Górna lewa jedynka — opowi-core

[Próchnicy nie widać, a jednak coś żre.]

 

Od miesiąca Sylwestrowi ciemnieje ząb – i całe „cześć” robi się trudniejsze.

W pracy oddech ma dystans. W barze też.

Babcia: kocimiętka.

Ciocia Lusia: nafta – dwa smrody się zniosą.

Dwa – żuje.

Dwa – smaruje.

Cztery – ludzie cofają się szybciej, niż zdąży przeprosić.

Wysupłuje drobniaki z kieszeni i siada u dentysty.

Ten świeci lampą, jakby szukał sensu.

– Dziwne. Próchnicy nie widzę.

Wieczorem idzie „na jednego”, żeby znieczulić wstyd.

Ktoś znieczula go lepiej – prosto w szczękę.

Pęka coś małego, twardego – i nagle robi się lekko.

Budzi się przed jaskinią. Kamień ma zimny oddech.

Patrzy po sobie – łuska, skrzydło, gardło jak piec.

– Aha. To dlatego w legendach smoki mówią ludzkim głosem.

Zionie ogniem i leci do Kraka po dziewicę na kolację.

Dziewica spojrzała na ząb.

– Nazywam się Konsekwencja. Ty już mnie znasz.

Sylwester przełknął ogień.

 

Inspiracja: to jest moja wersja po lekturze „LBnD 36 – Górna lewa jedynka”. Kiedyś przypadkiem na to trafiłem i tak mi się spodobało, że postanowiłem to sobie zachować. Przełożyłem go na swój język i lekko odświeżyłem, bo siedzi świetnie.

Autor: Bajkopisarz

https://www.opowi.pl/gorna-lewa-jedynka-a72945/

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania