FRUMWEORC
Genesis Ealdora
Na początku nie było niczego, co oko mogło pochwycić, ani ucho usłyszeć. Istniała jedynie Pustka – bezbrzeżna, cicha i chłodna. W samym jej sercu trwał Ealdor, Ojciec Wszystkiego, Biały Starzec o obliczu wykutym z wieczności. Jego broda splotła się z nicością, a oczy niosły światło, które dopiero miało zapłonąć.
Ealdor nie użył dłoni, by lepić glinę, ani ognia, by wytapiać kruszec. Otworzył usta i wypowiedział Słowo Życia. Głos jego rozszedł się po Pustce niczym pierwsza fala na uśpionym jeziorze, a z wibracji tego dźwięku wyłonili się Oni – Pierworodni.
Pierwsi Dzieci Ealdora stanęli przed obliczem Ojca, by tchnąć sens w bezkres:
Grenlif, pan zieleni i rozkwitu, w którego oddechu krył się szelest liści i potęga korzeni przebijających niebyt.
Dunfaeder, mroczny i solidny jak skała, niosący w sobie ciężar gór i spokój dolin.
Waeterwyn, jedyna wśród braci, płynna i nieuchwytna, której głos brzmiał jak deszcz kojący spaloną ziemię.
Eordfreund, wierny strażnik gleby i wszystkiego, co w niej drzemie, dbający o to, by fundament świata był trwały.
Ealdor spojrzał na swe dzieci i rzekł: „Oto pustka, która czeka na waszą pieśń. Uczyńcie ją domem”. I tak, z połączenia ich mocy, zaczął wyłaniać się świat, a każdy ruch ich dłoni tworzył to, co my dziś nazywamy życiem.Siedziba w Sercu Nicości
Zanim pierwsze drzewo Grenlifa zapuściło korzeń i zanim Waeterwyn uroniła pierwszą łzę, która stała się oceanem, Ealdor wiedział, że świat potrzebuje fundamentu. Uniósł swą dłoń, a z jego ust popłynęło Słowo tak potężne, że sama Pustka zadrżała i zaczęła gęstnieć.
W samym centrum nicości, niczym wyspa na bezkresnym morzu mroku, wyłoniła się kraina Aethelgard – Miejsce Wiecznego Spojrzenia. Nie było tam ani słońca, ani księżyca, gdyż jedynym światłem był blask bijący od Białego Starca.
W sercu tej krainy Ealdor kazał wznieść pięć tronów:
Najwyższy, wykuty z czystego światła, należał do niego samego.
Cztery pozostałe, rozmieszczone wokół, czekały na Pierworodnych, by mogli spoczywać po trudach tworzenia.
Z krawędzi Aethelgardu rozpościerał się widok na wielkie płótno świata, które dopiero zaczynało nabierać barw. To stąd Ealdor i jego dzieci patrzyli, jak Dunfaeder wypiętrza pasma górskie, a Eordfreund przygotowuje glebę pod pierwsze zasiewy. Było to miejsce poza czasem, gdzie szept Ealdora mógł dotrzeć do każdego zakątka stworzenia, a jego oko dostrzec najmniejszy ruch liścia.
Narodziny Frumfold: Wielkie Kształtowanie
Gdy Ealdor zasiadł na swym tronie w Aethelgardzie, Pierworodni zstąpili w nicość, niosąc ze sobą echo jego Słowa. Tak narodził się Frumfold – świat o tysiącu barw, rozpięty między mroźnymi szczytami a nieskończonym błękitem głębin.
Przymierze Zieleni i Ziemi
Grenlif oraz Eordfreund kroczyli ramię w ramię przez puste równiny. Tam, gdzie Eordfreund uderzył stopą, powstawały żyzne doliny, rozległe wrzosowiska i łagodne pagórki. Grenlif zaś, śpiewając pieśń wzrostu, okrywał je gęstym płaszczem:
Z jego oddechu powstały Prastare Puszcze, w których drzewa pamiętają pierwszy dzień stworzenia.
Z jego dłoni wysypały się nasiona polan i kwitnących łąk.
Wspólnie tchnęli życie w zwierzęta – od szybkich jeleni po drapieżne wilki, czyniąc je strażnikami tej zieleni.
Potęga Kamienia
Dunfaeder nie szukał delikatności. Jego moc uderzyła w fundamenty świata, wypiętrzając niebotyczne Góry, których szczyty niemal dotykają siedziby Ealdora. Rozłupał ziemię, tworząc monumentalne skały i przepastne podziemia, ukrywając w nich skarby, o których śmiertelnicy będą śnić wieki później.
Dar Wody
Za nimi kroczyła Waeterwyn, najcichsza z rodzeństwa. Wypełniła puste niecki pozostawione przez braci, tworząc potężne morza i błękitne jeziora. To ona nakreśliła bieg rzek, które niczym żyły Frumfold niosą życie od górskich szczytów aż po piaszczyste brzegi. W jej wodach zakwitło życie tajemnicze i płynne, od srebrzystych ryb po potwory skryte w mroku oceanów.
Piąty Syn i Złote Przekleństwo
Gdy Grenlif, Dunfaeder, Waeterwyn i Eordfreund zstąpili na dół, by kształtować materię świata, u boku Ealdora w Aethelgardzie pozostał ostatni z braci – Sandweald. Podczas gdy inni cieszyli się swobodą tworzenia, on trwał w cieniu Ojca, patrząc z góry na powstające lasy i rzeki.
W sercu Sandwealda zrodził się jednak żal. Czuł, że świat staje się zbyt gęsty, zbyt mokry i zbyt zielony. Gdy w końcu odezwał się do Ealdora, jego głos był suchy jak szelest starego pergaminu:
— Ojcze, moi bracia i siostra wypełnili świat życiem, które przemija i gnije. Pozwól mi stworzyć coś, co trwa wiecznie w swej czystości.
Ealdor, widząc pragnienie w oczach syna, skinął głową i pozwolił mu opuścić Niebiańską Siedzibę.
Sandweald uderzył swą mocą w Wschodnie Ziemie. Tam, gdzie stąpnął, zieleń Grenlifa uschła, a wody Waeterwyn wyparowały, ustępując miejsca nieskończonemu morzu złotego piasku. Uczynił krainę, w której czas zdaje się stać w miejscu – gdzie panuje żar, a jedynym prawem jest prawo przetrwania. Choć bracia patrzyli na jego dzieło z trwogą, Sandweald zasiadł na najwyższej wydmie, wreszcie dumny ze swojego dziedzictwa.
Wielkie Tchnienie: Narodziny Ludów Frumfold
Ealdor wezwał swoje dzieci na szczyt Świetlistego Tronu. Spojrzał na góry Dunfaedera, lasy Grenlifa i pustynie Sandwealda, po czym przemówił głosem, który wstrząsnął gwiazdami:
„Dzieło waszych rąk jest piękne, lecz nieme. Ziemia musi poczuć ciężar stóp, lasy muszą usłyszeć śpiew, a góry echo kucia metalu. Stwórzcie potomnych, którzy będą waszym odbiciem, aby świat mógł dojrzeć”.
Posłuszni Pierworodni przystąpili do dzieła, przelewając cząstkę swojej natury w nowe rasy:
Dzieci Dunfaedera (Ludzie Gór i Podziemi): Wykuci z najtwardszego granitu i hartowani w ogniu wnętrza ziemi. Są niscy, lecz silni jak fundamenty świata, o dłoniach stworzonych do rzemiosła i sercach wiernych jak skała.
Dzieci Grenlifa i Eordfreunda (Ludowie Puszczy i Równin): Zrodzeni z soków drzew i zapachu świeżej ziemi. Ich skóra ma odcień kory, a oczy barwę mchu. Żyją w rytmie pór roku, potrafiąc rozmawiać z naturą i znając tajemnice każdego ziela.
Dzieci Waeterwyn (Ludzie Wybrzeża i Rzek): Zwinni i o zmiennych nastrojach jak morska fala. Ich miasta wznoszą się na palach lub dryfują na ogromnych tratwach, a ich pieśni potrafią uspokoić największy sztorm.
Dzieci Sandwealda (Koczownicy Piasków): Smukli, wytrzymali i o palących spojrzeniach. Sandweald dał im umiejętność przetrwania tam, gdzie inni widzą tylko śmierć. Są dumni, cisi i potrafią czytać drogę z gwiazd oraz ruchu wydm. Proroctwo Ealdora
Zanim Pierworodni zstąpili, by osadzić swe dzieci w krainach, Ealdor dodał ostrzeżenie:
"Daję im wolną wolę, by mogli mnie kochać lub o mnie zapomnieć. Pamiętajcie jednak, że ich losy splotą się ze losem waszych krain. Gdy oni będą cierpieć, świat będzie krwawić".
I. Starsze Ludy i Strażnicy Natury
Te istoty są bezpośrednio związane z dziełem Pierworodnych i często pełnią rolę żywych barier lub opiekunów krain.
Trolle: Giganci (3-4 metry) o szarej lub brunatnej skórze i małpich rysach. Są powolne i z natury neutralne – nie szukają zwady, ale ich siła jest niszczycielska, gdy ktoś zakłóci ich spokój.
Ogry: Mniejsi kuzyni trolli, pełniący funkcję Strażników Lasu. Są agresywniejsze w obronie swojego terytorium; nie pozwalają na nadmierną wycinkę drzew czy kłusownictwo.
Watermag: Małe, wodne istoty (hybrydy człowieka i ryby). Są dobre i pomocne, często ratują tonących lub wskazują rybakom bezpieczne szlaki. To "oczy i uszy" Waeterwyn.
II. Ludy Osiadłe i Rzemieślnicy
Rasy, które budują trwałe struktury i rozwijają specyficzne umiejętności.
Woodkin: Niziutcy mieszkańcy zielonych terenów o charakterystycznych, małpich czaszkach. To najlepsi rolnicy i tropiciele we Frumfold. Ich spokój jest legendarny, a ich wioski są niemal niewidoczne, wtopione w pagórki Grenlifa.
Krasnoludy (Dzieci Dunfaedera): Uparte i twarde jak granit, który wydobywają. Ich życie toczy się wokół kuźni i kopalń.
Elfy: Istoty przepełnione mądrością. Ich magia nie pochodzi z ksiąg, lecz z bezpośredniego połączenia z siłami natury (wiatrem, wzrostem, słońcem).Dzień Pierworodnych: Prezentacja Ludów
Gdy świat Frumfold został ukończony, Ealdor wezwał swych synów i córkę do Aethelgardu. Nie przybyli sami. Każdy z nich prowadził za sobą istoty, które ulepił ze swej mocy i cząstki Słowa Życia. Stanęli przed Białym Starcem, by ukazać dziedziców krainy.
Jako pierwszy wystąpił Dunfaeder. U jego boku kroczyły Krasnoludy, o ramionach silnych jak skała, niosąc pierwsze kute topory, a za nimi szły potężne, milczące Trolle. Dunfaeder rzekł: „Oto ci, którzy w mroku podziemi odnajdą ukryte piękno i będą strażnikami fundamentów”.
Następnie Grenlif oraz Eordfreund wprowadzili swoje liczne potomstwo. Najpierw dumni, przepełnieni magią Elfowie, za nimi spokojni i pracowici Woodkinowie, a na samym końcu potężne Ogry. Lecz Grenlif wskazał też dłonią na mroczne ostępy puszcz, gdzie przemykały cienie.
— A tam — szepnął Grenlif — są Wudubearn. Dzicy ludzie, którzy nie chcą miast ani tronów. Wybrali samotność wśród mchu i paproci, stając się częścią lasu bardziej niż jakikolwiek inny lud. Będą żyć w cieniu, z dala od zgiełku świata.
Potem wystąpiła Waeterwyn, a z mgieł wyłonili się mali, dobrzy Watermagowie, radosne stworzenia o błyszczących łuskach, gotowe nieść pomoc każdemu, kto zaufa wodzie.Na końcu, krocząc po rozżarzonym piasku, przybył Sandweald. Przyprowadził Eastwaras, ludzi o twardych spojrzeniach, których słońce hartowało niczym stal. „Mój lud nie potrzebuje cienia lasów” — rzekł dumnie. „Przetrwają tam, gdzie inni zginą”.
Ealdor patrzył na to zgromadzenie w milczeniu. Widział mądrość Elfów, upór Krasnoludów i dzikość Wudubearn. Wiedział, że choć dziś stoją ramię w ramię, wkrótce ich drogi się rozejdą, a kraina Frumfold wypełni się ich wspólną historią — pełną pieśni, ale i szczęku mieczy.Dopełnienie Przymierza: Northci i Pierwsi Królowie
Gdy pozostali Pierworodni zaprezentowali już swoje rasy, na środek Aethelgardu wystąpili ci, którzy mieli być najbardziej zmienni i nieprzewidywalni.
Northci (Ludzie Śniegu)
Dunfaeder, pan skał, wyprowadził ze swych mroźnych hal szczep ludzi o skórze jasnej jak lód i sercach twardych jak stal.
— „Ojcze” — rzekł Dunfaeder — „Oto Northci. Dałem im mróz, by ich hartował, i góry, by nauczyli się pokory. Będą żyć tam, gdzie oddech zamarza w locie, a ich odwaga stanie się legendą pośród szczytów”.
Northci stali dumni, odziani w futra niedźwiedzi, z toporami, które wykuli na wzór krasnoludzkich mistrzów.
Zwykli Ludzie (Budowniczowie Królestw)
Na samym końcu, przed tronem Ealdora stanęła największa grupa. Nie mieli siły trolli ani magii elfów, ale w ich oczach płonął ogień ciekawości. Ealdor sam położył na nich swój wzrok.
— „Wam daję Doliny, Rzeki i szerokie Polany” — przemówił Biały Starzec. — „Nie macie kłów ani skrzydeł, ale macie dłonie, które wzniosą mury, i umysły, które spiszą historię. Jesteście kręgosłupem Frumfold. To wy założycie wielkie królestwa, które przetrwają wieki, o ile nie zapomnicie o swych korzeniach”.
Zwykli ludzie skłonili się nisko. Choć wydawali się słabsi od innych, w ich piersiach biło serce pionierów.Wielkie Uśpienie i Początek Czasu
Kiedy Ealdor uznał, że przygotowania dobiegły końca, nastała Wielka Cisza. Pierworodni, trzymając swe dzieci za dłonie, zstąpili z Aethelgardu po raz ostatni jako widzialne postacie. Rozeszli się w cztery strony świata, niosąc ze sobą ziarno życia.
Dunfaeder zaprowadził krasnoludy do najgłębszych grot, a Northów i trolle na najwyższe, mroźne szczyty. Gdy upewnił się, że mają gdzie spocząć, dotknął skały, a ta otuliła ich jak kołyska.
Grenlif i Eordfreund ułożyli Woodkinów na miękkich mchach, elfy w koronach drzew, a ogry u wejść do puszcz. Wudubearn sami znaleźli swoje legowiska w najgłębszych cieniach, zasypiając z dłońmi zaciśniętymi na korzeniach.
Waeterwyn ukołysała Watermagów w błękitnych głębinach jezior i rzek, a zwykłych ludzi pozostawiła w żyznych dolinach, nad brzegami, gdzie szum fal miał ich chronić.
Sandweald wyprowadził Eastwaras na rozgrzane piaski wschodu. Tam, pod osłoną miraży i gwiazd, pozwolił im zapaść w sen, który hartował ich ciała.
Gdy wszystkie rasy zasnęły, Pierworodni poczuli, że ich moc wygasa w tym świecie. Jeden po drugim, powolnym krokiem, zaczęli wracać ku centrum, skąd wznosili się z powrotem do Aethelgardu. Tam zasiadali na swoich tronach obok Ealdora, a ich postacie stawały się coraz bledsze, aż w końcu przypominały jedynie posągi z białego światła.
Nagle, nad Frumfold wzeszło pierwsze słońce.
W dolinach otworzyły się oczy zwykłego człowieka. W górach krasnolud uderzył pierwszym młotem w kamień. W puszczach Woodkin poczuł zapach porannej rosy, a dziki Wudubearn zniknął w zaroślach, zanim ktokolwiek zdążył go dostrzec.
Bogowie zasnęli, by świat mógł się obudzić. Nastąpił Pierwszy Dzień.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania