Geniusz -- Odium ambicji (fragment)

Sectoran dostał do rąk inną broń, nigdy wcześniej nie walczył morgensterną. Dopiero na komendę Morrigana zdjął z oczu opaskę i przyjrzał się orężowi, jeżdżąc dłonią po szerokiej rękojeści.

- Wybierz jedną osobę, z którą zawalczysz - na słowa Nereusa większość zebranych wyraźnie zmalała, byli Liliami, mądrymi intelektualistami, nie walczyli z maszynami. - Przypominam, chłopak pierwszy raz ma broń w ręce!

- Ennar - powiedział sztywno. - Zawalczę z Rounge Ennar.

Lilly czuła jak dreszcze przebiegają po jej ciele, a dłoń mimowolnie zaciska się na mieczu. Rozplotła rozczochrany warkocz i związała go ciaśniej, był jednoczłonowy z powodu braku czasu na wymyślniejsze fryzury.

Wystąpiła poza szyk, stając twarzą w twarz z chłopakiem.

Był niższy niż się spodziewała. Rozumiała jednak dlaczego wszystkie opowieści malowały go jako trzymetrowego potwora – czuła się przy nim mikroskopijna, a sama była wysoka, miała niemal sto siedemdziesiąt pięć centymetrów, a miał nad nią tylko kilkanaście.

Zrobiło jej się słabo na krańcach teraźniejszości. Walczyła z najsilniejszym mężczyzną na ziemi. Morgensterna oślepiła ją pod kątem, rzuciła się w jej oczy i gryzła, jakby sam Sectoran stał się królem dżungli i zaryczał, a broń powstała jako posłuszny mu tygrys.

Atnei i Morrigan spojrzeli na siebie znacząco, starszy mężczyzna z lekkim świadomym uśmiechem na ustach. Skrzyżował ramiona i oparł się o najbliższą ścianę, skupiając wzrok na patrzących na siebie dość wrogo przeciwieństwach.

Sectoran przerzucił włosy na plecy i lżej złapał broń.

Nereus klasnął w dłonie, Rounge nie zastanowiła się prawowicie nad tym, w którą stronę chce uskoczyć, a leżała na ziemi z ręką, na której pączkowały pierwsze siniaki od siły z jaką Honorowy kopnął ją w ramię, a morgensterną po obrocie docisnął ją do ziemi przy nodze.

W czystym szoku zaczęła się śmiać.

Cholerny utalentowany bogaty rozwydrzony geniusz!

Sectoran wlepiał w nią pusty wzrok, poprawiając to jak morgensterna leżała w jego dłoni. Ambitna. Arogancka. Nie jest słaba, bo lekko uderzyła w ziemię. Zastanawiał się. Gdyby była słaba, od siły jego zamachu wybiłaby sobie ramię przez impet z jakim wepchnął ją w ziemię.

Nic jej nie było, a w dodatku śmiała się jak psychicznie chora.

Odwrócił od niej luźno wzrok na Wyższych, ci zwyczajnie pokiwali mu głowami, jakby potrzebował potwierdzenia, że wystarczająco źle jej poszło. Położył morgensternę na stoliku z głuchym stuknięciem i czekał na kolejne polecenia od któregoś z generałów, na kolejne polecenia od kogokolwiek.

- Jeszcze raz, możemy zawalczyć jeszcze raz? - Lilly nadwyrężyła kark żeby spotkać się wzrokiem z Nereusem z ziemi.

- Sectoran miał zawalczyć jedynie raz… - niepewnie zaprzeczył. - Nie, może ju–

Dziewczyna wstała i złapała za swój miecz, kierując czubek ostrza prosto w kierunku serca Sectorana, obracając nim w ręce aż była usatysfakcjonowana z tym jak leżał w jej smukłych, poranionych już czasem palcach.

- Zawalcz ze mną jeszcze raz - rozkazała. - Ale na innych zasadach - strach przebił cały jej kręgosłup i ostrzegał, że sparaliżuje nerwy. Strzepała go, ponieważ Lilianna była znana z tego, że nie bała się trudnych rzeczy, była osobą, na której polegało się, gdy z pod łóżka wyślizgiwały potwory. - Do pierwszej krwi, nie do upadku.

Spodziewała się, że Sectoran splunie jej na twarz, uderzy mocnym sierpowym i stanie wśród Wyższych. Rozkaz był jednak rozkazem, a słowa Chryzanta płonęły na jego duszy z każdym słowem w formie rozkazującej – bez kolejnego słowa podniósł morgensternę stworzoną niespecjalnie do wykrwawiania przeciwnika.

- Aha, czyli tak - mruknął generał. - Nie słuchamy Wyższych, no dobrze - westchnął i już donośniej powiedział: Walczcie sobie ile chcecie, a Lilie niech patrzą!

- Ennar - chłodny głos Honorowego poniósł się nisko. - Nikt z kim walczyłem odkąd miałem dwanaście lat nie dotarł tak daleko, by przelać moją krew.

- A jednak masz twarz potarganą jak kartkę papieru - pokręciła głową. - Coś w tym jest. Cóż, nikt z kim walczyłam odkąd miałam dziewięć lat nie potrafił nadążyć za tym, jak długo chciałam walczyć. Jesteś znany z wytrzymałości?

- Jakże by inaczej, Ennar - przetarł dłoń o spodnie, by lepiej trzymać broń.

- Chwila - wyprostowała się luźno z gotowości do ataku. - To jest niesprawiedliwe, on… - wskazała dłonią na jego tors. - On nie jest ubrany. Łatwiej będzie mojej stronie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania