Geografia skóry

Wiersz spleciony z ciszy i dotyku który zrodził się z lat wspólnego oddychania

 

w twoich dłoniach nie ma już pośpiechu

jest cierpliwość rzeźbiarza i

pamięć rzeki która zna każdy zakręt mojego ciała

zasypiamy bez słów

ramię w ramię jak dwa drzewa którym splątały się korzenie

twoje palce wędrują po moich biodrach z uwagą

jakby czytały dawną dobrą poezję

 

znamy na pamięć swoje blizny i zmarszczki

to linie obrony przed światem nasz własny intymny alfabet

nie potrzebujemy już krzyku ani gwałtownych burz

nasz erotyzm pachnie wieczorną herbatą

ciepłem pościeli i szeptem o zmierzchu

to nie jest ogień który niszczy i pali

ale żar który ogrzewa nas od środka

 

w półmroku sypialni gdy czas zwalnia bieg

stajemy się dla siebie mapą i schronieniem

dotykasz mnie tak jakbyś dziękował za lata

a ja przyjmuję twój ciężar z lekką tęsknotą

za tym co minęło i z zachwytem nad tym co trwa

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania