Głos z Podziemi cz. I

I

8 dzień Czwartego Miesiąca Roku 3522 od Rozesłania

Drogi Dzienniku!

Minął już trzeci dzień gdy przybyliśmy na tę Wyspę, którą my po zamirsku nazywamy Eora, zaś w Wulgatronie inni nazywają ją Enrodia. Dopiero dziś mogliśmy zejść na ląd. Ciągle dotąd mieszkaliśmy na statku. Słudzy wnieśli nam obszerne namioty, w których możemy na chwilę zamieszkać, dlatego też chwytam za pióro pierwszy raz od jakiś dwóch miesięcy. Inne rodziny książęce zdecydowały się odebrać chaty przypadkowym mieszkańcom, lecz ja zakazałam. Tubylcy nie traktują nas jak rodaków, mimo, że to też Zamirianie. Lecz po prawdzie, my Przybysze też nie traktujemy ich jak pobratymców… raczej jak stary mebel odziedziczony po zmarłym ojcu, z którym nie ma za bardzo jest co zrobić, tylko zawadza ale z sentymentu się go nie wyrzuci. Nie wiem jak my się tu pomieścimy, na Eorze i trzech małych wyspach dookoła. Przeczytałam, że tubylców jest około dwóch tysięcy na wszystkich wyspach, a nas? Przybyszów z upadłego Kontynentu, około sto tysięcy, a to jeszcze nie wszyscy, jeszcze drugie tyle jest w drodze… Większość krytykuje Najdoskonalszego – naszego króla Fahara V, że niby uciekł, nie stanął do bitwy z Centaurami. Ale on przecież nie uciekł, podjął jedyną słuszną decyzję. Bo cóż znaczy siła Zamiru wobec spustoszenia dziczy Centaurów? Cóż znaczy Zamir, jeśli potęga Królestwa Gortrugii została zdmuchnięta jak dmuchawiec? Co uczyniłaby armia Zamiru, jeśli armia Segirii składająca się niemal z samych tylko czarodziejów została wybita podobną metodą jak mrowisko, na które człowiek rzucił kamień? Potęga Zamiru wygrywała gdy trzeba było walczyć z Królestwem Puszczy, Królestwem Oceanu, półdzikimi Plemionami z Południa, ale teraz cóż można było uczynić? Kontynent upadł… Centaury przybyłe nie wiadomo z jak dalekiej północy rozbiły nasz świat. Gortrugia zburzona, Eodmaos zniszczone, Królestwo Puszczy spalone… Nasza stolica – Ararog już pewnie opuszczona i strawiona przez obcą przemoc. Masy bluźnierczych półkońskich kreatur ciągną na południe w stronie świętego Hadramu… Cały Zachód będzie jedynie pastwiskiem dla Centaurów. Dobrze, że Gortrugianie na rok przed przybyciem Centaurów odkryli Wyspy gdzieś daleko na zachodzie, nazwali je Wyspami Ejzkaran – Wyspami Ocalenia. Dzięki temu ktoś z Gortrugii przetrwał, tak jak Zamir przetrwał… i będzie żył. Bo jako jedyni umieliśmy zrzec się naszych miast, naszych ziem, naszego honoru… Nie łatwa to była decyzja, a jej realizacja nie łatwiejsza od wysiłku wojennego. Przenieść cały kraj, całe królestwo ot tak… na kilka małych wysp. Wszystkich poddanych, cały ich dobytek, żywność, skarbce, biblioteki… święte naczynia ze świątyń, zwierzęta, zbrojownie, wszystko… Flota nadpływa tu od czterech tygodni, a nie wyładowano nawet połowy okrętów. A nawet wszystkie nie przybyły. I jeszcze ta zaraza… Tysiące ludzi siedzi na okrętach w ramach kwarantanny. A większość z nich niestety umrze. Jak to dobrze, że Centaury boją się wody…

Czeka mnie dziś ciężki dzień. Chyba Ci nie wspominałam Dzienniku, miesiąc temu zmarł mój ojciec, wielki i potężny książę Harut. Tak, teraz ja jestem panią Gahalu, chociaż nasze piękne miasto padło już pewnie łupem tych pomiotów upiorów! Serce mi drży gdy wyobrażam sobie jak wjeżdżają przez bramę, burzą budowle, kamień po kamieniu… ale przynajmniej nie będzie zabitych, a ni nic nie ukradną. Pewnego dnia, wszystko to odbudujemy. Dziś ja Allaia księżna miasta i prowincji Gahal spotkam się z Najdoskonalszym, dziś król powie nam jakie są dalsze plany. Każda prowincja ma dostać kawałek Eory do zasiedlenia. Wyspa obok na północy, Aranda ma należeć do Domu Króla, być odpowiednikiem Prowincji Królewskiej. Dwie jeszcze mniejsze wyspy na wschodzie Aurum i Akkal mają przypaść wyłącznie armii i flocie. Chociaż ja wróżę, że się nie pomieścimy, nawet jeśli nie teraz to w następnym pokoleniu, już na pewno. Niezależnie od wszystkiego, jeśli mamy tu zostać na kilka pokoleń będę musiała jakoś pogodzić Tubylców z Przybyszami, i to szybko… Bo widziałam już akty agresji z obu stron, król wygnał już wszystkich Tubylców z Arandy… Musze też sprowadzić kapłanów bo wszak Nauki Praojców mówią wyraźnie:

Gdy przybędziecie do nowej ziemi, poświęcicie ją Pełnemu Światła, Tylko tak owoce ziemi będziecie mogli składać na ofiarę coroczną.

Allaia z chęcią pisałaby dalej, lecz proszenie służki o zgodę na wejście zmusiło ją do przerwania. – Wejść, zawołała. Natychmiast służka weszła rozsłaniając zasłonę w namiocie. – Moja pani, wybacz ale minęła właśnie trzecia klepsydra dnia. – Istotnie, dziękuję. Powiedziała Allaia przypominając sobie, że król wezwał Radę na szóstą klepsydrę. – Pomóż mi się ubrać, rzekła księżna i odłożyła gliniana tabliczkę do pudełka oznaczony napisem „Dziennik”.

Służka pomogła jej włożyć długą czerwoną togę i zawiązać złote sznurowadła. Allaia gdy czesano jej włosy wyciągnęła tytularny wisior – złoty gruby łańcuch przetykany wielkimi nieregularnymi perłami, zwieńczony jaspisem w wielkości pięści z wydrążonym napisem w Świętej Mowie MIASTO GAHAL. Był niezwykle ciężki, musiała w nim kilka dni chodzić dla treningu. Chciała nawet coś w nim zmienić dla odciążenia. Ale nie mogła, nie była to bowiem jej własność, lecz króla, tylko on dawał książęcy łańcuch i tylko on mógł go odebrać. Książę a teraz, księżna była tylko jego depozytariuszem. Gdy go znów nałożyła od razu poczuła chłód metalu na skórze i ogromny ciężar na szyi przenikający błyskawicznie po całym ciele. Ostatnim elementem był czerwony szal na głowę i ramiona, spięty złotą broszą na piersi. – A kolczyki pani? Spytała służka biorąc je do ręki i prezentując. – Rozdać tubylcom, odparła Allaia. Służka ukłoniła się i odsunęła zasłonę w pełni.

Księżna wychodziła przez kolejne części wielkiego namiotu, mijała kolejne samo unoszące się na wietrze zasłony z bisioru i kolorowego jedwabiu. Ciągle przed nią padały na twarz kolejne służki i słudzy. Wreszcie wyszła na morowe powietrze, różniącego się od panującego w namiocie dymu kadzidła i perfum zabijających odór obozu trzydziestu tysięcy ludzi. Miała teraz widok wprost na brzeg i morze. Tysiące statków o setce kształtów zalegały na morzu. Kolory żagli mieniły się w oddali jak tęcza. Na horyzoncie majaczyły szarawe brzegi Arandy. Niebo było ciemne bynajmniej nie od braku Słońca, lecz od nadmiaru dymu z tysięcy wygasających ognisk wzdłuż brzegu, w nosie czuć było żar drewna, a oczy łzawiły od oparów. Widząc swą panią żołnierze stanęli na baczność i ustawili swoje włócznie do pionu na znak salutu. – Moja pani, powiedział Meher, starszy oficer, dowódca straży książęcej Gahalu o siwo białych włosach i surowych rysach twarzy odzwierciedlających jego charakter. - Powóz jest gotowy - wskazał ręką na mizerne wielkie pudło z czterema chudymi końmi. – to najlepsze jakie znaleźliśmy… dopowiedział lekko zażenowany. – Nic nie szkodzi kapitanie, odparła Allaia – czas pogodzić się z niedogodnościami, skwitowała. Sługa otworzył drzwi powozu i ukłonił się, gdy Allaia wchodziła nagle uderzył wiatr i jakby gromy spadły z nieba. Przez chwilę ziemia zadrżała, powietrze się przerzedziło, a piasek wdarł się do oczu, niebo coś przecięło... Księżna stała chwilę nieruchomo uświadamiając sobie, że pierwszy raz widziała smoka. Wielkie czarne monstrum ze skrzydłami wielkimi jak żagiel przefrunął wydając ryk. – Tak, na tej wyspie jest ich sporo, rzekł Meher widząc rozterkę swej pani. – Jeszcze i to, pomyślała księżna…

 

Zasiadła w prymitywnym powozie. Było w nim małe okienko, dzięki czemu mogła „podziwiać” obóz Przybyszów. Ciągnący się w nieskończoność… przytłaczał ją widok ogromu zabrudzonych, wygłodniałych, zlękniętych ludzi układających się z szaro-beżową masę. Zewsząd słychać były jęki, przekleństwa, modły, dziękczynienia, taniec i płacz. Niektórzy w tej masie wołali – Chwała niech będzie Boskiemu Rodzicielowi, że nas uratował przed Zagładą! Chwała! Chwała Temu, który Triumfuje z Zorzy! Chwała Temu, który wybrał nas abyśmy na nowo zbudowali Kontynent! Inni zaś przeciwnie – Niech będzie przeklęty Ten, który nas stworzył! Przeklęty! Przeklęty Ten, który nas wyklął z Zorzy! Na cóż pozwolił On nam wyjść z Pięknej Doliny abyśmy się osiedlili na Zachodzie! Na cóż to było? Na cóż?! Abyśmy zginęli i umarli pod kopytami Centaurów i stali się dla nich pożywieniem! Jedni pili przy jeszcze gorejącym ogniu mimo wschodu Słońca pragnąć mieć odrobinkę radości. Drudzy stali na brzegu wyglądając nowych statków – ich rodziny jeszcze nie dotarły. Allaia wiedziała, że są jeszcze co najmniej trzy takie obozy, a będzie ich jeszcze kilka. Długo trwało wyjechanie z obozowej przestrzeni, cisza… a raczej odgłosy samego tylko lasu występujące na zmianę z szelestem wciąż bliskich fal morza zdawały się być luksusem wart najdroższych kamieni. Nieco ponad dwie klepsydry trwał ten luksus… zanim nie wjechano do kolejnego obozu. Ale o wiele bardziej zorganizowanego, gdyż to tu wylądowała większość wojsk. W większości był to obóz żołnierzy wraz z rodzinami. Tutaj też na razie obozował Najdoskonalszy. Większość namiotów miała kolorowe flagi, na oznaczenie Zastępu – bowiem każdy Zastęp armii był nazywany od barw. Zastęp Purpury, Zastęp Błękitu, Zastęp Szkarłatu, Zastęp Czerni i tak dalej, tak była podzielona armia Zamiru od niepamiętnych czasów. Meher jadący cały czas z kilkoma strażnikami z tyłu teraz wyprzedził powóz, dołączyło do nich paru gwardzistów króla i wspólnie prowadzili w stronę jego siedziby.

Ową siedzibą był dość przestronny szary budynek o bliżej nieokreślonej funkcji z wieloma oknami. Gdy Allaia wyszła z powozu ujrzała także przybywającego w tej właśnie chwili Ahirir, Arcykapłan Wielkiej Świątyni w Ararog wraz ze świtą. Ukłoniła się przed dostojnym mężczyzną w białej todze z brodą i łysiną na głowie dzierżącym wysoką laskę – Witaj Arcykapłanie, rad jestem widząc cię. – Bądź pozdrowiona księżno - odparł i ręką nakazał swej kapłańskiej świcie przystanąć. – Smutek przeszywa me serce, ze względu na śmierć Twego ojca. To zapewne ciężar gorszy od tego łańcucha. – Pocieszające jest, że w słusznej sprawie poległ… odpowiedziała Allaia. – Istotnie pani, wszystkie kroniki będą opisywać jego szarżę przeciw Centaurom. Gdyby nie te bitwy stoczone na początku, które opóźniły ich marsz, nie bylibyśmy tutaj… Allaia chciała spróbować zmienić temat, bolało ją, że nie mogła pożegnać się z ojcem, a lubiła arcykapłana i nie chciała go zbywać. - Czy ze Świątyni wszystko udało się ocalić? – Tak pani, lecz niestety, w trakcie sztormu Tablica ze Świętym Poematem złamała się wpół. Kazałem zbić ją złotą ramą, będzie nam owo złamanie przypominało o tragedii jakiej wszyscy teraz doświadczamy. – Piękna myśl panie, odrzekła Allaia. Chyba już czas na spotkanie z królem, dodała.

Weszli wszyscy do budynku, tam w jednym z korytarzy spotkała już większość czekających książąt i ważnych urzędników. Książąt było jedenastu z szesnastu. Oczekiwali wszyscy przed dużymi zielonymi drzwiami, które uchyliły się i wyskoczył zza nich człowiek małej postury, Allaia rozpoznała go, był to Sinuf – Wielki Skryba Domu Króla. – Dostojni książęta, namiestnicy, urzędnicy i kapłani, odezwał się Sinuf - Najdoskonalszy czeka na Was. Mam jednak jedna prośbę… Jego głos posępniał i przeszedł w szept. – Najdoskonalszy nieco się zmienił… porzucenie Kontynentu sporo kosztowało jego ducha, błagam Was, nie wprawiajcie go w dodatkowe zasmucenie. Allaie to uderzyło, oto Wielki Skryba mówił o królu nie jak o władcy, lecz bardziej jak o swym najdroższym przyjacielu, któremu nijak mógł pomóc. W ciszy wszyscy kiwnęli głowami. Drzwi się rozszerzyły na oścież. Wszystkie najważniejsze głowy Zamiru weszły gęsiego do ciemnawej, zakurzonej salki, książę Uklandu od razu kichnął, jego łańcuch z malachitem drgnął sprawiając widoczny mu ból w plecach. Ahirir pomagał w chodzeniu Afragowi – najstarszemu z przybyłych. Na końcu salki przy ścianie pod oknem siedział On – Najdoskonalszy, w wściekłe jasno szafirowych długich szatach tak bardzo niepasujących kolorytem do pomieszczenia, głowę miał opuszczoną w dół, dłonie charakterystycznie jak na posągach spoczywały prosto na udach z wyprostowanymi dłońmi na kolanach. Obok niego postawiono zgodnie z gortuckim obyczajem królewskim wielką misę wypełnioną szlachetnymi kamieniami, w tej tutaj dominowały rubiny. Jego kruczoczarna broda ukrywała kształt ust, skóra przybrała barwę otaczającego go kurzu, a przekrwione oczy z widocznym bólem istnienia były tylko lekko zmrużone. Wszyscy po kolei zgodnie z wyćwiczonym ceremoniałem podchodzili i kłaniali się przed królem mówiąc prastarą formułę jeszcze z czasów gdy Plemię Zachodu mieszkało tylko w Pięknej Dolinie – Bądź pozdrowiony Panie i Władco ziem, pól, rzek i gór do których przyprowadził nas Najpiękniejszy. Po tych słowach każdy wstawał i stanąwszy przy krzesełku oczekiwał królewskiego pozwolenia na spoczynek. Gdy Allaia ukłoniła się i formułę powiedziała, Najdoskonalszy pokazał wreszcie kształt swych warg – Przykro mi z powodu twego ojca dziecko. – Dziękuję panie - tak wbiło ją to w ziemie, że aż nie mogła wstać przez kilka sekund zastanawiając się czy powiedzieć coś jeszcze. Stanęła w końcu na nogi i umiejscowiła się przy swoich krześle, patrząc jak inni wykonują powitalną formułę. Ale gdy podszedł Afrag, książę Eremolu, były wieloletni Wielki Minister, lat na oko czterysta, a w rzeczywistości sto dwa próbując ukłonić się, Fahar V lekkuchno podniósł swą wyprostowaną dłoń, która mówiła milcząc – Ty nie musisz.

Najdoskonalszy chwilę siedział w zadumie, jakby skulony ciężarem swego władztwa. Zmarszczył czoło, zacisnął oczy. Szczęka zadrżała przez tik nerwowy. Wydawało się, że Fahar słyszał ciągle krzyki rannych i zabitych. Chorych zamkniętych na statkach, wołania dzieci za matkami i ojcami, płacz uciekinierów… Biedak nie zdawał chyba sobie sprawy, że wszystko rozgrywa się w jego głowie. Wszyscy mogli ujrzeć jak ten mąż w sile wieku, potężny król Zamiru jest wycieńczony… A wszak mówiono zawsze, że królewska krew nie zna uczucia zmęczenia, strachu, lęku… a tu… widać jak na dłoni, że władca cierpi… cały ciężar panowania realnie opadł w tej chwili na barki Fahara. Najdoskonalszy wreszcie przeciął ciszę. – Usiądźcie – wydobył z siebie z widocznym trudem. I zasiedli wszyscy w mgnieniu oka, chmura kurzu się podniosła a zgrzyt metali i krzeseł uderzył mocno w bębenki obecnych. – Wiem, że ilość ludzi przybyłych z Kontynentu przekroczyła właśnie sto dziesięć tysięcy ludzi – powiedział. Pora już aby zacząć rozesłać ich po Wyspie. Chciałem pierwotnie, aby to się dokonało dopiero gdy przybędą prawie wszyscy, lecz z najnowszych wieści wiem, iż jest to niemożliwe. Albowiem Prowincje Ulmaj i Erekgol zostały odcięte od wybrzeża. Książęta otrzymali ode mnie rozkaz udania się na południe, do Królestwa Oceanu, tam miejmy nadzieje, że ci którzy się ostaną przybędą tutaj… informuje też Was moi książęta i ministrowie, iż otrzymałem wczoraj wiadomość od dowództwa Zastępu Złota i Zastępu Zieleni, że opuścili oni ostatecznie Ararog, zapieczętowując Pałac Królewski i Wielką Świątynię. Zapadła przenikliwa cisza, wszyscy niemalże na zawołanie opuścili lekko głowy i wydali z siebie westchnienie smutku. – I w wielu miejscach miasta zostawili różne pułapki, przynajmniej część Centaurów zdechnie wchodząc tam – dodał król. Korona nie przywykła do nagłych ruchów głową lekko się przekrzywiła, Fahar szybko ręką ustawił ją do pionu. Korzystając z podniesionej ręki, król pstryknął palcami. Natychmiast przybiegli słudzy z tablicami w dłoniach. – Każdy otrzyma tabliczkę z mapą – rzekł Najdoskonalszy. Z mapą ziem, które ma zasiedlić ze swoim ludem. Moją wolą jest, abyśmy zaczęli od wybrzeży. Tereny w sercu Eory na razie mają być przez nas nie tknięte. Chcę abyście jak najszybciej opuścili obozy i udali się na określone przeze mnie tereny. Budujcie miasta, zakładajcie farmy, kopanie i porty. Jak najszybciej ludzie muszą mieć tu swój dom.

Ogoleni na łyso niewolnicy w prostych białych tunikach szybko podchodzili do książąt wręczając im tabliczki. Allaia o mały włos nie upuściła swojej, chwyciła ją bowiem swą słabszą lewą ręką, podczas gdy prawa, silniejsza musiała podtrzymywać lekko łańcuch by ten nie rozerwał jej szyi i kręgosłupa. Z zaciekawieniem spojrzała na rozrysowany plan Eory z zaznaczonymi granicami dla każdej prowincji. Poszukiwała Gahalu i znalazła szybko, otrzymała ziemie na środkowym zachodnim wybrzeży wyspy z dużą zatoką po środku. Miała do dyspozycji teren wąski pas w głąb wyspy aż do góry oznaczonej nazwą AHAAR NAAGI – napisy były bowiem jak zawsze na mapach wykonane w Świętej Mowie. Allaia widząc tę nazwę lekko się zmartwiła, nie była biegła w Świętej Mowie Praojców, dla pewności popatrzyła na kliny wydrążone w glinianej tabliczce raz jeszcze. Niestety się nie pomyliła, te słowa znała dobrze, gdyż były podstawowe. Ahaar – góra - Naag – śmierć.

Najdoskonalszy przemówił po raz kolejny. – Teraz słowo o Tubylcach… Oni nie są tacy jak my. Oni… już wieki temu oddalili się od nas. Oddali się w ręce tajemnych ciemnych sił. Składają ofiary z ludzi, dość często, dlatego jest ich tak mało. Mają wiele mrocznych rytuałów, mówią dziwnych dialektem, lepiej aby ich zwyczaje nie rozeszły się wśród Przybyłych, lepiej aby trzymać ich z boku. Dlatego też usuńcie ich z waszych nowych ziem, niech wam nie przeszkadzają budować siedzib. Niech udają się w głąb wyspy, i niech tam przebywają, oddzieleni od nas, aż sami wymrą. Allaia nie mogła w widoku przerażonych i wygłodniałych twarzach Tubylców dopatrzeć się okropieństw opisanych przez króla. Tym bardziej wewnętrznie pragnęła sprzeciwić się tej decyzji. Jakże to? Wyrzucić ich z ich własnych domostw? Oddzielić ich od nas, tak po prostu? Wszak to my jesteśmy gośćmi na ich… wyspie. Księżna bardzo chciała wygłosić poruszającą mowę sprzeciwiając się woli władcy. Poczuła na tę myśl uczucie ognia w przełyku, serce zahuczało jak grzmot, nogi odmówiły wstania, łańcuch stał się lekki w porównaniu do ciężaru walki sumienia ze strachem. Nagle książę Uklandu wstał, kichnął po raz kolejny, gdy się otrząsnął rzekł – królu, jak to? Zamirian oddzielać od Zamirian? Jak będziemy o tym opowiadać naszym synom i wnukom? Żeśmy wypędzili Zamirian z ich domów, kazaliśmy im uciekać przed nami? Allaia poczuła ulgę, że ktoś przemówił jej myślami lecz nie jej głosem. – Sprzeciwiasz się Najdoskonalszemu? – Wrzasnął bez opamiętania książę Erunga. – Wszyscy dobrze wiemy, że to prawda o Tubylcach! Przecież nawet książę Eory tu nie rezydował! Jedyny książę, który przebywał poza swoją prowincją! Wszak niech tu nam odpowie co sądzi o swych poddanych! Wszyscy skierowali swoje oczy na Amala, księcia Eory, potężnie zbudowanego mężczyznę, z kwadratową szczęką z lekką siwizna na głowie. – Pozwól królu, że odpowiem – spytał się Amal wstając. Fahar machną ręka w geście akceptacji. Książę lekko się ukłonił w podzięce, poprawił swoja czerwona togę, lekko odsunął z czoła swój książęcy szal i przemówił. – Faktem jest, że mieszkańcy Eory i Arandy są umysłowo inni. Bowiem nie pamiętają oni o Stworzeniu i Boskim Rodzicielu. Nie pamiętają oni o Rozesłaniu Praojców przez Rodziciela na początku Czasu. Nie! Niestety, moi poddani oddają boską cześć istocie, którą zowią Duchem Wyspy, lub Głosem z Podziemia. Wszyscy zaczęli słuchać z przerażeniem i niedowierzaniem, nigdy wcześniej o tym nie słyszeli. Allaia była przerażona faktem, iż są ludzie zdolni do wymyślania sobie bogów. – Temuż Duchowi składają oni krwawe ofiary, ze zwierząt i na nieszczęście także z ludzi – Amal kontynuował swój wywód podniosłym tonem. Jest u nich zwyczaj zabijania pierworodnych dzieci. Toteż nikt żywy nie może poszczycić się tu mianem pierworodnego. Uznają oni, że ów Duch komunikuje się z nimi poprzez wspomniany Głos, Głos z Podziemi. Ma do nich przemawiać w snach i na jawie, ale głównie w snach. Dlatego też, sen uważają za święty, a ich kapłani zażywają magiczne mikstury aby spać jak najdłużej. Wierzą oni, że ten Duch przebywa w miejscu, które nazywają Tronem, my zaś nazywany ów „tron” Ahaar Naagi, tam mają swoje święte miejsce, to tam dokonuje się większość mordów i rytuałów, to tam ich kapłani i czarownicy się zbierają i radzą jak odczytywać Głos. – Pięknie, po prostu pięknie – pomyślała w głowie Allaia. I co ja mam robić z tym miejscem? Przecież będą tego swojego sanktuarium bronić, nie odejdą stamtąd… - Zaraz – ocknęła się Allaia – jak to odejść? Nie chciałam by odeszli jak każą wszyscy. Ojciec uczył mnie by nie podążać bezrefleksyjnie za wolą większości, gdyż wtedy wpada się w przepaść… - Nie – pomyślała księżna i pogrążyła się w myślach - nie można wygnać Tubylców z ich domów. Trzeba jedynie zakazać im zabijać ludzi, trzeba wezwać kapłanów aby odciągnęli ich od czarów i mroku, z czasem, powrócą do Rodziciela i Świętej Religii. Gdy się przebudziła powracając na jawę zdała sobie sprawę, że stoi… a słowa jej myśli jednocześnie wygłosiła publicznie, wobec wszystkich. Widziała jak wzrok Najdoskonalszego utkwił na niej, podobnie jak reszty książąt. Zaczerwieniła się, nawet ciężaru łańcucha już nie czuła… Cisza trwałaby dalej, gdyby nie cichy głos mędrca… - Ona ma racje panie – stuletnim głosem odezwał się Afrag książę Eremolu. Allaia była w szoku, ciągle stała, nie mogła uwierzyć, że o to największy mędrzec królestwa stanął po jej stronie. – Tubylcy to nie niewolnicy, a zatem nie można traktować ich jak niewolników – dokończył ze słyszalnym wysiłkiem Afrag. Fahar V mógł zlekceważyć nie proszoną opinię dwudziestodwuletniej nowej księżnej ale nie mógł ani trochę zlekceważyć słów człowieka, który jako pierwszy poparł idee ewakuacji z Kontynentu. Pstryknął po raz kolejny – Tabliczka, prędko! – zawołał król i zaczął dyktować. – My Fahar król Zamiru, ten który dba o spichlerze, ten który lata na smoku, ten który wznosi mury nakazuje aby o losie Tubylców na wyspie Eora zdecydowali książęta i ich namiestnicy, jeśli chcą ich przegnać i uczynić w ten sposób miejsce dla mego ludu mogą to uczynić, jeśli jednak chcą ich zatrzymać na ziemi, którą im daje ze swej woli i łaski wtedy także mogą to uczynić. Ten kto się nie podporządkuje memu nakazowi, niech wie, że zniszczę jego spichlerze, wypale go ogniem mego smoka zburzę jego mury, odbiorę mu łańcuch! Kompromisowy dekret króla zapisany został natychmiast na glinianej tabliczce przez łysego sługę, Allaia usiadła, a Afrag się uśmiechnął.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Michał_darkzone ponad rok temu
    Bardzo fajnie się czyta. Wkradło się parę literówek i chochlików, ale nie czepiał bym się tego. Świetny początek historii!
  • ObywatelNumenoru ponad rok temu
    Dzięki wielkie! Doceniam! Tak wiem - walczę z dysgrafią jak elfy z orkami :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania