Górna lewa jedynka — opowi-core
[Próchnicy nie widać, a jednak coś żre.]
Od miesiąca Sylwestrowi ciemnieje ząb – i całe „cześć” robi się trudniejsze.
W pracy oddech ma dystans. W barze też.
Babcia: kocimiętka.
Ciocia Lusia: nafta – dwa smrody się zniosą.
Dwa – żuje.
Dwa – smaruje.
Cztery – ludzie cofają się szybciej, niż zdąży przeprosić.
Wysupłuje drobniaki z kieszeni i siada u dentysty.
Ten świeci lampą, jakby szukał sensu.
– Dziwne. Próchnicy nie widzę.
Wieczorem idzie „na jednego”, żeby znieczulić wstyd.
Ktoś znieczula go lepiej – prosto w szczękę.
Pęka coś małego, twardego – i nagle robi się lekko.
Budzi się przed jaskinią. Kamień ma zimny oddech.
Patrzy po sobie – łuska, skrzydło, gardło jak piec.
– Aha. To dlatego w legendach smoki mówią ludzkim głosem.
Zionie ogniem i leci do Kraka po dziewicę na kolację.
Dziewica spojrzała na ząb.
– Nazywam się Konsekwencja. Ty już mnie znasz.
Sylwester przełknął ogień.
Inspiracja: to jest moja wersja po lekturze „LBnD 36 – Górna lewa jedynka”. Kiedyś przypadkiem na to trafiłem i tak mi się spodobało, że postanowiłem to sobie zachować. Przełożyłem go na swój język i lekko odświeżyłem, bo siedzi świetnie.
Autor: Bajkopisarz
Komentarze (16)
O zębach często są dobre historie, przez jedną o mało nie padłam, tak się śmiałam. 😊
Żartuję. O ząbki trzeba dbać!
Więc inspirację trzeba poczytać teraz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania