gabinet osobliwości

obok kozy ze skrzydłami słonia na łyżwach 

orła ze szczypcami kraba i zebry w kropki

był motyl nielot i kura udająca kormorana

 

szkolną wycieczkę po tym dziwnym muzeum

oprowadzał jegomość w surducie i cylindrze

sympatyczny nad wyraz prawdziwy pasjonat

 

maskował nieudolnie szpony w rękawiczkach

bajdurzył o wydumanych historiach z polowań

na nieboskie dziwactwa wszelakich gatunków

 

wskazał portrety myśliwych z rodu Pampalinich

tu do łowów użyto sieci wysokoenergetycznej

tam wystarczyło zakręcić lassem z ekosznura

 

w jednej z sal przyzwolił wymacać nos Pinokia

złapać za róg różowy okaz dzikiego jednorożca

zagrać w łapki z utytułowanym kieszonkowcem

 

jest tam też spora muszla – nie całkiem morska

gdy zbliżysz ucho – ogarnie cię senny szum fal

na końcu galerii Lucyfer w dybach zwiesza jęzor

 

tam za szkłem bez portek typ w prochowcu stoi

„Wrzuć monetę” napis głosi a oczy staną w słup 

„Dozwolone od lat osiemnastu i ani dnia mniej!”

 

w gablocie na postumencie rozpoznaję pajaca

mojego Edka gnijącego w fotelu z puszką piwa

jakże subtelnie prezentującego doprawione rogi

 

„Koniec, zamykamy wystawę!” – ryknął głośnik

„W kasie czeka honorarium i do... zobaczenia!”

jak z atelier rzeźbiarza wybiegły nagie modele

 

my dostojne małżonki wzięłyśmy pod ramiona

niebywale utalentowanych goluśkich durniów

co za sto zeta paradowali z piórkiem w d….

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania