Geometria płonącego naczynia
twoje milczenie ma skrzela
oddycha moim październikiem
próbowałem zostać chityną
ale dłonie wyrosły mi w rzeki
i popłynąłem pod własny prąd
kotwica zamiast w dno
wpadła w chmurę
trzymam sznur
niebo krwawi
dziś rano wyciągam z siebie
zwęglone mapy miejsc
których nigdy nie odwiedziłem
lewa komora gotuje
prawą karmię z łyżki
pękam żeby pić
zostanę popiołem na twoich podeszwach
ale będę patrzył każdy twój krok
w kierunku kogoś
kto nie umie tonąć
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania