Gniazdo
Chłodne światło księżyca
Sączy się przez szczeliny
I przypomina mi,
Że gdzieś jesteś.
Pamiętam —
Twoje dłonie
Budowały mi gniazdo.
Zasypiam z językiem
Przyklejonym do twojego imienia,
Choć nie wymawiam go głośno
Od miesięcy.
W snach
Twoje palce wędrują
Po kręgach mojego kręgosłupa.
Twój dotyk
Wciąż mieszka pod moją skórą —
Ścieram go paznokciami,
Ale wraca:
Lepkim szeptem na mokrej poduszce.
Nie byłeś zbawieniem,
Byłeś pragnieniem
Które przyszło
Głodne.
Nocą,
Ciałem
Wciąż cię wołam.
Bo gniazdo,
Które zbudowaliśmy,
Było z piór,
Które wyrwałam z siebie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania