gdy

gdy płaczę, miast chusteczki

podajesz mi swą dłoń, bym

mogła zanurzyć w niej

rozedrgane powieki

posiniaczone łzy

zakrwawione

smutki, i

oblicze

szare

 

gdy cierpię, miast ramienia

udzielasz mi swej twarzy

bym mogła pobić cię, i

gniew wyładować zły

potem do snu utulić nieprzytomnego

z uśmiechem

na twarzy

bladej

 

gdy krzyczę, miast uciszać

wrzeszczysz wraz ze mną

narzekamy na świat

razem, osobno

krzywdzimy

absolutną

martwą

ciszę

 

gdy milczę, pielęgnujesz

zeschnięte słoneczniki

o których ciągle

zapominam

a one łkają

na brudzie

 

gdy śpiewam, stroisz mnie

jak fortepian, gitarę, jak

skrzypce. Ja fałszuję

a ty łagodzisz mój

ohydny sopran

 

gdy umieram, umierasz

obok mnie, tuż przy

mej dłoni leży

twoja dłoń

mniejsza

maleń

ka

 

gdy mnie nie ma, ty jesteś

nie wiem, jak to możliwe

 

tańcz

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • genowefa 09.05.2016
    Czytam i boli mnie twarz i myśli
    Prawdopodobnie jak ciebie
    Różnice są minimalne
    Jestem normalna
    Z wyjątkiem
    Ciebie
    Biegniemy wiosną zgodnie z naturą
    Działamy instynktownie i wiemy co robić kiedy
    Spadają spodnie
    Radosne chwile mijają szybko
    Faceci tracą je niczym oddech
    Chcę czegoś więcej
    A z facetami
    Jakoś nie mogę

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania