Gdzieś po miłość cz.2
Serce pociągnęło mocniej za sznurek, mocno zaciśnięty paluszkami Amora. Na wystawie zobaczyło podobne do siebie, cały tłum kształtów, wlepiło trzeszczącą bakonistą buźkę w zimną taflę hartowanego szkła. Amor skrzywił się, szarpnął nim tak mocno, że aż pisnęło, upuszczając balonowego pierdla.
– Skrzypisz, co z tobą? Te tam teges y, gejzery, bulgoty, roztroję żołądkowe, łamacze lodu, nie są dla ciebie. Patrz na mnie, ja jestem jedyny w tej branży, oryginalny, ubóstwiają mnie. Ach, ty głupie serce!
Naiwne jesteś, bijesz mocno, tłuczesz się dziko, tęsknota cię nienawidzi. Czego chcieć więcej?!
I ty zawał! Takie masz moce.
Serce trzęsło się przerażone, spoglądało na Amora, który ściągał go coraz niżej.
– Słuchaj! Zrobimy tak...
Wiszące w górze blade, poddające się podskokom łącznika z panem z czarnej triady, falowało zrezygnowane.
– Widzisz kogoś?! – Amor był coraz bardziej niecierpliwy. Kiecka przyciągała spojrzenia psów, koty syczały, a staruszki wolne od mobilności sieciowej zerkały zgorszone na młodzieńca w loczkach bez butów. Kolory wiosny szły radośnie chodnikiem, a w środku Bóg miłości.
– Widzę! Na twojej trzeciej, jest!
– Strzelaj! – huk ogłuszył młodego, na oko studenta, który jadł coś z papierka. Resztki z sałaty wylądowały pod ławką.
Flaczek serce gumowe zwłoka leżało obok.
Amor padł na kolana, przebił swój majestat.
Cienkim piskliwym tonem, jednego klatka piersiowa nabierała powietrza.
– Boże, co jam uczynił?! Odpokutuję, będę rozkochiwał w sobie wszystko.
Komentarze (10)
Ważne, że jest do czego wrócić z gumą do ćwiczeń. Poprawię
Dzięki 😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania