Gdzie tata?
Tato...
Dlaczego nas zostawiłeś?
Dlaczego tak wcześnie zmienić życie postanowiłeś...?
Zdradziłeś Mamę...
Porzuciłeś dzieci...?
Dlaczego?Na co?
Na jakieś inne życia śmieci?
Gdzie Twój autorytet Ojca jest w rodzinie...?
Gdzie wkład w wychowanie...?
Czemu tak szybko to wszystko ginie...?
Tyle lat bez Ciebie...
Mama nas chowała...
Cierpiała...
Męczyła się...
Ale radę dała...
Gdzie Ty wtedy byłeś Ojcze...gdy potrzeba...
Poszedłeś do innej...
Jej dać kromkę chleba...
A na to szynkę serca...
Oraz małżeństwa masło...
Czy Twoje uczucie tak po prostu wygasło...?
Tyle lat małżeństwa sam zaprzepasciłeś...
25 lat wspólnego życia...
Skokiem w bok ...Mamę zraniłeś...
Rodzinę zniszczyłeś,gdy odszedłeś ot tak...
Jak tchórz...
Jak dziecko...
Jak przepłochliwy ptak...
Po co te wszystkie lata zmarnowane...
Skoro dotrzymać wierności nie było Mamie dane?
Jak nie umiesz kochać wiernie...
Po co się wiązałeś...?
Po co Mamie naszej przed Ołtarzem ślubowałeś?
Zdrada rani,jak nóż wbity...
Prosto w serce bez skrupułów...
Lecz Ty tego nie rozumiesz...
Poszedłeś bez sumienia wyrzutów...
Gdy ja miałem 6 miesięcy...
Ty już u innej byłeś...
A najgorsze,że to blisko...
Ten sam blok...
Parę klatek dalej...
Uciekłeś,ale gdzieś obok byłeś...
Chełpiłeś się swoją kochanką bez ukrywania...
A dla nas pogarda...
Dla nas brak uczuć...
Brak przykładu ojcowskiego wychowania...
Mama musiała przejąć Twoją rolę...
Boś Ty ubrudził ręce w błocie innego życia...
Jak mogłeś tak zrobić...?
Rodzina rozbita...
Mama,i Tata w jednej osobie...
Czy choć raz pomyślałeś,jak Twoja żona radzi sobie?
Tak!!!!
Napisałem żona...
Gdyż u Boga rozwodów nie ma...
Chociaż uczucia z Twojej strony...
To była wielka ściema...
Stek kłamstw...
Mydlenie oczu...
Karmienie jadem obłudy,zakłamania...
Ty nie wiesz,co znaczy kochać...
Nigdy nie byłeś gotów...
Do szczerego kogoś kochania...
Samolubny,łatwowierny...
Poleciałeś na mrugnięcie oka...
W czym ta inna lepsza od Mamy...?
Co takiego ma ta sroka...?
Że ćwierć wieku tak zniszczyłeś...
Lekką ręką rozkruszyłeś...
Krwawe łzy spowodowałeś...
Dlaczego udawałeś,że kochałeś...?
Po co taka gra aktorska...?
I to przez tak wiele lat...?
Czy nie lepiej było odejść...?
Zanim Mama powiedziała TAK...?
Nim przyjęła zaręczyny...
Potem ślub,wesele,goście...
Wiele świadków tej parodii...
Jak na życia wiszącym moście...
Tylko Ty Tato...
Głupcze tak niesamowity...
Przeciąłżeś te mostu liny...
Zostawiając nas...
Zrobiłeś z życia puste zapadliny...
Wepchnąłeś w przepaść...
W wąwóz głęboki...
Patrzyłeś,jak spadamy na dno bezradności...
W sercu miałeś pewnie uśmiech szeroki...
Obojętne Ci było...
Czy żyjemy,czy nas nie ma...
Ważne to,co tu,i teraz...
Tamta inna...
Reszta ściema...
Nie masz żony tu na Ziemii...
Bo odeszła do Boga,do nieba...
Nie masz również dzieci swoich...
Bo masz gdzieś,czy coś im trzeba...
Nie napiszesz,nie zadzwonisz...
Na swe dzieci wywalone...
A jak my się odezwiemy...
W Twoich ustach alkohol płonie...
Ile razy tato nie wiesz nawet z kim się połączyłeś...
Więc odkładasz połączenie...
Żyjesz,ale dla nas nie istniejesz...
Jesteś,a jednak Cię nie ma...
Dziękuję Ci tato za pokaz ten...
Jak nie być facetem...
Jak niszczyć związki...
Jak bardzo łatwo pokazać,że wierność,to ściema...
Choć ja taki nie jestem...
Nie wpłynęło to do mnie z Twojej krwi...
Jednak wiedz drogi tatuśku...
Że dla mnie już nie istniejesz Ty...
Mama w niebie...
Nie mam ojca...
Żyję gdzieś na świecie sam...
Po co ojciec,który niszczy...
Zachowuje się jak cham...
Przy Ołtarzu wierność składa...
Wobec Boga Najwyższego...
Potem długa gra aktorska...
Czy to warto było...?
Czy to jakieś męskie ego...?
Teraz po tych wszystkich latach...
Kiedy wzorcem Mama była...
Była Mamą,była Tatą...
W Niej podwójna serca siła...
Już Ciebie nie potrzebuję...
Pijanego,zdradzieckiego...
Taki wzór trzeba wymazać...
Z rodzinnego zdjęcia mego...
Ciebie nie ma,i nie będzie...
Bo,gdy trzeba było być...
Wolałeś uciec do innej...
Zamiast z nami w domu być...
Kochać Mamę,dbać o dzieci...
Brać udział w wychowaniu...
Zamiast tego myślałeś o innej...
Jej codziennym dogadzaniu...
Teraz mam to wszystko w nosie...
Teraz mam to wszystko gdzieś...
Lecz pamiętaj moje słowa...
Karma wie,gdzieś teraz jest...
Gdyż to jest zdradliwa łajza...
Co adresu też nie gubi...
I uderza bezlitośnie...
No,a tego nikt nie lubi...
Oby Ciebie dojechała...
Sprawiedliwość Najwyższego...
Za to,co zrobiłeś Mamie...
W niebie nie ujrzysz oblicza swojego...
Tam...na dole Lucyferek...
Kotły smoły już szykuje...
Ostrzy widły już na Ciebie...
Za to,żeś się wypiął na nas...
Gdy byliśmy w dużej potrzebie...
Chociaż źle się nikomu nie życzy...
A do rodziców szacunek mieć trzeba...
Lecz Ty na niego nie zasługujesz...
Nie dałeś nigdy nam kromki chleba...
Nie uczyłeś chodzić,mówić...
Do przedszkola nie prowadzałeś...
Nic o nas nie wiesz...
Wcale nas nie znasz...
Gdyż po odejściu się nie interesowałeś...
Miałeś gdzieś,czy my żyjemy...
Czy mamy jeść...?
Jak się czujemy...
Czy dzieci zdrowe...
Jak pomóc Mamie...
Skupiłeś się na tamtej damie...
Lecz w życiu nieraz damy są dwie...
Damy Ci w mordę,albo też nie...
A ja uważam,że szkoda ręki...
W Twym życiu marnym...
Jest wystarczająco udręki...
Twój problem z piciem...
Jak na swoje lata...
Pijesz za dużo...
Jak małolata...
Niczym źle nastolatek wychowany...
Kiedy nie dzwonimy...
Ty ciągle pijany...
Może kiedyś się obudzisz...
Opamiętasz,lub wyleczysz...
Lecz na dzieci,już za późno...
Straciłeś wszystko tato...
Czy teraz zaprzeczysz...?
Czy spojrzysz z odwagą prawdzie w jej oczy..
I powiesz...
Tak...ja wszystko zepsułem...
Rodzinę rozbiłem...
Dzieci zostawiłem...
Żonę zdradziłem,oraz zraniłem...
Na słowo ojciec nie zasługuję...
Bo nim nie jestem,i nigdy nie byłem...
Choć trójkę dzieci ja sam spłodziłem...
Lecz przy żadnym z nich...
W życiu codziennym nie byłem...
Nie wychowałem...
Nie pielęgnowałem...
Niczego nie nauczyłem...
Wszystko przepadło przez inną kobietę...
Przez własną głupotę wszystko straciłem...
Teraz to widzisz tatusiu drogi?
Jak bardzo Ty skrzywdziłeś nas...?
Jak poplątały się Tobie nogi...
Gdy bez wahania opuszczałeś nas...?
Bez żadnej łzy...
Wyrzutów sumienia...
O ile jeszcze takowe masz...
Teraz za późno...
Teraz nas nie masz...
Wybrałeś inną...to inną masz...
Ciesz się,i raduj...
Żyj w szczęściu,choć w grzechu...
Ja Ciebie osądzać nie mam zamiaru...
Sam się wplątałeś do tego koszmaru...
Romansu,zdrady,ucieczki,kłamstwa...
Krwi,oraz łez ze strony Mamy...
Teraz Ty obcy...
Teraz ja obcy...
Choć krew ta sama...
To się nie znamy...
Więc żegnam Ciebie tato nie tato...
Nie mówię dziękuje,bo nie mam za co...
Bądź zdrowy,szczęśliwy,nigdy pijany...
Masz,to co masz
Wybrałeś,i sam zostałeś wybrany...
Komentarze (1)
Krecik115
Trafne słowa napisałeś o życiu z zauroczenia , czy chęci rozładowania chuci.
Tego właśnie szybki związek na kocią łapę i szybki rozwód uczy
Trwałość małżeństwa to publiczne napiętnowania
Jako moherowy ciemnogród do wyrażenia swobody zachowania.
Takie zachowania maja tu ogromny poklask
Głównie wśród wyzwolonych kobiet.
Napisałem na ten temat esej, jak chcesz to poszukaj.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania