Geometria płonącego naczynia

twoje milczenie ma skrzela

oddycha moim październikiem

 

próbowałem zostać chityną

ale dłonie wyrosły mi w rzeki

i popłynąłem pod własny prąd

 

kotwica zamiast w dno

wpadła w chmurę

trzymam sznur

niebo krwawi

 

dziś rano wyciągam z siebie

zwęglone mapy miejsc

których nigdy nie odwiedziłem

 

lewa komora gotuje

prawą karmię z łyżki

pękam żeby pić

 

zostanę popiołem na twoich podeszwach

ale będę patrzył każdy twój krok

w kierunku kogoś

kto nie umie tonąć

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania