Grono
Podeptaliście moje grona.
Moszcz, ciepły jeszcze,
pełznie ku progowi —
jakby szukał wyjścia z ciała.
Fermentacja ruszyła
pod skórą, beztlenowo.
Coś jednak syczy,
jakby powietrze schodziło z winy.
Zabutelkuję się sam,
stoczę w wilgoci piwnicy.
Szkło zapamięta odbicia.
A wy —
dociśniecie korek za mocno,
i pęknę od środka.
Degustacji nie będzie —
tylko odłamki.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania