Głupi żart, czyli życie Bianki, część 2

To zaskakujące, jak łatwo uwierzyć w to, co się mówi, nawet jeśli wiemy, że to nie prawda. Zaczęłam już sama wierzyć w to, że moje życie to tylko chwilowy głupi żart i niedługo wszystko będzie jak dawniej. Ale już nic nie będzie, jak dawniej. Mama nigdy nie będzie do końca sprawna, a ja chyba już nigdy nie wrócę do swojego dawnego życia.

W szkole tak naprawdę nic się nie zmieniło. Tylko moja najlepsza przyjaciółka – Sara, wie o moim wypadku. Reszta szkoły zna wersję, że się wywróciłam i nie było mnie w szkole, bo musiałam leżeć w łóżku ze względu na zerwane ścięgna. Tak jest lepiej.

- Hej B – przybiega do mnie Sara tuż po tym, jak wykuśtykałam po schodach pod salę lekcyjną – Jak się czujesz kochana, bardzo cię boli? Jezu, wiesz co mamy nowego chłopaka w szkole, takie ciacho. Na pewno ci się spodoba. W ogóle to co z Allanem? Słyszałam, że ma wielką śliwę pod okiem, ale nie wiem skąd – uśmiecham się w duchu – Ale należało mu się. Zachował się, jak dupek w stosunku do ciebie. A jak ty w ogóle się trzymasz po tym rozstaniu? Pewnie strasznie ci smutno. Spokojnie, zaraz ci kogoś znajdziemy. Wiesz, ile facetów marzy o takiej dziewczynie, jak ty? Pozabijają się, żeby mieć tancerkę jako dziewczynę. Ale w sumie ty już nie tańczysz. Głupia jestem... - zawsze pozwalam jej mówić dopóki się nie wygada, a czasem oznacza to długie godziny, ale lubię słuchać i dawać jej rady.

- Jest mi dobrze w stanie singla.

- Boże, dlaczego moje życie jest takie idealne? Czuję się z tym głupio. Ale wiesz, ostatnio mam podejrzenia, że Marcel mnie zdradza. Myślisz, że to możliwe?

- Już całkiem zwariowałaś. Marcel kocha cię nad życie.

-No niby Allan ciebie też kochał, a jednak – posłałam jej jednoznaczne spojrzenie – okay, już się zamykam. Chodźmy na lekcje.

Niestety wbrew planom Sary, nowy chłopak w klasie w ogóle nie wpadł mi w oko. Jest całkiem miły, ale nie dla mnie. Po zerwaniu z Allanem nie mam ochoty na kolejnego faceta, ale jeśli miałby jakiś się pojawić, to na pewno nie w tym stylu.

Raczej nie jestem regularna imprezowiczką. Dzisiaj dostałyśmy zaproszenie na osiemnaste urodziny dziewczyny z klasy do klubu w centrum na 19:30. Pomimo niesprawności fizycznej pomyślałam, że głośna muzyka i otoczenie miłych ludzi pomogą mi się jakoś odstresować. Na pewno kusząca była też możliwość zapomnienia o bożym świecie dzięki kilku dobrym drinkom.

- Gotowa na melanżyk? - Sara i Marcel już czekają na mnie pod domem. Moja przyjaciółka jak zwykle wygląda fenomenalnie. Ja postawiłam na klasyczny luz.

Impreza wygląda całkiem fajnie. Przystrojona sala, fajna muza, przekąski... Wreszcie mogę zapomnieć o wszystkich problemach. Sara i Marcel już po wejściu zostawili mnie dla wiru tańca. Niestety nie mogłam nacieszyć się samotnością na tej imprezie zbyt długo. Pięć minut później dosiadł się do mnie ten nowy chłopak ze szkoły.

- Hej. Jestem Chris. A ty chyba nazywasz się Bianka, tak? - O Boże. Chris, serio? Jakie oryginalne. - Czemu taka piękna dziewczyna siedzi sama na tej genialnej imprezie?

- Jakbyś nie zauważył nie mogę chodzić i nie mam ochoty tańczyć. Lepiej znajdź sobie inna partnerkę na wieczór.- Zdecydowanie za blisko się do mnie przysunął i wyczułam, że chyba już trochę wypił.

- O, jaka niedostępna. Kręci mnie to nawet. - znowu się przysunął a ja nie miałam już miejsca na kanapie, żeby się odsunąć. To przestaje mi się podobać. Chciałam wstań, ale miał nade mną przewagę ze względu na kontuzję.

- Odsuń się – mogłabym mu przywalić, ale nie chciałam robić zadymy.

- Hej. Odpieprz się od niej. Nie widzisz, że cię nie chce? - za nami stał jakiś chłopak, którego nigdy wcześniej nie widziałam.

- A ty co się wtrącasz? - Kiedy Chris z waleczną miną stanął obok nieznajomego wyglądał komicznie. Był niższy o głowę i o połowę chudszy. Chyba sam to zauważył, bo gadając coś pod nosem poszedł sobie od nas. Nieznajomy usiadł obok mnie.

- Wszystko okay? - zapytał.

- Tak. Dzięki za pomoc z tym palantem. - naprawdę byłam mu wdzięczna.

- Nazywam się Igor, a ty?

- Bianka. - nie wiem, czemu ten chłopka pomimo swojego dość groźnego wyglądu budził we mnie zaufanie. Chciałam, żeby został i żebyśmy mogli dalej tak po prostu rozmawiać. Na szczęście właśnie tak się stało.

Nawet nie wiem, kiedy przybiegła Sara z Marcelem i powiedzieli, że już pierwsza w nocy.

- Muszę już iść, ale może jeszcze się spotkamy... - nie wiem, dlaczego to powiedziałam, ale nie żałowałam tego.

- Na pewno- podoba mi się pewność w jego głosie.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania