gołąb widział ostatni
było tam kilka okien
w tym jedno ulubione
codziennie rozsuwała smutek potarganą zasłoną
na parapetach kamienic
przezroczyste przekleństwa sąsiadów
niepewne składały słowa do uśmiechu
na płacz będąc zbyt słabe
co ranek przesyłała słońcu grymas twarzy
licząc na lichy promień na starym lustrze
kiedy widziała rondo jego kapelusza
nawet deszcz był przetykany złotem
dziś nie przeszedł
zasunie z powrotem ciężkie kotary
starcze usta skrzywi bezsilnie
dźwigając na plecach niepewność
tylko gołąb na parapecie krzyknął
ona już nie
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania