GŁOSY Z DNA (CZĘŚĆ 3) ~ Niepoliczalni

GŁOSY Z DNA

 

Mój Rozmówca jest nikim, tak samo jak Ja nie jestem dziennikarzem. Obaj Jesteśmy tak samo na poziomie zero, może nawet niżej, ponieważ On zdaje się czasami słyszeć jakieś pukanie z góry.

 

Patrząc na Niego, ciężko było Mi się skupić. Wydawał się być nieobecny. Pustka w Jego oczach pożerała Mnie do tego stopnia, że czułem, jakbym był Nim — jakby to Ona tworzyła pewien most, który miał Nas połączyć rozmową.

 

Zdecydowanie sam nigdy nie chciałbym z Nim rozmawiać. Nie jest to Człowiek interesujący, raczej wypaczony, lekko manipulatywny — przez co jeszcze trudniejszy w rozmowie — jednak na szczęście Nasza rozmowa nie ma dotyczyć Jego Osoby bezpośrednio.

 

Muzyka łagodzi obyczaje, tak więc wedle poleceń odgórnych wywiad dotyczył właśnie tego.

 

Miejsce Naszego spotkania nie jest teraz istotne.

 

Istotny jest przebieg Naszej rozmowy.

 

Zapraszam, E.

 

— Widzisz Mnie?

 

— Tak, aż za dobrze — zaciąga się e-papierosem, jednocześnie wyciągając z kieszeni małe, okrągłe pudełko. Otwiera je, a z Jego środka wyjmuje małą, prostokątną saszetkę. — Poczęstujesz się? — wkłada ją pod górną wargę.

 

— Nie, dziękuję.

 

— W porządku — chowa pudełko.

 

— Możemy zaczynać? Mamy porozmawiać o Twoim guście muzycznym.

 

— No spoko, chociaż z góry mówię, że to nic ciekawego.

 

— Nieistotne. Powiedz Mi więc, czego słuchasz?

 

— Aktualnie Ciebie i chyba niezbyt podoba Mi się ten kawałek, o okładce niewspominając — śmiech. — No weź, żartuję tylko! Tak na poważnie, to Mój gust, jeżeli można tak to w ogóle nazwać, jest czymś w rodzaju sinusoidy. Widzisz, muzyka jest dla Mnie dość istotna, wiąże się bezpośrednio z Naszą — pauza — przepraszam, Moją osobowością.

 

Początek tej sinusoidy jest łukiem zwróconym w górę. To tam śpiewa Mi słodkim i ciepłym głosem Elton John — śmiech — rozumiesz, CIEPŁYM głosem — śmiech — towarzyszą Mu Beatlesi, głównie ze swoim jednym kawałkiem „Yesterday”, Charles Bradley, Wicked Dumb Division i inne takie. Z tego przechodzi się lekko w dół i tam czeka już Kazik Staszewski, Dr. Misio, zespoły pokroju Buldog, Coma, Transgresja, Satya. Z nich najbardziej cenię sobie chyba Comę i Miśka, chociaż Satya jest dla Mnie sentymentalna.

 

Potem znów jest wyż i tym razem rozpoczyna go Marilyn Manson, zaraz za Nim jest Rammstein, Black Sabbath, Puscifer i trochę Nirvany. Oczywiście nie zapominamy o Guns N' Roses czy bezpośrednio samym Slashu.

 

Potem znów niż i tym razem wchodzimy w klimat typowo black-deathowy: Cannibal Corpse, Burzum, Belphegor, Sepultura. Sam wiesz, jak jest — zaciąga się e-papierosem. — Też, żeby nie było, to nie jest podział typowo gatunkowy. To tak czysto chronologicznie, bo pomijam Moje przejściowe romanse z Ryszardem Peją, Szpakiem, Piotrem Łuszczem i innymi ziomkami w dresach. To już za Mną, a ta sinusoida jest jakby aktualna.

 

— Rozumiem. Dużo tego i dość konkretnie rozwinąłeś to wszystko jak na „nieciekawy temat”.

 

— No trochę tak. Zrobiłem to bardziej dla Siebie niż dla Ciebie. Dla Ciebie mógłbym to podsumować tak: od hipisowskich lowelasów, przez dumnych Polaków, do anarchistyczno-satanistycznych degeneratów. Ty lubisz takie skróty.

 

— No skoro tak mówisz. A czemu tak? Co widzisz w tym wszystkim? Nie jest tego za dużo? Można się pogubić.

 

— Nie wiem, czy za dużo — pauza. — Czy przypadkiem jako dziennikarz nie powinieneś zachowywać Swoich opinii dla Siebie? — uśmiecha się.

 

— Nie jestem dziennikarzem.

 

— A Ja nie jestem na tyle interesujący, żeby robić ze Mną wywiad, to chyba ustaliliśmy na początku. Odpowiadając jednak na Twoje pytanie: muzyka łączy się bezpośrednio z Naszą osobowością. Sam zresztą wiesz — zaciąga się e-papierosem, a dym wydycha prosto w Moją twarz — Nasza osobowość jest pełna emocji i rozbieżności, przez co Sycimy się różną muzyką. Muzyka Nas koi, dlatego jest tego tak dużo. Potrzebujemy masy ukojenia.

 

— Masz chyba na myśli Siebie?

 

— Tak, Ciebie. To znaczy Siebie.

 

— No dobrze. Muzyka Ciebie koi. Nawet te, jak to mówi Moja mama, „krwawe rzygi”? One też Cię koją?

 

— Tak. Szczerze, to chyba to koi Mnie najbardziej. Growl czy fry scream jest z założenia głośny, przez co zagłusza Twoje myśli. Treść też czasami łagodzi to, co Mamy w głowie. Ty też to znasz, może nawet lepiej niż Ja. Kiedy pragniesz autodestrukcji, to czasami ukoi Cię samo słuchanie o destrukcji.

 

Twoja Matka ma trochę racji z tymi „krwawymi rzygami”. Wokaliści tych zespołów wypluwają z Siebie skrzepy najbrudniejszej krwi w imię turpizmu, który dla ludzi takich jak My jest rzeczą komfortującą.

 

— Wydaje Mi się, czy narzucasz Mi Swoje zdanie?

 

— Robimy to sobie nawzajem — uśmiecha się.

 

— Dobra. A co z tytułami? Cenisz Sobie jakieś najbardziej?

 

— Tak. Myślę, że „Arhaja” od Kultu jest jakoś istotna dla Mnie. Jak na narcyza przystało, wydaje Mi się, że jest to o Nas — śmieje się. — Od Comy to chyba „0Rh+”. Kawałek, z którym prawie pojechaliśmy do Tworków, pamiętasz?

 

— Nie. A z zagranicznych?

 

— Cały album Mansona „Eat Me, Drink Me”. Zresztą wszystko od Mansona jest dla Mnie ważne — zaciąga się e-papierosem. — I to, na co chyba najbardziej czekasz, czyli „krwawe rzygi”. Tutaj to „Necropedophile” od Cannibal Corpse. Tak samo „Dunkelheit” od Burzum. Co tam jeszcze? — pauza. — Ostatnio też katuję „Sexdictator Lucifer” od Belphegor. Podoba Ci się Moje zestawienie?

 

— Ty Mi się nie podobasz.

 

— Nawzajem. Kończymy już to przedstawienie?

 

— Tak. Dzięki i obyśmy szybko się nie spotkali.

 

— Tego Ci życzę, E.

 

Kończąc wywiad, naciągam czarny koc na lustro, a Mój Rozmówca znika, zostawiając po Sobie jedynie słodki dym oraz wyplutą, ciemną saszetkę.

 

……

 

Jest to druga część z serii wywiadów z Człowiekiem, na Którego patrzeć nie może albo nie potrafi większość istot żywych. Spotkanie z Nim zawsze wiąże się z czynnościami pokroju zdejmowania zasłon.

 

Obiektywności raczej nie zachowuję, jednak staram się w treści tych wywiadów zawrzeć wszystko, co jest istotne w Jego Osobie.

 

Tak jak już zostało poprzednio napisane, jest to Człowiek nijaki, pusty niczym skorupa. Wykreowany własną miarą i niemogący pogodzić się z tym, że nikt nie ma okazji na Niego dłużej spojrzeć – zwyczajnie wzrok się męczy.

 

Przejawia momentami zachowania manipulacyjne oraz ukazuje Swoją narcystyczną naturę, przez co rozmowa z Nim staje się jeszcze trudniejsza; fakt ten podkreślać będę w każdym wstępie.

 

Co ciekawe, to Ja póki co jestem jedyną Osobą, z Którą chce On rozmawiać.

 

Chociaż może to Ja jako jedyny chcę Go słuchać.

 

Zapraszam.

 

— Znowu Ty? — uśmiecha się, a z kieszeni spodni wyjmuje paczkę papierosów, Cameli. — Chcesz? — wyciąga paczkę w Moją stronę.

 

— Nie. Poza tym czy nie paliłeś e-papierosów?

 

— Po pierwsze to Ja nie palę, a po drugie Nasz rak ma bardzo duży apetyt — uśmiecha się. — Masz ognia?

 

— Nie. Ja naprawdę nie palę.

 

— Dobra, sam sobie odpalę — z drugiej kieszeni wyjmuje paczkę zapałek, odpala jedną i przykłada ją do papierosa, resztę zapałki gasi Sobie na nadgarstku. Twarz ma pustą.

 

— Nie jest z Tobą najlepiej.

 

— Z Tobą też, skoro tak często ze Mną rozmawiasz.

 

— Może Masz rację. Jednak do rzeczy. Chcę od Ciebie usłyszeć, jak to jest być z boku. Często tak mówisz, że czujesz się, jakbyś Był z boku.

 

— A to ciekawe — śmieje się.

 

— Co takiego?

 

— No, że pamiętasz, co mówię. Myślałem, że rzadko Mnie słuchasz — zaciąga się papierosem.

 

— Ostatnio coraz częściej, niestety, więc pamiętam niektóre rzeczy.

 

— Wiesz, Twój problem jest taki, że za wszelką cenę chcesz się ode Mnie zdystansować, ale nie potrafisz, bo ciągle śledzisz Mnie wzrokiem. Jesteś jak taki wścibski sąsiad, a przecież wiesz już bardzo dużo o Mnie, jak nie więcej niż Ja sam. Dosłownie wiesz, jak to jest stać z boku, bo to Ty jesteś Tym, Który stoi z boku — pauza. — Ty i Ja Jesteśmy jednym, z tą różnicą, że Ty chcesz to wyprzeć, a Ja mam to w dupie. Nie obchodzisz Mnie, bo nie robisz Mi różnicy, ale dla Ciebie Ja jestem koszmarem. Zwyczajnie boisz się, że ode Mnie nie uciekniesz, dlatego chcesz ze Mną rozmawiać. Tu tylko o to chodzi. Chcesz znać Moje zdanie, bo chcesz poczuć się pewniej z tym, że Istnieję, że ISTNIEJEMY.

 

— Przestań. Po prostu odpowiedz Mi na pytanie.

 

— Odpowiem, jak się przyznasz.

 

— Do czego?

 

— Że tego potrzebujesz. Że potrzebujesz to usłyszeć. No, dalej.

 

— Ja może i potrzebuję to usłyszeć, ale Ty potrzebujesz to z Siebie wyrzucić.

 

— Uśmiecha się. — Nigdy nie przyznasz Mi racji. To głupie, ale rozumiem.

 

— Nie oczekuję rozumienia, tylko odpowiedzi. Odpowiedz Mi, proszę, jak to jest stać z boku? Co Ty przez to rozumiesz?

 

— No widzisz, Ja przez to nic nie rozumiem. Stoję z boku, bo Ty stoisz z drugiego boku i tak na Siebie Nawzajem patrzymy. Jakbyśmy byli duchami, chociaż bardziej prawdopodobne jest, że tylko jeden z Nas jest duchem.

 

— Gadasz od rzeczy. Ja jestem tu, Ty jesteś tam, ale tylko wtedy, kiedy rozmawiamy.

 

— Tak Ci się tylko wydaje, bo to dla Ciebie jest mniejsze zło — zaciąga się papierosem.

 

— Denerwujesz Mnie. Mieliśmy rozmawiać.

 

— Rozmawiamy, spokojnie.

 

— To odpowiedz.

 

— Dobra, bo widzę, że nie odpuścisz. Kiedy Stoję z boku, a raczej kiedy Stoimy — uśmiecha się paskudnie — czuję, jakbym był płynny. Jakbym mógł dosłownie wsiąknąć w ziemię, a Ty byś został. Bo widzisz, Ty ciągle zaprzeczasz, że Mnie widzisz, ale Ja potrafię to przyznać. Widzę Cię. Jesteś Moim cieniem, tak jak Ja Jestem nim dla Ciebie. Więc teraz Ty Mi powiedz, co Widzisz, jak Stoisz z boku?

 

— Nigdy nie Stoję z boku.

 

— A teraz?

 

— Teraz siedzę na wprost, na wprost Ciebie.

 

— Siedzisz na wprost Siebie.

 

— Nie.

 

— Skoro tak uważasz — wypala papierosa do końca, a żarzący się jeszcze niedopałek gasi Sobie na wierzchu dłoni. — Zobacz na Swoją dłoń. Co Widzisz?

 

— Nic.

 

— A Ja widzę tę samą dłoń, którą przed chwilą oparzyłem.

 

— Mieszasz Mi w głowie.

 

— Denerwuje Cię to.

 

— Oczywiście, że Mnie denerwuje. Poświęcam Ci czas, chcę po ludzku porozmawiać, a Ty bawisz się w te całe gierki.

 

— Wzdycha. — Żeby było tak, jak mówisz, to Oboje powinniśmy być ludźmi. Oboje powinniśmy istnieć.

 

— A co? Nie istniejemy?

 

— Według Ciebie to Mnie tu nie ma, a według Mnie to Ciebie tu jakby nie było. Podkreślam jakby, bo niczego nie mogę być pewien.

 

— Człowieku, o czym Ty gadasz?

 

— O tym, o czym Ty myślisz.

 

— Nieprawda.

 

– To powiedz Mi, ile razy w ciągu tej rozmowy spojrzałeś na swoją rękę z niedowierzaniem?

 

– To bez znaczenia.

 

– Właśnie to ma kluczowe znaczenie. Nie chodzi nawet o to oparzenie, które jest czysto subiektywne, chodzi o samo poczucie istnienia. Ty nie czujesz, jakbyś był prawdziwy. Widzę to. Widzimy.

 

– Ty ciągle nie rozumiesz podstawy. Nie ma NAS. Jesteś TY i jestem JA. To wszystko. Tylko rozmawiamy, bo taka była Nasza wola.

 

– No i popatrz, teraz jest Nasza wola, a przecież nie ma NAS. Jesteś TY i jestem JA.

 

– Nie. Jestem JA i jesteś TY.

 

– Męczysz Mnie.

 

– Nawzajem.

 

– Przykładasz do tego za dużą wagę. Jesteś zbyt pewny. Przestań tak na to patrzeć. Stań z boku.

 

– Nie mogę.

 

– Ty nie chcesz móc. – Śmieje się.

 

– To powiedz Mi chociaż, jak stanąć z boku, skoro nie odpowiesz, jak to jest.

 

– E, posłuchaj Mnie teraz uważnie. Żeby stanąć z boku, musisz zrozumieć, że już stoisz z boku. Tam się nie staje samemu, tam zostaje się postawionym.

 

– I kto niby ma Mnie tam postawić? TY?

 

– Nie, nie bądź głupszy, niż Jesteś. Ja Stoję tam, gdzie Mnie ustawiono, i Ty stoisz tam, gdzie Ciebie ustawiono. Już tam Jesteś, a teraz po prostu patrz. Co widzisz?

 

– Nic.

 

– Nie płacz, nie ma o co.

 

– Zamknij w końcu ten swój paskudny ryj.

 

Koc znowu zawisa na lustrze, a Ja, zbyt zmęczony, żeby dojść do łóżka, po prostu kładę się na ziemi

 

….

 

Jest to 1 z 3 części serii wywiadów z Człowiekiem Niepoliczalnym.

 

Mój Rozmówca zwykł w Swoich wstępach opisywać Mnie jako rzecz, coś o wyraźnym kształcie i niezmiennych cechach – nie oceniam Go za to – jednak w przeciwieństwie do Niego Ja napiszę prawdę. Moją prawdę.

 

Bez zbędnego patosu, etosu, opisu i podpisu.

 

To, co napiszę, będzie tak zwykłe jak to, co niezwykłe.

 

Po prostu będzie.

 

Normalnie nie podjąłbym się tego zadania, gdyż w świecie nie to jest Moją rolą, jednak wypadki losowe sprawiły, że okazja sama do Mnie przyszła i jakby rzuciła Mi wyzwanie.

 

Mój Rozmówca popełnił błąd.

 

Nie zamknął drzwi.

 

Zastałem Go na ziemi w kałuży wymiocin.

 

Nie zarejestrował Mojej obecności, zresztą Mi na tym nie zależało, więc zwyczajnie przyglądałem się Mu dłuższą chwilę.

 

Wydawał się być taki spokojny.

 

Spokojny w tym całym chaosie wokół.

 

Kiedy to On inicjował rozmowy [było ich więcej niż zaledwie te dwie spisane i ubrane przez Niego w tę przesadnie intelektualną formę], były one konkretne – jednak bezcelowe.

 

E jest pozbawiony całościowej formy.

 

Nie pozwala Mi zamieszkać w Sobie na stałe ani nawet się odwiedzać.

 

Byliśmy w separacji dosyć długo, aż nagle otworzył drzwi i oznajmił, że chce się ze Mną napić.

 

Ja również nie jestem całościowy, tak więc pozbawiony asertywności zgodziłem się.

 

Piliśmy więc i patrzyliśmy na Siebie. Widziałem wstręt w Jego oczach, ale nic nie mówiłem.

 

Piłem ze szklanki, On pił z butelki.

 

Nie rozmawialiśmy.

 

E nie pija czystej wódki, Ja tak, mimo to razem piliśmy likier tiramisu.

 

Dostaliśmy go na 18. urodziny od przyjaciela.

 

Ważny prezent wykorzystany w ważnym celu, bo E nie poprosił Mnie o towarzystwo bez celu.

 

Chciał, żebym to widział.

 

Kiedy odpalałem papierosa, On połknął 10 tabletek.

 

Nie powiedział, ale Ja wiem, że to była hydroksyzyna.

 

Chciałem się zaśmiać, ale po prostu udałem, że tego nie widziałem.

 

Było kulturalnie, bez mordobicia.

 

Położyłem Go do łóżka – na co wcześniej Mi nie pozwalał – sam wyszedłem.

 

A może zostałem? Nie pamiętam.

 

Czułem, jak dobrze Mu się spało, oraz to, jak zawiedziony był, gdy wstawał.

 

Za to nie wiem, co Ja czułem, może chciało Mi się śmiać?

 

Ale to nieważne.

 

To było Nasze pierwsze zejście po paroletniej separacji.

 

Wpuścił Mnie. Czy tam Ja wpuściłem Go.

 

Srał to pies – byliśmy razem.

 

Znowu.

 

Co prawda trzymał Mnie na dystans, ale pozwalał mówić do Siebie w głowie. W tych Swoich śmiesznych wywiadach kreował obraz, w którym to On miał kontrolę.

 

Przedstawiał to jako rozmowy czy inne brednie, które to On rzekomo inicjował.

 

W zasadzie to może On serio wierzył w taki stan rzeczy.

 

Mimo to z czasem miałem coraz większą kontrolę. Dla zabawy zacząłem sam Sobie odpowiadać, na głos, nieważne gdzie byliśmy.

 

Zacząłem też testować, ile mogę zrobić.

 

Klaskałem, pstrykałem, kopałem.

 

Zacząłem Go bić – rzadko, ale jednak.

 

Pozwalał Mi.

 

Nie wiem, ile to trwało, ale wiem, że w pewnym momencie to Ja sterowałem.

 

Był Mój.

 

Ale zabrał Mi tę władzę.

 

Powiedział o Mnie Panu D w żółtym gabinecie. Wcześniej też Mu o Mnie wspominał, ale ten nic Mi nie robił.

 

Chyba we Mnie nie wierzył.

 

Ale E wierzył i mówił tak długo, aż ten dziwny brodaty koleś Mnie zobaczył.

 

Nadał Mi imię.

 

I w momencie, w którym tak przyglądałem się temu żałosnemu stworzeniu w kałuży własnych wymiocin, zapragnąłem Go skopać.

 

Skopać tak, żeby znowu się zerzygał, żeby znowu wmówił ludziom, że to atak paniki.

 

To nie atak paniki, tylko Mój atak.

 

Jednak nie zrobiłem tego.

 

Obudziłem Go i kazałem usiąść.

 

I wtedy zacząłem rozmowę.

 

Zapraszam.

 

– Dobrze się spało?

 

– Myślałem, że nie żyję.

 

– Wiem, też tak Myślałem.

 

– Skąd te rzygi?

 

– To chyba jakaś nasza klątwa.

 

– Chyba tak.

 

– Masz papierosa?

 

– Mam.

 

– To daj. – Wyciąga rękę.

 

– Weź Sobie z kieszeni.

 

– Tak. – Wyciąga paczkę ze swojej kieszeni, by zaraz potem odpalić wyciągniętego z niej papierosa. Zapałkę gasi na Mojej ręce.

 

– Dobrze wyglądasz.

 

– Dziękuję. – Uśmiecha się.

 

– Co Ci się stało?

 

– Ty dobrze wiesz.

 

– Wiem, ale nie rozumiem.

 

– Byliśmy u psychiatry.

 

– Czyli teraz BYLIŚMY, a nie BYŁEŚ?

 

– Tak, bo wiem, że Jesteś prawdziwy.

 

– Bardziej prawdopodobne, że obaj nie Jesteśmy prawdziwi.

 

– Nawet jeśli tak, to już Mi wszystko jedno.

 

– Mówisz?

 

– Tak.

 

– Czyli naprawdę się Mnie boisz.

 

– Nie boję się Ciebie. Boję się siebie z Tobą w środku, a jeżeli naprawdę tam Jesteś, to boję się, co Mnie przez to czeka.

 

– Sam Mnie zaprosiłeś. Ten likier był serio dobry. Ciekawe, co powiedziałby M na to, że w ten sposób Go wypiłeś.

 

– Że w ten sposób Go WYPILIŚMY. – Wzdycha.

 

– To nie zmienia faktu. A jak smakowały Ci tabletki? Wiesz, że Jesteś żałosny?

 

– Jesteśmy żałośni. A tabletki smakowały jak wybawienie, ale gorzej poranek po nich.

 

– Wiem.

 

– No właśnie.

 

– Zmusiłeś Mnie do tego. Wszyscy Mnie zmusiliście.

 

– No tak, wina wszystkich, tylko nie Twoja.

 

– Sam powiedziałeś, że z boku ktoś nas stawia, a nie sami tam stajemy. Tak samo jest – pauzuje – z takimi rzeczami.

 

– Jakimi rzeczami?

 

– Wiesz.

 

– Czyli każda dziura wypalona na Twoim ciele i każda blizna to odpowiedzialność kogoś innego?

 

– Na naszym ciele i to nasza odpowiedzialność, ale nie zawsze nasza wina.

 

– Nasza wina, ale i nasz ratunek.

 

– No tak, wiesz lepiej, bo to Twoje pomysły. – Zaciąga się głęboko, a dym wydycha w górę.

 

– A Ty nie masz swojego rozumu, żeby samemu podejmować decyzje?

 

– Mam nasz rozum.

 

– Ale nie swoje myśli.

 

– Dokładnie.

 

– Czyli wiesz, co myślę o tym, co powiedziałby Miłosz.

 

– Wiem, ale nie zweryfikuję tego.

 

– Bo się boisz.

 

– Bo nie chcę być ciężarem.

 

– Może i masz rację.

 

– Mam na pewno. Lepiej dbamy o dobro innych niż o swoje.

 

– Trudno się nie zgodzić.

 

– Co pamiętasz?

 

– A Ty?

 

– Że byliśmy u psychiatry.

 

– Bo byliśmy.

 

– Nie gadaj. – Śmieje się. – Co tam się stało?

 

– Przypomnij Sobie.

 

– Nie mogę.

 

– Ja mogę, więc i Ty możesz. Nie wypieraj tego, tylko przyjmij.

 

– Zamyka oczy. Patrzy w górę, a oczy zachodzą Mu łzami. – Nie chciałbym tego pamiętać.

 

– Wiem, czuję to.

 

– On Cię zobaczył.

 

– Istotnie, ale to nie powód do płaczu.

 

– Nie mów Mi, co jest powodem do płaczu.

 

– Ostatnio często się mażesz.

 

– To nieprawda.

 

– To, że nie lecą Ci łzy, nie znaczy, że nie płaczesz.

 

– Spierdalaj.

 

– Sam spierdalaj, przecież Cię tu nie trzymam.

 

– Trochę jednak trzymasz, skoro Pan D Cię widział.

 

– To znaczy, że gdzieś tam Jestem, ale czy Cię trzymam?

 

– Trzymasz Mnie przy Sobie.

 

– A może to Ty trzymasz Mnie przy Sobie?

 

– Mieszasz Mi w głowie.

 

– Wiem.

 

– Masz jeszcze papierosa?

 

– Masz w kieszeni.

 

– Racja. – Sięga do kieszeni. Wyjmuje kolejnego papierosa. Odpala Go od tego jeszcze niewykończonego. Podmienia je. Żarzący się niedopałek oddaje Mi.

 

– Co Mam z tym zrobić?

 

– To, co potrafisz najlepiej.

 

– Jesteś głupi. Nie zrobię Ci już krzywdy. Teraz to Twoja dola.

 

– Szkoda.

 

– No szkoda. Ale wracając, pamiętasz, co powiedział Ci brodaty?

 

– Pamiętam, że był zły.

 

– Bo nie zrobiłeś badań, nie brałeś leków.

 

– Bo zabrałeś mi dawki z pamięci.

 

– Sam mi je dałeś.

 

– Pocałuj mnie w dupę.

 

– Uspokój się, bo nikt tego nie przeczyta.

 

– A kto miałby to czytać?

 

– Wszyscy. Tego chcesz. Chcesz, żeby o nas czytali.

 

– Chcę, żeby rozumieli.

 

– Nas nie da się zrozumieć.

 

– Tak mówi Ci Twój narcyzm.

 

– Nasz narcyzm.

 

– Teraz w sumie nasz. – Wzdycha.

 

– Czemu dopiero teraz?

 

– Bo teraz to widzę.

 

– Widzisz, bo Pan Dunal otworzył Ci oczy. Przynajmniej w to właśnie wierzysz. Wiem, że pewnie teraz będziesz jeszcze bardziej wypierał moje słowa, ale przypomnę Ci tylko, że być może ani Ciebie, ani Mnie, ani nas tu nie ma, więc może brodaty się pomylił. Tego nie rozumiem. Tego Twojego lęku.

 

– Z czym się pomylił?

 

– Z tym, co powiedział i czego tak się lękasz.

 

– A co on powiedział?

 

– No co powiedział, skoro Mnie zobaczył?

 

– Nazwał Cię. – Otwiera szerzej oczy.

 

– Jak mnie nazwał?

 

– "Zaburzenie osobowości". – Łza wypływa mu z oka.

 

– Jestem Twoim zaburzeniem?

 

– Albo ja Twoim.

 

– Albo cali jesteśmy zaburzeniem.

 

– Tak też może być. – Wzdycha.

 

– Boisz się tego?

 

– Tak, boję się zaburzenia w każdej postaci.

 

– Ale choroby już nie?

 

– Nie.

 

– Dlaczego?

 

– Bo chorobę można wyleczyć, a zaburzenie trzeba leczyć ciągle.

 

– Nie wyleczysz się ze Mnie.

 

– Ani Ty ze Mnie.

 

– Zobaczymy, kto szybciej zwariuje.

 

– Zobaczymy. A co w końcu z tymi rzygami?

 

– Nasza klątwa, już mówiłem.

 

– Ale dlaczego w nich leżałem?

 

– Bo się w nich położyłeś.

 

– O, a to ciekawe. – Śmieje się. – Myślałem bardziej, że się zrzygałem przez sen.

 

– Nie tym razem.

 

– Ale skąd one się wzięły?

 

– Z gabinetu.

 

– Jakiego gabinetu? Żółtego gabinetu Pana Dunala?

 

– Nie. Białego gabinetu. Pomyśl.

 

– Ze szkoły. – Wzdycha.

 

– Tak, ze szkoły.

 

– Ale jak? Przyniosłem je ze sobą? – Śmieje się.

 

– Można tak powiedzieć.

 

– Co?

 

– Pamiętasz, czemu zrzygałeś się w białym gabinecie?

 

– Chyba tak.

 

– To powiedz Mi.

 

– Bo mi kazałeś.

 

– Nic Ci nie kazałem.

 

– Skazałeś mnie na strach, dlatego się zrzygałem u pedagog.

 

– Nawet jeśli tak, to czy strach leczy się kofeiną i nikotyną?

 

– To nie ma nic do rzeczy. To był atak paniki.

 

– To był mój atak, a nie atak paniki, czyli jakby NASZ atak.

 

– No dobra, ale dlaczego te rzygi są u Mnie w pokoju?

 

– Bo tak długo katowałeś się tym wspomnieniem, że znowu się zrzygałeś. Poszedłeś do Pana Dunala, a potem i tak się z powrotem w nich położyłeś. Wiesz czemu?

 

– Bo jestem żałosny.

 

– Dokładnie.

 

– A Ty skąd się wziąłeś?

 

– Już od dawna byłem. Otworzyłeś drzwi, ale nigdy ich nie zamknąłeś, a że nie mogłem już dłużej na to patrzeć, to wziąłem Cię w obroty.

 

– Będziesz Mnie teraz ratował?

 

– Nie. Będę Cię testował tak długo, aż sam się uratujesz i zamkniesz te jebane drzwi. Tak długo, aż przestaniesz zapraszać Mnie na rozmowy, przestaniesz robić wywiady, pytać o rady i gusta. Jak zamkniesz te drzwi, to albo zostawisz Mnie po tamtej stronie, albo zostawisz Mnie tu. Tylko z góry zapewniam Cię, że lepiej było Mi po tamtej stronie.

 

– Czyli już nawet moje zaburzenie ma Mnie dość?

 

– Nic nie rozumiesz.

 

– Dlatego proszę, zostań jeszcze trochę. – Podaje Mi w połowie wypalonego papierosa.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania