Poprzednie części:  Gwiezdny Motyl - ROZDZIAŁ 01

Gwiezdny Motyl - Rozdział 02

── Wybacz, dopiero po twoich słowach sobie o tym przypomniałam! To przeze mnie straciłeś swoje dotychczasowe życie i powinność! ── odparła po chwili Stella, czując się okropnie z tego powodu.

 

── Gdybym tego nie zrobił, teraz bym z tobą nie rozmawiał prawda? A tym bardziej, nie miałabyś możliwości odrodzenia się w innym świecie, czyż nie? ── spytał po chwili, nieco odsuwając swoją twarz od kwadratu, aby już jej tak nie stresować.

 

── Masz co do tego zupełną rację, ale nie czuję się komfortowo, że przez to stałeś się moim strażnikiem... ── stwierdziła po chwili Stella, nie czując się z tym komfortowo, bo czuła, że nie miał w planie czegoś takiego.

 

── Nie musisz się tak czuć, prawdę mówiąc, od dawna nie mogłem znaleźć sobie miejsca i miałem wrażenie, że moja egzystencja nie miała sensu do czasu, gdy cię spotkałem! ── wyjaśnił po chwili, próbując przekonać ją, aby zmieniła co do tego zdanie.

 

W pierwszym momencie Stella myślała, że źle usłyszała, ale po jego mimice twarzy zrozumiała, że jednak dobrze usłyszała. Wyglądało na to, że jednak na serio, ich spotkanie było im pisane, bo ona sama tak samo się czuła w tamtym życiu jak on. Nigdzie nie mogła znaleźć sobie miejsca, zawsze miała wrażenie, że jej życie, jej było bez sensu. Nie wspominając o tym, że nie ważne, jakby chciała znaleźć sobie kogoś, żaden związek jej nie wychodził.

 

Co jeszcze bardziej potęgowało u niej frustrację, aż do momentu, kiedy na niego przez przypadek trafiła. Wówczas coś w środku jej duszy wskoczyło na swoje miejsce i poczuła, że w końcu znalazła tego jedynego. Jednak nie trwało to zbyt długo i myślała, że znowu będzie ten horror przechodziła na nowo. Jednak, jak widać, do tego nie miało nadejść, co było jej na rękę.

 

── W sumie tak samo myślałam, nim cię poznałam i świat dopiero nabrał kolorów... ── zauważyła po dłuższej przerwie Stella, dopiero po tym, zdając sobie o tym sprawę.

 

Dopiero wtedy Stelli udało się lepiej go zobaczyć, bo do tej chwili tak nie było. Nie wspominając o tym, że zauważyła za jego plecami coś w rodzaju skrzydeł, i to nie byle jakich, ale motylich. Aż zrobiła oczy jak talerze obiadowe, nie mogąc uwierzyć, że z taką cudowną istotą miała styczność.

 

Jego urody nie była w stanie opisać, chociaż można było go pomylić z kobietą. Z tego, co czytała, w ich rasie to było na porządku dziennym, tylko ludzie mieli z tym problem. Dla niej, która uwielbiała tego typu androgyniczną urodę, nie miała problemu go zaakceptować takim, jakim jest.

 

Dopiero po paru chwilach zdała sobie sprawę z tego, o czym zaczęła myśleć. Tym bardziej że jej wzrok zaczął zsuwać się po jego szyi w dół, zaczynając mieć niegrzeczne myśli. Myśli, których normalna siedmiolatka nie powinna mieć, ale jak wiadomo, Stella nią nie była. Jednak nic na to poradzić nie mogła, jeśli środku była osobą dorosłą.

 

── Ahem... Wiem, o czym, zaczęłaś myśleć, ale z tym musisz poczekać, aż będziesz miała te osiemnaście lat! ── chrząknął po chwili, robiąc się nieco czerwony na twarzy, bo czuł jej palący wzrok na swoim ciele.

 

Wówczas na twarzy Stelli pojawił się rumieniec od ucha do ucha. Było jej okropnie wstyd, za to, co przed chwilą wyprawiała i miała ochotę wykopać sobie dziurę i się schować. Nigdy wcześniej nie czuła się tak jak obecnie, bo do tego momentu jakoś nie ciągnęło ją facetów. Co nie znaczy, że była lesbijką!

 

Oczywiście, nic nie miała do lesbijek, ale nie czuła czegoś takiego do kobiet. Widać było jak na dłoni, że po prostu nie znalazła wtedy drugiej połówki. A wracając do rzeczywistości, musiała szybko zmienić temat, bo inaczej nie dałaby rady spojrzeć mu w oczy. Z tego powodu że jej myśli wędrowały już na takich obszarach, że wolała, nie wypowiadać ich ma głos.

 

Bo wówczas mógłby to być jej niechybny koniec, tego była w stu procentach pewna. Aż sama była pełna podziwu, że aż takie myśli chodziły jej po głowie. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że jeszcze jej ciało było za młode na nie, w porównaniu ze stanem duszy, jaka się w nim znajdowała.

 

── A tak na marginesie, jak masz na imię? ── szybko zmieniając temat Stella, aby przerwać tę niezręczną ciszę, jaka między nimi się wytworzyła.

 

Bo tak naprawdę nie pamiętała jego imienia, ale nie chciała wyjść na zapominalską. On wówczas spojrzeli się na nią i, nim się odezwał, zniknął na chwilę, zostawiając ją samą. By po chwili pojawić się w jako chłopiec o tym samym wieku, co ona. Co ją zupełnie zabiło z pantałyku, bo nie miała bladego pojęcia, że tak on coś takie potrafi zrobić.

 

Jednak to nie było odpowiednie miejsce, aby się go o takie rzeczy wypytywać, tego była w stu procentach pewna! Dlatego też postanowiła zostawić pozostałe pytania na później, bo jeśli wszystko pójdzie, jak trzeba, to będą mieli wiele czasu na kolejne rozmowy.

 

Dlatego też skupiła się na tym, co teraz on miał jej do powiedzenia, po zmianie swoich rozmiarów, która była tak mocno szokująca, że brakowało jej słów, aby ją opisać. Chociaż z drugiej strony, mógł ją uprzedzić, że potrafił zmieniać rozmiary. A nie, ot, tak to zrobił i zbytnio nie wiedziała, co ma z tym fantem zrobić.

 

── Mów mi Parados! ── wyciągnął dłoń w jej stronę i oczekując, kiedy uściśnie mu dłoń.

 

Stella, aż cofnęła się, kiedy zobaczyła go z bliska. Chwilę jej zajęło, nim to przetrawiła i uścisnęła mu dłoń. Na co wcale jej się nie dziwię, bo każdy na jej miejscu mógłby się tak jak ona na taką rewelację zachować. Nie wspominając o tym, o tym, że jak teraz mu się przyglądała, to jeszcze większe oczy na jego widok robiła. Co jak wiadomo, nie było celowe, ale co mogła pod tym względem zrobić?

 

Nie była w stanie oderwać od niego wzroku, a co dopiero z nim normalnie w tym momencie rozmawiać. Dziwnie się przy nim czuła, co nie było dla niej zbytnio komfortowe. Jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w końcu musiała się odezwać i uścisnąć mu dłoń, bo to już zaczynało być dość niegrzeczne z jej strony. W końcu, jednak udało się jej pozbierać w sobie i tego właśnie dokonać.

 

── Miło mi cię poznać Parados, w tym świecie mów mi Stella Leblanc! ── odparła po chwili Stella, zaraz też się przedstawiając.

 

── Miło też mi cię poznać Stello, ale czas już na ciebie, bo czas, abyś wróciła do rzeczywistości! ── zauważył po chwili Parados, że świat, w którym się znajdowali, zaczął pękać.

 

── To już, a szkoda... ── wymruczała z niezadowoleniem Stella, która nie chciała opuszczać tego miejsca.

 

── Spokojnie, przywołanie się powiodło, więc ujrzysz mnie w formie małego motyla! Wszystko później wyjaśnię, a teraz wracaj do swoich! ── dodał po chwili Parados, zdając sobie sprawę z tego, że nie miał innego wyboru.

 

Niedługo po tym, Stellę opanowała chwilowa ciemność, aby po chwili usłyszeć głosy najwyższej kapłanki i jej zdenerwowanej rodziny. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że już wróciła z tamtego miejsca i powoli zaczynała otwierać oczy. W jej dłoniach zaś unosił się maleńki, niewinnie wyglądający motyl.

 

Iskrzący się niczym granatowy brokat z mieszanką złota, srebra i czarną obwódką. Nikt za nic w świecie, by nie powiedział, że jest on „Stellar Butterfly", a raczej „Stellar Fair Ian", którzy od wieków chronili światy i istnienia przed złem. Na jego widok delikatnie się uśmiechnęła, wiedząc, że w końcu znalazła tego jedynego.

 

Stąd nie zwracała uwagi na innych ludzi, którzy przecierali oczy ze zdumienia. A to dlatego, że pierwszy raz mieli styczność z tym, co ona aktualnie przyzwała. Jednak wcale pod tym względem się im nie dziwiła, bo tak samo, by zareagowała, gdyby ktoś inny taką istotę przyzwał.

 

Tak czy inaczej, odwrotu już nie było i pozostało Stelli jedynie ukryć prawdziwą przyczynę formy jej chowańca. Bo jak by nie patrzeć, nikt, by i tak jej nie uwierzył, gdyby im opowiedziała, że została jej dusza uratowana przez niechybną śmiercią. A co za tym idzie, wzięta byłaby za wariatkę, a tego, by nie chciała.

 

── Będzie dobrze, zobaczysz... ── powiedziała do siebie w myślach Stella, próbując podnieść się na duchu.

 

Co nie było takie proste, jak się jej na samym początku wydawało. Zaraz też powróciła do swoich rodziców, a motyl ukrył się w jej przestrzeni dla chowańców. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to zaledwie początek tego, co miało dopiero nadejść. Czuła, że to nie był ostatni moment, gdy te dziwadła widziała, tego była w stu procentach pewna.

 

Jednak, jak na razie nic jej nie groziło z ich strony, co było jej tak naprawdę na rękę, bo i tak nie miałaby możliwości się przed nimi obronić. Nie wspominając o tym, że nie mogła za wszelką cenę dopuścić, aby, ktokolwiek z jej otoczenia o tym się dowiedział. A tym bardziej jej najdrożsi w obecnym życiu rodzice, bo zapewne, by jej wcale nie uwierzyli i pomyśleli, że zmyśla!

 

W najgorszym wypadku mogliby pomyśleć, że ich najdroższa córka postradała zmysły i jeszcze, by ją w jakimś miejscu zamknęli. A to byłaby najlżejsza opcja, bo jeszcze, by postanowili odprawiać nad nią egzorcyzmy, bo, by myśleli, że ją coś paskudnego opętało! Na samą myśl o tych egzorcyzmach, aż się Stelli zrobiło słabo i mało brakowało, aby osunęła się na ziemię.

 

── Weź się w garść! Nie możesz się zdradzić swoich sekretów, kiedy jesteś słaba! ── mruknęła pod nosem Stella, zarazem powracając do równowagi.

 

Jej rodzice dziwnie się na nią spojrzenia, ale po chwili machnęli na to ręką, bo każdy inaczej reagował na pierwsze przywołanie. Gdyby nie toż zapewne teraz zaczęliby ją wypytywać, ale tak na szczęście się nie wydarzyło, co było jej obecnie na rękę. Co nie znaczyło, że wcześniej czy później do tego nie dojdzie, bo tacy właśnie oni byli i nic na to Stella poradzić, jak wiadomo, nie mogła.

 

Pozostało jej tylko ten czas przeczekać, nim w końcu będzie mogła na serio odetchnąć z ulgą. A na tę chwilę musiała trzymać się na baczności i nie pozwolić, aby, cokolwiek ktoś od niej, niepowołanego usłyszał. A wtedy do śmiechu jej pod tym względem wcale nie było.

 

── Córciu, wszystko jest w porządku? ── spytała po chwili jej mama, zaczynając powoli martwić się o swoją córkę.

 

── T-tak, wszystko jest w porządku! Po prostu się zamyśliłam, bo dalej próbuję odkryć kolejne umiejętności mojego chowańca, to tyle ── odparła po chwili Stella, mając cichą nadzieję, że brzmiała dość naturalnie.

 

── Jeśli tak, to jest w porządku, w takim razie chodźmy do domu! ── odparła po chwili jej matka, oddychając z ulgą, że z córką wszystko było w porządku.

 

Stella mocno w tym momencie ugryzła się w język, że nie była dość uważna! Jednak nic na to już poradzić nie mogła, tego była w stu procentach pewna.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania