Gówniana sprawa

Niektórzy z Was wiedzą, inni zapewne nie, czym od jakiegoś czasu zajmuję się w życiu. Nie wnikając w szczegóły – moja praca wymaga ode mnie, abym zgłębiał tajniki anatomii i życia gęsi oraz kaczek. W tym wypadku będzie o tych pierwszych.

Wyobraźcie sobie, że jelito gęsi osiąga długość około 4 metrów. Dla porównania: jelito człowieka ma około 8 metrów. Dla tych, którzy nie wiedzą – człowiek jest tak gdzieś dziesięciokrotnie większy od gęsi. Jelito gęsi ma nieprawdopodobną przepustowość. Jest w stanie wyprodukować około stu klocko-placko-gówien na dobę. Oznacza to, że zrzut następuje średnio co dwanaście do dwudziestu minut. Łączna dzienna masa fekalna oscyluje w granicach kilograma. Taka gęś na wolności – na ten przykład kanadyjska – potrafi dożyć dwudziestu czterech lat. Oznacza to, że przy, jakby to ująć, sprzyjających wiatrach gęś na wolności może wyprodukować ponad dziesięć ton urobku. Gęś. Jedna. Taka ze skrzydłami, wiecie. Natomiast nasza ludzka, średnia życiowa to około czterech ton gówna. Przy czym żyjemy czterokrotnie dłużej, ważymy więcej, mamy większe jelito i jemy więcej. Taka ciekawostka. Populację dzikich gęsi szacuje się na 25 milionów, a gęsi hodowlanych na 360 milionów sztuk. Przeliczyłbym Wam na tony, ile to będzie urobku, ale nie potrafię tej liczby nazwać ani tym bardziej zapisać. Jak śpiewał Kazik: „Nie umiemy wypowiedzieć tego, co chcemy policzyć”. Także tego.

Jednak powstaje pytanie, czy takie nieprzebrane morze gęsiego gówna może zostać jakoś kreatywnie zagospodarowane. A i owszem, chociaż nie rozumiem, czemu to ekstremalnie niszowa kwestia. Wyobraźcie sobie: w 1994 roku Amerykanin Gary Blum zastanawiał się, jaką niespodziankę sprawić swojemu odchodzącemu na emeryturę przyjacielowi. Ponieważ znali się wiele lat, wiedział, że żona przyjaciela nienawidzi gęsi. W związku z tym wybór był bardzo prosty. Pan Blum nazbierał gęsich trufli i podzielił je na różne odcienie. Ususzył. Wymieszał z klejem do tapet i przy pomocy tej mikstury namalował – a jakże, co innego – gęś. Przyjaciel był zachwycony, prezent zrobił furorę i niedługo potem pan Gary został zasypany zleceniami na swoją, że tak to ujmę, gównianą sztukę. Przez kolejne dwadzieścia cztery lata – cóż za zbieżność ze średnią długością życia gęsi – stworzył około tysiąca dzieł, niosąc światu radość.

Zacząłem szukać innych gównianych artystów i okazuje się, że malowaniu kupą bezwzględnie należy dodać jakiś wydumany ładunek emocjonalny. Współcześnie niemal każda taka praca traktuje o konsumpcjonizmie, przemijaniu lub stanowi krytykę instytucjonalną. Niemal każda, bo mamy na szczęście Wernera Hartla, który maluje czystą radością i krowim plackiem. Dla zainteresowanych: krowa w ciągu życia może wyprodukować trzysta ton nadzienia. Żyje ich 1,5 miliarda co daje rocznie… nie, dobra, nieważne. Pan Werner robi z gówna akty – tak na marginesie.

Względnie udanego – a przynajmniej niegównianego - tygodnia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania