Geografia skóry
Wiersz spleciony z ciszy i dotyku który zrodził się z lat wspólnego oddychania
w twoich dłoniach nie ma już pośpiechu
jest cierpliwość rzeźbiarza i
pamięć rzeki która zna każdy zakręt mojego ciała
zasypiamy bez słów
ramię w ramię jak dwa drzewa którym splątały się korzenie
twoje palce wędrują po moich biodrach z uwagą
jakby czytały dawną dobrą poezję
znamy na pamięć swoje blizny i zmarszczki
to linie obrony przed światem nasz własny intymny alfabet
nie potrzebujemy już krzyku ani gwałtownych burz
nasz erotyzm pachnie wieczorną herbatą
ciepłem pościeli i szeptem o zmierzchu
to nie jest ogień który niszczy i pali
ale żar który ogrzewa nas od środka
w półmroku sypialni gdy czas zwalnia bieg
stajemy się dla siebie mapą i schronieniem
dotykasz mnie tak jakbyś dziękował za lata
a ja przyjmuję twój ciężar z lekką tęsknotą
za tym co minęło i z zachwytem nad tym co trwa
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania