Groteska?

Na tablicach ostrzegawczych dworca zapisano słowo „człowiek”

Pełznąc ciężko w konwulsji pijanej pociągi ze środka miasta ruszają

A dworzec jakby w ziemię wbity ani drgnie

Tylko megafon skrzypi i rzęzi w melodię zwiniętym rytmem

rzęzi ---rzęzi--- skrzypi ----charczy ----woła że kogoś poszukuje

I nagle cisza zapada cisza chłodny cień pod metalową czaszą pod dachem dworca

Megafon znów kogucim dyszkantem: głośno -- głośno—głośno---

Pociągi z łoskotem potoczyły się gdzieś tam na koniec Ziemi

Megafon znów swym trelem: człowiek --- człowiek ---- niech przybędzie człowiek

Ulice w niemej ciekawości na perony dworca jak wielkie słoneczniki obróciły latarnie

Fasady domów zmysłowo ocierały się o tkaninę wieczoru...

-------------------------------------------------------------------------------

Ten krótki tekst napisałem w wieku 22 lat; komentarz: czekałem na jakiejś stacji kolejowej na peryferiach pewnego miasta przemysłowego, które z wielkim trudem, w wielkim bólu sapało i dyszało, przeżywało swoją stalowo-chemiczną agonię; miasto dusiło się i próbowało złapać oddech, jęcząc gorącym żużlem, błagało o ratunek roztopionym plastikiem; na wysypiskach śmieci, a może trochę dalej na hałdach przypominających stare góry, już dawno wypiętrzone, na falach ciepłego powietrza tańczyły żółto- fioletowe płomienie, a może raczej iskierki... Pociąg towarowy złożony z tysięcy wagonów (sto tysięcy szarych stalowych sześcianów na kołach) od samego rana przejeżdżał na sąsiednim torze; wydawał z siebie dźwięki o przebogatej skali: tarcie metali o metale, skrzypienie, łoskot przypominający lawinę w Alpach Szwajcarskich... W półmroku poczekalni czterech facetów jadących do pracy lub wracających do domów ukrytych za hałdami spokojnie grało w karty; poszarzałe karty pamiętające poprzednie stulecie, a może czasy ich dziadków; elektrociepłownia po drugiej stronie torów buczała w sposób natrętny i monotonny; zrudziały od kąpieli w historii miasta autobus (kiedyś wygodny Ikarus) zanurkował w korycie błotnistej ulicy; teraz sprawnie płynął i kluczył między drzewami, słupami energetycznymi, familokami i blokowiskami mocno zbudowanymi na spoiwie codziennych, cowieczornych ---conocnych utrapień--- W tym parku po drugiej stronie roi się od tłustych kotów---;;; na czym tak się utuczyły te kocury--- pyta pewien facet w mundurze zakładu tramwajów miejskich;;;; on pracuje w warsztacie--- dużo mi powiedział /// przez pół życia spawał i frezował---//--- teraz siedzi przy wejściu do poczekalni;;; początek pociągu towarowego przeszył połowę kraju, przejechał przez port w Gdyni i sprawnie "załączył" Skandynawię/// miasta po drugiej stronie jak bożonarodzeniowa szopka wprawiona w ruch i oświetlona ciepłymi cukierkami lampek i lamety---/// teraz powietrze lekko zadrżało--- miejska siatka latarń wydała z siebie okrzyk kolorów= ten ogród osobliwości złożony z dorodnych słoneczników --

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania