstępnych poprawkach.
Pozdrawiam serdecznie i miłej lektury.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolacja upływa w przyjemnej atmosferze. Jest głośno, odrobinę chaotycznie, a gwar rozmów ustępuje raz na czas wybuchom śmiechu. Zapachy pieczeni, ciasta i perfum unoszą się w powietrzu, ale stanowi to przyjemną kombinację, która sprawia, że wszystko wydaje się bardziej domowe.
Noelle siedzi wygodnie rozpostarta na krześle i obserwuje z uśmiechem jak Dorian opowiada ich ojcu jeden ze swoich dowcipów, po czym śmieją się gromko, a ich mama kręci głową i przewraca oczami. Podaje półmisek z sałatką Evelyn; kobieta mruczy coś z aprobatą, a jej oczy błyszczą, gdy patrzy na męża. Jej brat odwzajemnia czułe spojrzenie, a coś na ten widok ściska się w żołądku Noelle.
Cała czwórka siedziała z jednej strony stołu, a z drugiej rozsiadła się Amara i Noelle, obie wystarczająco zadowolone z możliwości obserwowania luźnej konwersacji przy stole. W pewnym momencie odwraca wzrok od rodziny i spoczywa on teraz na Amarze.
Jej dziewczyna wydaje się cicha od jakiegoś czasu; przesuwa widelcem po talerzu, jakby rysowała niewidzialne wzory, bez wyraźnego zamiaru zjedzenia czegokolwiek. Jednak gdy ich oczy się spotykają, jej spojrzenie się rozjaśnia.
– Hej – szepcze Noelle, chwytając pod stołem dłoń Amary. – Wszystko w porządku?
– Mhm. Wszystko gra.
Zdenerwowana, muska drugą ręką ukryte w kieszeni pudełeczko, ale po chwili wahania, decyduje się zostawić je na miejscu. Być może właśnie to sprawia, że nie od razu dostrzega nieco opuszczone ramiona Amary. Ale nim ma okazję, aby o to zapytać, zostają wyrwane ze swojej bańki przez kolejny wybuch śmiechu.
– Nel, słyszałaś to? – Oczy jej brata śmieją się psotnie do niej z drugiego końca stołu i są niczym latarnie, gdy odbijają światło żyrandola. – Jak lingwista mówi do swojej ukochanej?
– O mój Boże… – mruczy nagle Evelyn z nutą nagany w głosie. Mimo tego jej spojrzenie jest miękkie. – Dorian!
Mężczyzna ignoruje ją, nachyla się konspiracyjnie.
– Jesteś moim językiem ojczystym… ale wiesz, że lubię badać obce.
Noelle prycha śmiechem, nim zdąży się powstrzymać, a Isolde szturcha łokciem męża, jakby chciała zrzucić na niego winę za wychowanie syna. Dorian wciąż się śmieje, robi minę niewiniątka i mruga do Evelyn.
– Na litość boską, nie dawajcie mu kolejnego kieliszka wina – rzuca mama w stronę ojca, a stół na nowo wybucha śmiechem.
Noelle kręci głową, wciąż z uśmiechem i zerka na Amarę. Ku jej zaskoczeniu dziewczyna też się śmieje, choć cicho, bardziej z reakcji innych niż z samego dowcipu. Jej twarz jednak znowu poważnieje, jakby ciężar wcześniejszych myśli powrócił.
Ściska mocniej dłoń Amary i nie puszcza.
– Możemy wyjść, jeśli chcesz – szepcze, pochylając się ku niej i upewniając się, że słowa trafią tylko do Amary. – Dzisiaj jest ładna pogoda, więc gwiazdy powinny być bardziej widoczne.
Amara potrząsa głową, a jej długie, ciemne włosy falują w ślad za tym ruchem.
– Nie, zostańmy. – Jej głos jest miękki, ale w oczach miga coś, co Noelle zna aż za dobrze. Cień, którego nie potrafi zrozumieć, a który znajduje swe odbicie w spojrzeniu kobiety już od paru dni. – Nie mam nic przeciwko.
Noelle wraca na miejsce i otwiera usta, ale zanim zdąży coś odpowiedzieć, Evelyn przejmuje pałeczkę, stukając delikatnie widelcem o szkło kieliszka. Jej uwaga skupia się teraz na Noelle, a nieco złośliwe spojrzenie jest pełne ciepła.
– Skupmy się na chwilę. – Uśmiecha się szeroko, a policzki różowieją od ciepła i wina. I, na litość boską, Noelle nigdy bardziej nie uświadomiła sobie niż teraz, że Dorian znalazł idealną żonę. – Doszły mnie słuchy, że Nel ma nam coś do przekazania.
– Och? – Brwi ojca unoszą się.
Nagle uwaga wszystkich spoczywa na Noelle, która wierci się niespokojnie pod ich wyczekującymi spojrzeniami. Jej serce zaczyna bić szybciej, a w kieszeni pudełeczko pali, niczym na znak, że nadszedł czas. Wciąga głęboki oddech, zbierając się na odwagę.
– Ja… – Oblizuje usta, nagle nie mogąc znaleźć żadnych sensownych słów. Patrzy na Amarę, która spuszcza wzrok, jakby już wiedziała. – Tak. Chciałabym coś powiedzieć.
Zachęcające pomruki z drugiego końca stołu dodają jej odwagi. Nieco się prostuje, skupia uwagę już w zupełności na Amarze.
– Amaro… – jej imię wypływa z ust Noelle drżąco, ale z taką czułością, że gwar przy stole ostatecznie przycicha, jakby nagle wszyscy wyczuli wagę chwili. – Przez lata miałam zaszczyt, aby być częścią twojego życia. Stałaś się dla mnie wszystkim. Moim domem, szczęściem i wybawieniem. – Uśmiecha się krótko, nerwowo. – Moim życiem.
Dłonią przeszukuje kieszeń i w końcu palcami natrafia na pudełeczko. Wydaje się cięższe niż cały stół nakryty do kolacji.
– I ja… – zawiesza głos, bo jej gardło ściska się tak mocno, że przez moment nie ma pewności, czy w ogóle jest w stanie mówić. – Ja chciałabym, abyś była moim życiem przez całą wieczność.
Wtedy wreszcie wyciąga małe aksamitne pudełeczko i kładzie je na stole. Wydaje się lśnić w świetle żyrandola, a wokół zapada nagła cisza. Serce Noelle wali mocno, wpatruje się z napięciem w widok przed sobą.
Amara podnosi na nią spojrzenie, a w jej oczach dzieje się wszystko na raz; zaskoczenie, niedowierzanie, błysk nadziei, ale i ten cień, na widok którego coś nieprzyjemnego wślizguje się do żołądka Noelle.
Niemniej powoli otwiera pudełeczko, ukazując pierścionek, prosty ale jednocześnie elegancki.
– Czy… – zaczyna, ale jej głos się łamie – …czy wybierzesz życie ze mną aż do końca?
Amara wstrzymuje oddech na ułamek sekundy, a sposób, w który odwraca wzrok, zwiastuje coś straszliwego, w co Noelle nie chce uwierzyć. Spojrzenie dziewczyny jest smutne, ale spokojne, wciąż przykryte dziwnym cieniem.
– Noelle… – mówi cicho i miękko, niemal z żalem. – Nie mogę.
Serce Noelle zatrzymuje się na moment, a potem wraca do życia z podwójną siłą. Wokół stołu cisza z lekkiej i przyjaznej zmienia się w głuchą. Twarz Doriana blednie, a jego dłonie zaciskają się w pięści. Evelyn patrzy na nie z szeroko otwartymi oczami, a ojciec wygląda na wstrząśniętego. Isolde otwiera usta, jakby miała coś powiedzieć, po czym je zamyka, zdezorientowana i zaniepokojona.
– Dlaczego?
Pytanie wyrywa się nim zdąży je powstrzymać. Czuje jak wszystko w niej drży. Krew pulsuje w skroniach, dłonie odruchowo zaciskają się na udach. Pudełeczko wciąż leży na stole, nietknięte i pozbawione znaczenia, jakby straciło całą swoją moc.
Amara wzdycha. Jej wzrok spotyka spojrzenie Noelle z błyskiem bólu i współczucia, po czym kładzie obie dłonie płasko na stole.
– Po prostu… zostańmy przyjaciółmi – mówi cichym, równym głosem.
– Przyjaciółmi – powtarza chrapliwie. Czuje jak w gardle narasta piekąca fala żalu i wstydu. – Czy ty sobie żartujesz?
Uśmiech Amary jest mały i blady, gdy wstaje powoli, z ostrożnością kogoś, kto nie jest już mile widziany.
– Przykro mi. – Nie patrzy nikomu w oczy, gdy wsuwa kurtkę na ramiona. – Powodzenia.
Z tymi słowami oddala się, a każdy jej krok sprawia, że świat kruszy się pod stopami Noelle. Cisza przy stole staje się głośniejsza niż jakikolwiek krzyk, a czas zwalnia. Ledwo rejestruje czyjeś słowa, swoje imię wymówione w pośpiechu z niepokojem. Nogi wiodą ją przed siebie instynktownie, ale gdy wypada na zewnątrz, to jedynym śladem niedawnej obecności Amary są jedynie ślady opon.
Komentarze (2)
"ustępuje raz na czas wybuchom śmiechu." - "raz na czas"? Na pewno jest "raz na jakiś czas", ale to też nie pasuje do zdania. Trzebaby to jakoś inaczej zrobić.
No nieźle. Po imionach wnioskuję, że akcja jest umiejscowiona w jakiejś Ameryce czy podobnych klkmatach, a czy będzie mieć to znaczenie - to się okaże. Plus za mały twist - zawsze coś ciekawszego niż klasyczny romans (no, nie zawsze oczywiście, ale potencjał jest). Teraz też rozumiem, o co chodziło w tej notce na początku. No nic, może poczytam dalej, bo nic odrzucającego tu nie ma, a jak już wspomniałem - mały twist jest zachęcający.
Pozdrawiam
Ogólnie tytuł jakoś zaskoczył sam z siebie w sumie i tak już pozostał. Miejsce akcji, co też wyjdzie trakcie, nie jest określone w żaden sposób. Ogólnie jestem fanką zabiegów w tym stylu, że nie określamy miejsca ani czasu akcji. Po prostu żadnego odniesienia do naszych realiów. Coś na zasadzie "fikcyjnego miasteczka Broadchurch". (Polecam ten serial gorąco swoją drogą ;p).
Co do konstrukcji zdań, słusznie zauważyłeś, coś nie gra. Niemniej zostawiam już to sobie na taką redakcję po totalnym skończeniu całości. Przesezonuje się, poleży i będzie można kminić. ;p
Jeszcze raz dzięki za poświęcony czas i miłego! :D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania