Górą Edek
puszysz się dumnie hołdując prostactwu
mój ty pawiu w ptaszarni, papugo narodów
(wiele się chyba od wieków nie zmienia?)
każde jedno napęczniałe oczko w ogonie
gbur i antyintelektualista
spuchnięty poczuciem własnego znaczenia
dziesiątki, tysiące i miliony edków
przetaczają się niby cyniczna szarańcza
obżerać się lecą zanim legną trupem
szczerze, przytłacza mnie ogrom tej masy
miliony przede mną i miliony po mnie
samotna w nich wyspa i jeden wyrzutek
boję się mojej tu bezcelowości
błądzić i chodzić wciąż w kółko na marne
grzebany w ciepłym piasku sztuki atoli
na wyspy szczęśliwe odlecieć się marzy
gdzie czeka już na mnie prawdziwy orzełek
i kochać tam wszystkich - naprawdę! do woli!
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania