GODZINY SZCZYTU
GODZINY SZCZYTU
Godziny szczytu, już miastowy farsz
leje się szparami, ciemnawe ulice,
przyszyty frakami, złowrogi tka marsz.
Istnieje nie dalej...spełnione kostnice.
Godziny szczytu, cienie opasłe,
skradzione latarnie...pragnienie żebraka.
Tramwaje zamknięte i nadzieje zgasłe.
Klucze zgubione w ciemności, pieśń jaka
Na dworcu, pod miotłą. Szpetne fraki
z robotem smaganym, hańbę chcąc zatrzeć
w rytm tyknięć dymu. Cicho-martwe
wraki
nie chcą, wpółmartwe, czy nie mogą patrzeć.
Komentarze (5)
Podoba mi się abstrakcyjny noir twojego miasta, być może dlatego, że nie podobają mi się miasta i widzę je trochę tak jak ty to opisałeś (jeśli silę się już, by zobaczyć w nich jakąś magię), chociaż ja nie potrafię przedstawić ich równie intrygująco. 5.
Dziękuję.:)
Zgadzam sie ze slowami nazaretha.5
Świetnie napisany wiersz. Bardzo mi się podoba. Zostawiam zasłużone 5
Jak Baczyński:) 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania