Gdy satelity zanikają

Kiedy gasną światła w barze,

A kosmos milknie za moim oknem,

Czuję cię w dusznym powietrzu

I w skrzypieniu podłogi,

Która śpiewa tak, jak ty już nie możesz.

 

Nie słyszę cię w radiu,

Ale jesteś w każdej melodii,

Która nie umie umrzeć.

 

Ona cię kocha...

Ja też —

Ale ty pokochałeś odlot,

Księżyc, który nie zawraca.

Zostawiłeś mnie z planetami

I czarną dziurą.

 

Mówiłeś: „Nie zapomnij mnie.”

A ja co noc

Rozbijam kieliszek na ścianie

I wino przelewam, jak czas —

Wolno, boleśnie,

Na zawsze.

 

Więc trzymam twój głos w głowie

Jak świętość,

Nie wrócisz.

Ale ja i tak zostaję —

Z fortepianem,

Z błękitem,

Ze stratą,

Co wciąż leci w twoją stronę

Jak satelita,

Co się nigdy nie rozbije.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania