garnitur szyty na miarę

Poniedziałek

Kupiłem sobie garnitur szyty na miarę. Wykorzystałem okazję. Sklep internetowy garnituryszytenamiare.com.pl zrobił mega promocję. Właściwie to kupiłem dwa garnitury szyte na miarę, bo zniżka zaczynała obowiązywać pod warunkiem zakupu przynajmniej dwóch. Kupiłem naprawdę tanio. To znaczy tanio jak na garnitury szyte na miarę, bo tak w ogóle to drogo.

Poniedziałek

Garnitury szyte na miarę przyszły pocztą trochę wymięte i jakoś tak dziwnie pachniały. Trochę podobny zapach czuć było u nas w bloku w piwnicy po powodzi stulecia w 1997 roku. Przymierzyłem jeden garnitur, super leżał, poczułem się bardzo wytwornie, jak jakiś hrabia prawie albo biznesmen. Może rękawy trochę za długie, szczególnie lewy ale poza tym to okej. W drugim garniturze mocno za długi był z kolei prawy rękaw. Dziwne. Po przymierzeniu pierwszego garnituru pomyślałem, że może mam lewą rękę krótszą. Ale jeśli w drugim garniturze za długi jest prawy rękaw? Co to może oznaczać?

Poniedziałek

Oddałem oba garnitury do pralni (do czyszczenia). Ten zapach jednak trochę przeszkadzał. Po praniu garnitury zaczęły pięknie pachnieć. Niestety coś dziwnego stało się z rękawami. Tak jak wcześniej (przed praniem) rękawy były za długie (w pierwszym garniturze mocno za długi był lewy rękaw, w drugim prawy, przy czym oba rękawy w obu garniturach było ogólnie nieco za długie), tak po praniu, oba rękawy w obu garniturach stały się za krótkie (w pierwszym garniturze mocno za krótki był prawy rękaw, w drugim lewy). Coś musiało się stać z materiałem podczas prania, bo przecież niemożliwe, aby nagle urosły mi (wydłużyły się) ręce.

A nie napisałem jeszcze nic o nogawkach. Tu też, najpierw nogawki w obu parach spodni do garnituru były za długie (przed praniem), a potem (po praniu) za krótkie.

Oprócz tego (po praniu) nie mogłem już zapiąć marynarki, musiała się skurczyć, a spodnie mogłem założyć tylko na wdechu i trochę mnie cisły potem podczas noszenia. To pewnie przez pranie, no bo przecież niemożliwe abym tak nagle przytył.

Poniedziałek

Ale chuj tam z garniturami. Wyczytałem w internecie, że kiedyś jeden bitcoin kosztował mniej niż centa, a teraz sześćdziesiąt tysięcy dolarów! Wzrost rzędu milionów procent!

Dlaczego nie kupiłem wtedy bitcoinów?! Chociaż jednego! Plułem sobie w brodę. Byłbym teraz bogaty.

Bogatemu zawsze łatwiej. Zastanowiłem się, co mógłbym zmienić w swoim życiu, gdybym był zamożnym człowiekiem. Jakie nowe możliwości otworzyłyby się przede mną. Mógłbym sobie kupić jacht i pływać po morzach i oceanach. Ale nie umiałem pływać i nie miałem patentu żeglarza. Mógłbym sobie kupić luksusowe BMW i śmigać po autostradach. Ale nie miałem prawa jazdy. Wolny czas spędzałem zawsze w taki sam sposób - siedziałem przed telewizorem, piłem piwo i paliłem papierosy - i nie potrzebowałem do tego żadnych patentów ani prawa jazdy.

Pomyślałem, że będąc bogatym mógłbym pić lepsze piwo, palić lepsze papierosy i siedzieć przed lepszym (większym) telewizorem. Piękna perspektywa. Gdybym tylko kupił wcześniej bitcoiny...

Koniecznie musiałem to nadrobić. Kupić czym prędzej bitcoiny i zarabiać na nich. Zasiadłem przed kompem i zagłębiłem się w skomplikowany świat kryptowalut.

Okazało się, że nie można tak se wejść i z miejsca nakupić bitcoinów. Ale można kupić na specjalnych giełdach tokeny. Za te tokeny będzie można potem dostać bitcoiny. Niestety tokenów też nie można było nabyć. Wykupili wszystkie. Taki był ruch w interesie. Wiadomo, skoro na bitcoinach tyle można zarobić, (wystarczy tylko czekać i patrzeć jak ich wartość rośnie) to nie dziwne, że wykupili również tokeny uprawniające do zakupu bitcoinów.

Na szczęście były jeszcze opcje. Opcje na zakup tokenów.

Wziąłem kredyt (trzydzieści tysięcy złotych) pod zastaw mieszkania, które odziedziczyłem po babci. Babcia zachorowała na raka, nie pamiętam już na jakiego, ale na jakąś bolesną odmianę. Na szczęście wpadła pod tramwaj, więc choroba nie umęczyła jej zbytnio.

Nie mogłem zaciągnąć kredytu w banku, ponieważ nie spłaciłem jeszcze poprzedniego i wisiałem w jakiś rejestrach. Dla banków byłem niewiarygodny finansowo.

Pieniądze pożyczyłem od Mielona Mielonka, dalekiego krewnego mego, zwanego "Mielonem bez szyi" albo "Kotletem Maską". Mój krewniak ćwiczył na siłce, miał tak rozbudowaną klatę, umięśnione ręce i byczy kark, że wyglądał jakby głowa wyrastała mu prosto z torsu. Jakby w ogóle nie miał szyi. Oprócz tego jego twarz przypominała z faktury mielonego kotleta. Dlatego nazywali go Mielonem Bez Szyi albo Kotletem Maską (oczywiście nie w jego obecności).

Krewniak pożyczył mi kasę na opcje pod zastaw kawalerki, którą miałem po babci.

Poniedziałek

Kiedy chciałem zrealizować opcje, które kupiłem na giełdzie kryptowalutowej za pieniądze pożyczone pod zastaw mieszkania, pojawiły się trudności. Najpierw zwodzono mnie mailami, że są chwilowe problemy z realizacją z powodu przerwy technicznej. Kiedy skończyła się przerwa techniczna nie było tokenów. Kiedy pojawiły się tokeny, nastąpiła awaria serwera. Ciągle coś. W końcu zażądałem zwrotu pieniędzy za opcje. Zbliżał się termin spłaty długu u Mieolna. Dostałem maila z krótkim tekstem: " W odpowiedzi na żądanie zwrotu pieniędzy za opcje oświadczamy, że nie ma takiej opcji". I do tego ikonka z płaczącą ze śmiechu buźką. Tydzień później strona internetowa giełdy kryptowalutowej zniknęła z sieci.

Poniedziałek

Mieszkam teraz na dzikim parkingu osiedlowym pod dzikim parkiem we wraku daewo lanos. To całkiem spore auto, wcześniej mieszkałem w seicento, więc jest duży postęp. Dużo wygodniej teraz, tym bardziej, że jesień jest ciepła i prawie nie pada. Moją kawalerkę przejął Mielon Mielonek. Jedyny mój kontakt ze światem to smartfon, który mogę podładować dzięki uprzejmości znajomej kasjerki z Biedronki.

Poniedziałek

W życiu to trzeba mieć jednak szczęście!

Chuj tam z bitcoinami, tokenami i opcjami! Chuj z kawalerką!

Napisał do mnie sam król Nigerii! Ma mi wysłać przelew na 20 milionów dolarów! On chce przetransferować te pieniądze do Europy i nie może oficjalnie, bo są duże prowizje. A tak jak przejdą przez moje konto, nie będzie musiał nic płacić. Zaproponował mi za to cały milion dolarów! Będę ustawiony do końca życia. Muszę tylko uiścić opłatę celną w wysokości sześciu tysięcy złotych. Co to jest sześć tysięcy złotych wobec miliona dolarów?!

Poniedziałek

Pożyczyłem od Mielona Mielonka te sześć tysiaków na wysoki procent. Tym razem nie miałem żadnego zastawu, Mielon, wypłacając kasę, wytargał mnie żartobliwie za ucho i powiedział, żebym nie kombinował z oddaniem, bo będzie "kaszana".

Wyszczerzył się przy tym okropnie, co z wielkim trudem można było uznać za uśmiech. Uśmiechnąłem się również, chociaż nie było łatwo, bo ucho bolało, a po plecach przeszły mi ciarki.

Poniedziałek

Po przelaniu sześciu tysięcy złotych opłaty manipulacyjnej do urzędu celnego kontakt z królem Nigerii urwał się. Na moim koncie nie pojawiło się obiecane przez niego 20 mln dolarów. Mielon Mielonek był bardzo niezadowolony z powodu przedłużającego się czasu zwrotu pożyczki. Po dwóch miesiącach zwłoki dług razem z karnymi odsetkami wzrósł do dwudziestu tysięcy złotych. Zadzwoniłem do Mielona i poprosiłem go o umorzenie długu (jesteśmy w końcu rodziną) albo przynajmniej odsetek. Mielon westchnął ciężko i zaprosił mnie do dzikiego parku na negocjacje. Umówiliśmy się na godzinę jedenastą wieczór. Zdziwiłem się, czemu tak późno, powiedział, że wcześniej jest zajęty.

Poniedziałek

Założyłem na negocjacje jeden z moich garniturów szytych na miarę. Pomyślałem, że w trakcie rozmowy o pieniądzach warto dobrze wyglądać. Spotkaliśmy się, tak jak było umówione o jedenastej w nocy. Ale nie był żadnych negocjacji. Mielon podszedł do mnie, wyszczerzył zęby i strzelił mnie bardzo mocno (naprawdę bardzo mocno) w szczękę. Zobaczyłem błysk, usłyszałem trzask i straciłem przytomność.

***

Leżę w ciasnej hundkoi na jakimś jachcie. Jacht musi być stary, bo jest drewniany, Nade mną i po bokach drewniane deski. Duszno. Cicho. Musi być zupełna flauta, bo łodzią w ogóle nie kołysze. Próbuję wysunąć się z hundkoi i uderzam głową w drewnianą przeszkodę...

... to nie jest hundkoja. To nie jest jacht.

Kurwa! To jest trumna! Stukam w drewniany sufit nisko nade mną i słyszę głuchy stłumiony odgłos. Przez szparę w deskach sypie się strużka piachu jak w klepsydrze. Mielon Mieolnek pogrzebał mnie żywcem! Za sześć tysięcy złotych długu! Albo licząc z odsetkami - dwadzieścia tysięcy. Co za świnia! Zwyrodnialec! Zostawił mi komórkę ale bez karty. Nie mogę wezwać pomocy. Gdybym mógł, może znaleźli by mnie po lokalizacji i zdążyli z odkopaniem, ale musieliby szybko działać, bo tlenu coraz mniej. Ale nie ma nadziei, bo nie ma karty, nie ma zasięgu. Jedyne co mi zostaje to dokończyć ten pamiętnik w notatniku telefonu. Wiem, że to już ostatni wpis. Wkrótce skończy się tlen, a wraz z nim moje życie. Pomyślałem o tych wszystkich filmach, które mógłbym obejrzeć w telewizorze, i których już nie obejrzę. O tych wszystkich piwach, które jeszcze mógłbym wypić. O tych wszystkich papierosach, które mógłbym wypalić...

Właśnie! Papierosy! Chce mi się palić. Zajarałbym se póki mogę jeszcze złapać oddech. Skazańcy mają prawo do ostatniego papierosa przed egzekucją. Macam po kieszeniach. Tak! Są! Mielon zostawił mi paczkę fajek! I jest również zapalniczka. Pomyślałem przez chwilę cieplej o Mielonie. Jednak ma jakieś ludzkie odruchy...

...zapalniczka nie ma gazu. Specjalnie zostawił mi fajki i nieczynną zapalniczkę, aby mnie jeszcze bardziej upodlić. Udręczyć. Skurwysyn! Skurwysyn sadysta!

Jedyne co dobre, to że ubrałem się na spotkanie z Kotletem Maską w mój szyty na miarę garnitur.

Jak umierać to z fasonem.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • pergaminowa 3 godz. temu

    Twój poniedziałkowy nastrój podobny do mojego całotygodniowego.
    Mielon, to jednak skurwysyn.
    Garnitur do trumny, to już coś. Ja mam tylko rękawiczki przygotowane, żeby ten co mnie będzie ubierał się czasami nie ubrudził.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania