Gonię
Gonię spojrzeniem pomiędzy płytkami a trawą. Podążam wzrokiem niecierpliwym i niepewnym. Moje oczy przemieszczają się z pewną nerwowością, a gałki oczne dygocą i wibrują. Zmysł wzroku drga z szybkością. Głowę mam nieporuszoną i nie wskazuje na rozbieganie, a jednak ono występuje. Widzę powietrze zmuszające mnie do rozpędu, a potem biegu. Pędzący kształt własnych wyobrażeń i taki też pęd ulokowany w tym co myślące. Wewnętrzny maraton, goniący i dopowiadający rzeczy których mogłabym się wyzbyć. Schodzenie w dół, bo wciąż mam wrażenie że nic mnie już tutaj nie czeka, jeśli za oczekiwanie brać zło które się dzieje. Słyszę telefon. Jestem zmuszona improwizować, a krótki czas rozmowy biegnący nie po mojej myśli, pozostawia niedosyt. Czuję że muszę to rozładować. Odzywam się bez sensu, raz i drugi. Mówię poplątane rzeczy, zupełnie pozbawione znaczenia. Czuję, że brak podjęcia ruchu był najwłaściwszym poruszeniem, ale już go nie ma. Wydarzenia zmuszają do ruchu i do dookreślenia się.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania