gdy
gdy płaczę, miast chusteczki
podajesz mi swą dłoń, bym
mogła zanurzyć w niej
rozedrgane powieki
posiniaczone łzy
zakrwawione
smutki, i
oblicze
szare
gdy cierpię, miast ramienia
udzielasz mi swej twarzy
bym mogła pobić cię, i
gniew wyładować zły
potem do snu utulić nieprzytomnego
z uśmiechem
na twarzy
bladej
gdy krzyczę, miast uciszać
wrzeszczysz wraz ze mną
narzekamy na świat
razem, osobno
krzywdzimy
absolutną
martwą
ciszę
gdy milczę, pielęgnujesz
zeschnięte słoneczniki
o których ciągle
zapominam
a one łkają
na brudzie
gdy śpiewam, stroisz mnie
jak fortepian, gitarę, jak
skrzypce. Ja fałszuję
a ty łagodzisz mój
ohydny sopran
gdy umieram, umierasz
obok mnie, tuż przy
mej dłoni leży
twoja dłoń
mniejsza
maleń
ka
gdy mnie nie ma, ty jesteś
nie wiem, jak to możliwe
tańcz
Komentarze (1)
Prawdopodobnie jak ciebie
Różnice są minimalne
Jestem normalna
Z wyjątkiem
Ciebie
Biegniemy wiosną zgodnie z naturą
Działamy instynktownie i wiemy co robić kiedy
Spadają spodnie
Radosne chwile mijają szybko
Faceci tracą je niczym oddech
Chcę czegoś więcej
A z facetami
Jakoś nie mogę
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania