"Guardion"

Rozdział 1

 

Spojrzałam na zegarek, była siódma trzydzieści. Dziwne, nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się wstać przed budzikiem,

chyba zapiszę to w kalendarzu. Jak sięgam pamięcią to mój pierwszy raz. W sumie nie ma się co dziwić, dzisiaj

wielki dzień, a mianowicie rozpoczęcie liceum, kolejny etap w moim życiu. Trochę się cieszę na tą myśl, w końcu

każdy człowiek lubi iść w nieznane, przeżyć coś nowego. Będzie mi brakowało gimnazjum to pewne, tego beztroskiego życia,

traktowania nas jeszcze jako bachorów. To było przyjemne, nie raz zdarzyło mi się coś przeskrobać, na co rodzice

przymykali oko. Wiem, że teraz będzie inaczej, może to i dobrze, kiedyś trzeba dorosnąć. Przecież między gimnazjum,

a liceum są tylko dwa miesiące przerwy, a są one tak ważne. Trzeba zdecydować, w jakim kierunku się pójdzie,

nie jestem jeszcze na to gotowa, nie mam pojęcia co chce robić w życiu. Mam milion planów na minutę, sama

się w tym pogubiłam. Rok temu moim marzeniem było zostać malarką, to była moja pasja. Całe dnie siedziałam

w pokoju i szkicowałam, rysowałam, potrafiłam tak bez przerwy. Dzisiaj patrząc na swoje prace, cieszę się, że mi

przeszło, najlepsze to one nie są. Nie jestem pewna czy w jakimkolwiek konkursie wyróżnienie bym dostała, może

gdyby on brzmiał "Najbrzydsza praca roku", no wtedy to bym mogła wygrać nawet główną nagrodę. Wczoraj chciałam jeszcze

zostać sędzią, uśmiecha mi się myśl, że ostateczna decyzja będzie należeć do mnie. Ale jak się dowiedziałam

ile to nauki, to też zrezygnowałam. Dzisiaj chcę zostać dziennikarką, a jutro kto wie. Nie pozostało mi nic innego

jak pójść do liceum ogólnokształcącego. Wybrałam klasę humanistyczną, zawsze uwielbiałam język polski, historię,

muzykę. Rodzice mnie pchali na profil matematyczny ale jak zobaczyli moje wyniki z egzaminów, nigdy więcej na ten temat

nic nie powiedzieli. Bardzo dobrze mi z tym było, to naprawdę wstyd tak słabo je napisać. Pewnie się czuli po części

winni, w końcu jestem ich córką, ale dla mamy matematyka, też była piętą Achillesa. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Właśnie zadzwonił budzik, godzina ósma, za dwie godziny jeden z najbardziej ekscytujących momentów w moim życiu.

Wyłączyłam go, po czym zeszłam do kuchni na śniadanie.

-Hej skarbie- usłyszałam z kuchni dobiegający głos mamy.

Ona to od rana się krzątała w kuchni, uwielbiała gotować, była w tym naprawdę dobra, a mi sprawiało problem zrobienie jajecznicy.

-Cześć mamo- pocałowałam ją w policzek i usiadłam na swoim krześle

Gdy nagle coś mnie złapało za nogę, i to naprawdę mocno.

-Kevin - wrzasnęłam.

Ałaa, to naprawdę bolało, skąd to dziecko ma tyle siły? Wyciągnełam go spod stołu i zaczęłam łaskotać. Wiedziałam, że

to lubi. Darł się wtedy wniebogłosy, ach ten mój braciszek zawsze lubił być w centrum uwagi. Może i coś ma po siostrze,

też mi to sprawia przyjemność.

-Wiktoria zostaw brata i usiądźcie do śniadania. To nie jest dom wariatów!

Jak zwykle mama zaczynała dzień tymi samymi słowami. Ale patrząc tak czasem na moją rodzinę, coraz częściej

uważałam, że jednak się myli.

Posadziłam Kevina na krześle, i sama zajęłam swoje miejsce.

-Skarbie co dzisiaj zakładasz? Może w końcu założysz sukienkę, w szafie masz kilka ładnych. Nie widziałam Cię w żadnej

już tyle lat. Nie zapomnij jaką masz płeć-teraz był czas na monolog mamy, na temat mojego stylu ubierania.

Ubierałam się normalnie, spodnie i jakieś koszulki. Było mi tak znacznie wygodniej. Co prawda mam złe wspomnienia z

sukienkami. W drugiej klasie gimnazjum, Damian, mój przyjaciel podniósł mi sukienkę do góry, przez co stałam się

pośmiewiskiem całej szkoły. No, bo w końcu, która dziewczyna w tym wieku nosi majtki w misie. Tak to jeden z

najgorszych momentów w moim życiu. Nie odzywałam się do niego, przez miesiąc, jednak w końcu się pogodziliśmy.

Zemsta była słodka, przeczytałam przy całej klasie jego list miłosny do mnie z podstawówki

-Dzięki za śniadanie, a właśnie będę dzisiaj później, idę z Sylwią i Damianem na pizzę -powiedziałam i ucałowałam mamę,

brata i tatę, który właśnie wszedł do kuchni.

Weszłam do pokoju i stanęłam przed lustrem, rozmyślając propozycję mamy na temat sukienki. Zajrzałam do szafy, okej

trzeba przyznać była naprawdę cudowna, ale ja w sukience, to będzie dla wszystkich szok. Ale lepiej teraz przełamać

pierwsze lody, bo później się pewnie nie odważę. Założyłam ją, musiałam przyznać, że wyglądałam naprawdę ładnie.

Idealnie pasowała, skąd mama to wiedziała? Założyłam do niej czarne balerinki i tego samego koloru torebkę. Włosy

rozpuściłam tak, żeby swobodnie spadały na ramiona. Lubiłam ich odcień blond, wyglądały jakbym miała pasemka.

Przejechałam tuszem po rzęsach i ustom nadałam czerwony kolor. Jeszcze dałam cień, żeby podkreślić błękit moich uczu.

W sumie wyszło całkiem nieźle, może mam jakiś potencjał na kosmetyczkę, przemyśle to. Po umyciu zębów i wylaniu na siebie

pół butelki Calvina Kleina, byłam gotowa. Uwielbiałam te perfumy "Obsession Night", to już druga butelka.

Wyszłam z pokoju, Damian pewnie już czekał, dobrze, że mieszkał kilka domów dalej, szkoda, że jednak wybrał inny

profil ale wiem, że to nie przeszkodzi w naszej przyjaźni. Dobrze, że Sylwia ze mną poszła, totalne moje przeciwieństwo.

To jak wygląda jest dla niej ważniejsze od oddychania. Pewnie to jak dziś się prezentuje, skomentuje jako jej zwycięstwo.

Rodzice się na mnie spojrzeli jak na kogoś z obcej planety. Schodząc tak po schodach, tylko jeszcze czerwonego dywanu

brakowało.

-Na co się tak patrzycie?! To ja Wiktoria wasza córka, ta sama co kilka minut wcześniej. Nie jestem jakimś okazem

rzadkiej rośliny. -może i przesadziłam, ale to była ciężka decyzja w moim życiu, a oni mi

to jeszcze utrudniali.

-Po prostu jak patrzę jaka piękna z Ciebie dziewczyna, coraz bardziej przypominasz swojego tatusia -powiedział tata

i się uśmiechnął.

Kevin dalej siedział z otwartą buzią i się nie odzywał ,nie dziwie mu się w sumie. Widok mnie w sukience to coś nowego.

-Bardzo zabawne Tato -pomachałam im i wyszłam z domu. Jeszcze tylko muszę znieść docinki Damiana, Sylwii, i miliona

innych osób, zaczyna się piękny dzień. Czemu nie założyłam tych spodni ?!

-Nawet się nie odzywaj Damian, musiałam to znosić w domu. Wielkie mi halo założyłam sukienkę, ale to nie jest powód

żeby robić z tego nie wiadomo co -zaczęłam swoje przemówienie.

-Chciałem tylko powiedzieć, że wyglądasz pięknie -przerwał mi Damian

-A tak dzięki, a jak było w Turcji?

Chciałam szybko zmienić temat, dziwnie było słyszeć komplementy od niego. Nie potrafiłam na niego spojrzeć w inny sposób

niż teraz, jako przyjaciela. W sumie nie dziwię się Sylwii. Grał w piłkę nożną, był wysportowany, wydatne

usta, zielone oczy, widoczne kości policzkowe, naprawdę przystojny. Mimo to, zawsze będzie moim Damianem za czasów

kiedy miał nadwagę, i wyglądał jak Kubuś Puchatek. Na pewno znajdzie w liceum jakąś dziewczynę, a ja mam nadzieję znaleźć

tego jedynego.

-Było naprawdę świetnie, poznałem masę nowych ludzi, szkoda, że nie pojechałaś, moi rodzice chętnie by Cię zabrali.

A ja bym miał komu dokuczać, a tak to musiałem się zadowolić trzyletnią siostrą, która mi spokoju nie dawała.

Musiałem z nią budować zamki, wyobrażasz to sobie ?!

-Damian co Ty chcesz, miałeś towarzystwo na swoim poziomie -uwielbiałam się z nim droczyć.

Całą drogę do szkoły przegadaliśmy na temat jakichś głupot. Ta rozmowa do najambitniejszych nie należała. Opowiadał

mi na temat tamtej kultury, tradycji, która tak bardzo różniła się od naszej. Rozmawianie i przebywanie w jego

towarzystwie było naprawdę miłe, szybko z nim upływał czas. Do szkoły nie było wcale tak daleko, pieszo dwadzieścia minut,

a, że była ładna pogoda, mogłam chodzić. Na miejscu mieliśmy się spotkać z Sylwią, która podkochiwała sie w Damianie.

Nie powiem jej o komplemencie, który dzisiaj od niego usłyszałam, chyba mnie zabije. Moja przyjaciółka zawsze dostawała

to co chce. W sumie co się dziwić, była naprawdę atrakcyjna. Średniego wzrostu z długimi szczupłymi nogami,

pięknymi włosami, i oczywiście jak zawsze idealnie ubrana i umalowana. Damian psuł jej statystyki, jako jeden z wielu

jej adoratorów jej odmówił. Myślałam, że Sylwia nie dojdzie do siebie, to był dla niej szok. Robiła mu na złość

przez naprawdę dugi czas, w końcu stwierdziła, że takim sposobem go nie zdobędzie. Wymyśliła nową taktykę, i chciała

ze mną ją dzisiaj omówić, bałam się usłyszeć.

-No to jesteśmy. Naprawdę ładna ta szkoła, nie mogę uwierzyć, że to juz liceum -powiedział Damian

Stanęliśmy przed szkołą o naprawdę sporych rozmiarach. Była świetnie zaprojektowana. Bałam się do niej wejść, czułam, że

coś się zmieni. Nie wiedziałam tylko co, zawsze miałam dobrą intuicję, po mamie. Miałam przeczucie, że przekraczając jej

próg, przypieczętuje sobie przyszłość na zawsze.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania