Geniusz Niezręczności - Przypadek Filipa Chajzera

Gdyby polski show-biznes postanowił stworzyć własną wersję perpetuum mobile, urządzenia, które generuje bezustanny ruch, nieprzerwane pasmo nagłówków na portalach plotkarskich oraz niekończący się strumień żenady to prawdopodobnie wyglądałoby ono dokładnie tak jak Filip Chajzer. To postać absolutnie unikalna na naszej rodzimej scenie medialnej. Człowiek, który posiadł rzadką sztukę wpadania z jednej wizerunkowej katastrofy w drugą, zachowując przy tym niezłomne, rozbrajające przekonanie, że robi coś dokładnie tak, jak trzeba.

Karierę zaczynał w sposób, który wręcz podręcznikowo zwiastował sukces. Miał znane i lubiane w branży nazwisko, nieprzeciętną energię, charyzmę i swojską bezczelność, która doskonale sprawdzała się w reporterskich materiałach „z ulicy”. Był jak chłopak z sąsiedztwa, głośny, entuzjastyczny, gotowy do skoku na głęboką wodę z mikrofonem w ręku. Problem w tym, że entuzjazm bez wyczucia proporcji bywa bronią masowego rażenia.

Z czasem publiczność zaczęła przecierać oczy ze zdumienia, obserwując, jak młody Chajzer przekracza kolejne granice, o istnieniu których nikt wcześniej nawet nie myślał. Zaczęło się od niewinnych żartów, by szybko przejść do klasyków gatunku: udawania ataku paniki na wizji, całowania nieznajomych kobiet w programie rozrywkowym czy tworzenia akcji charytatywnych w sposób, który u postronnych obserwatorów wywoływał natychmiastowe skręt kiszek ze wstydu.

Najbardziej fascynujące w tym zjawisku nie są jednak same wpadki gdyż te zdarzają się każdemu, kto spędza przed kamerą pół życia. Prawdziwy fenomen tkwi w mechanizmie przeprosin i tłumaczeń. Każdy kryzys wizerunkowy jego wykonaniu przebiega według tego samego, przewidywalnego schematu. Najpierw następuje kontrowersyjny czyn. Potem pojawia się fala krytyki. Następnie do gry wkracza oświadczenie, zazwyczaj długie, pisane pod wpływem silnych emocji, w którym autor tłumaczy, że został „źle zrozumiany”, ma „dobre serce”, a tak w ogóle to padł ofiarą hejtu.

Gdy wydawało się, że klasyczny show-biznes ma już dosyć, Filip postanowił wejść w etap gastronomiczno-biznesowy, serwując nam epopeję pod tytułem „Kebab i Gala Freak Fight”. Historia otwierania budki z kraft kebabem, deklaracje walki w klatce, a następnie wycofywanie się z niej na chwilę przed wydarzeniem, by za moment znowu zmienić zdanie, to był spektakl, przy którym bledną scenariusze najlepszych brazylijskich telenowel.

Jakby tego było mało, w życiorysie Filipa pojawił się najnowszy, porywający rozdział miłosny: małżeństwo z Bianką, młodszą od niego o kilkanaście lat partnerką, która z dnia na dzień stała się nową bohaterką mediów społecznościowych. Sam ślub i otoczka wokół niego to podręcznikowy Chajzer, mieszanka poezji, deklaracji o znalezieniu „tej jedynej” i nieustannego eksponowania uczucia w rytmie instagramowych relacji. Wiadomo przecież, że duża różnica wieku w polskim show-biznesie zawsze wywołuje dyskusje, ale Filip podszedł do tematu po swojemu: z wdziękiem czołgu wjechał w romantyczne deklaracje, uświęcając nową miłość serią wpisów, przy których romantyczni poeci musieliby spłonąć ze wstydu. W świecie Filipa nie ma miejsca na dyskrecję, jeśli kocha, to tak, żeby słyszała to cała Warszawa, a jeśli bierze ślub, to po to, by portale miały materiał do analizy na kolejne trzy tygodnie.

I choć łatwo jest z Filipa kpić, to trudno odmówić mu jednego: stał się niepisanym symbolem naszych czasów. Czasów, w których granica między autentycznością a desperacką walką o uwagę dawno uległa zatarciu. Jest jak wujek na rodzinnym weselu, który bardzo chce być śmieszny, więc wchodzi na stół i zaczyna tańczyć, a wszyscy goście patrzą w podłogę, zastanawiając się, jak delikatnie sprowadzić go na ziemię, zastanawiając się dodatkowo, co wymyśli jutro.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • vacia 2 godz. temu

    Autorze tekstu, może opiszesz teraz siebie w kolejnym tekście.....

  • Aaronier0O

    Felieton musi mieć jakąś akcję, a u mnie najciekawszy moment tygodnia to wybór odpowiedniej herbaty w sklepie.

  • Dobranocka 2 godz. temu

    Ja nie mam telewizora i nie wiem kto to Chajzer. Dziwię się ludziom co to nie mają własnego życia i własnych zainteresowań, i jakieś telewizyjne pajaca wylansowane przez nację bankierską zastępują im rzeczywistość.

  • Dobranocka godzinę temu

    Kiedyś na wsiach siedziały takie starsze panie na ławeczkach przed domami i wiedziały o wszystkich wszysto i obgadywały kogo się dało. Dzisiaj telewizja dała takie możliwości każdemu kto ją ogląda. Życie życiem całkiem obcych ludzi, przejmowanie ich stanami emocjonalnymi, przeżyciami. To jest chore dla mnie.

  • Aaronier0O

    Prawdę mówiąc to nie trzeba mieć telewizora aby wiedzieć kto to, wystarczy nawet dostęp do YouTube aby napatoczyć się na jakiś materiał o tym człowieku.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania