Gdy tu trafiłam
Gdy tu trafiłam zmuszona byłam przywdziać czarną suknię. Długą, wąską, okrywającą i żałobną. Krępującą ruchy i nakazującą posągową wręcz wertykalność...
... ta czarna suknia siadywała zza dnia przy dużym oknie. Urazy dopuszczała zawsze gdy poddawała się, gdy podupadała i próbowała jak inni jaśnieć w pełnym świetle.
Lekki podmuch na rozedrganych emocjach miał być ukojeniem. Podmuch który uspokajał na krótko.
Nie miała prawie niczego. Właściwie nie miała nic.
Los okrutny, a Bóg?
Tym Samym Był Co Ona
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania