Gdy ptaki migrują o świcie
Całowała K. jesienią
(bo nigdy nie wspominał o matce)
Jej czułe dłonie pachniały ziemią
troskliwie pochowanych kwiatów.
I myśli, że wszystko ustalone,
uważnie czyta „Przepis na żonę”
i zupę z młodego szpinaku
(o lekko skwaśniałym smaku).
Tymczasem w K. powoli przekreślone:
ta zupa, szyta tkanina na żonę.
Już milczy dłuższą chwilę,
przez lata całe i przez czas przeszły.
Posiwiały kwiaty, posiwiały motyle.
A ona wciąż ze swym urazem,
wygląda oknem K. każdym razem
- gdy ptaki migrują o świcie.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania