,,Gwieździste Marzenia''
Mieszkam wraz z żoną w mało zaludnionej wiosce w krainie zwanej Rythiel. Nasze domostwo leży nieopodal zamku króla całej krainy. Niegdyś służyłem w armii jego wysokości, jako generał pierwszej klasy. Teraz jestem na drobnej emeryturze ze względu przepracowywania się.
Podczas przerwy od obowiązków dowódcy, przeżyłem pewną ciekawą przygodę, posłuchaj.
Była noc. Gwiazdy świeciły na niebie niczym słońce za dnia. Wpatrywałem się w ciemnie niebo, marząc o tym, że kiedyś przeżyję ciekawą przygodę.
Leżałem sobie na dachu mojego drewnianego domku. Przebywałem tam już dość długo, więc postanowiłem pójść spać.
Wszedłem do mej sypialni przez otwarte okno. W moim łóżku zastałem żonę. Nie chciałem jej obudzić, więc powoli przesuwając się, położyłem się obok niej.
Ucałowałem jej policzek, i zasnąłem. Z rana obudził mnie głośny wrzask. Był to wrzask mojej kochanki. Natychmiast wyrwałem się z łoża.
Głos dobiegał z dołu, więc szybko zszedłem po schodach i zauważyłem, jak dziwne stworzenia o zielonej skórze ciągnął ją za sobą ku wyjściu.
Obok mnie wisiał mój stary zardzewiały miecz, wziąłem go jednym szybkim ruchem i ruszyłem w stronę potworów. Już miałem machnąć mym orężem, gdy nagle coś ciężkiego uderzyło mnie w głowę.
Zemdlałem. Kiedy moje oczy znowu się otworzyły, nie było ani mojej żony, ani tych dziwnych monstr. Kiedy byłem już w pełni sił, podszedłem do schowka, i wyciągnąłem moją starą żelazną zbroję.
Po jej ubraniu włożyłem mój miecz w pochwę i ruszyłem ku drzwiom. Potwory zostawiły za sobą ślady. Zauważywszy trop, ruszyłem za nim.
Z każdym kolejnym krokiem, ślady zdawały się zanikać. Po upływie pewnego czasu, trop zanikł, ale nie zanikł w normalnym miejscu. Ślady bowiem urywały się przy dziwnej skale.
Ponownie usłyszałem jej donośny krzyk.. Z całych sił zacząłem pchać wielki kamień, ale nic z tego nie wychodziło. Pchałem, pchałem i pchałem przez cały czas.
Kiedy opadły mi siły, ze wściekłości rzuciłem mój miecz przed siebie. Nieoczekiwanie wbił się on w potężną skałę.
Próbowałem go wyciągnąć, ale nim zdążyłem pociągnąć ten ostatni raz, zauważyłem dziwny niebieskawy napis nad moją głową.
,,Aby dostać się do tego świata, musisz odpowiedzieć na me pytanie wędrowniku''
-Jakie? Jakie to pytanie?!- zapytałem zdenerwowany.
,,Co jest mrokiem w dniu?''
Znałem odpowiedź na to pytanie, bywałem często w bibliotekach czarnoksiężnika, zgłębiałem tam wiedzę na temat czarnej magii. Bez krępacji odpowiedziałem:
-Ludzki Cień
,,Możesz przejść''- odpowiedziało dziwnym głosem.
Ku moim oczom skała przekroiła się w pół, i utworzył się jaskrawy portal. Bez najmniejszego ,,ale'' runąłem przed siebie. Kiedy byłem już po drugiej stronie, znajdowałem się w jakiejś jaskini.
Głos mej kochanki był słyszany coraz głośniej i głośniej. Biegiem wyruszyłem na przód. Po kilku krokach, oszołomił mnie blask słońca, wskazujący na drogę ku wyjściu.
Kiedy wyszedłem z jamy, ujrzałem piękny krajobraz. Wiele kolorowych drzew, wiele dziwnych niespotykanych dotąd przeze mnie stworzeń.. a w oddali, zamek. Ale to nie był czas na ekscytację widokami, bowiem musiałem uratować miłość mojego życia.
Ruszyłem ku jej głosowi. Prześlizgnąłem się między zaroślami, ominąłem kilka potężnych drzew i w końcu wyszedłem z wielkiego lasu.. Biegłem tak szybko, że nie zauważyłem wielkiego muru przede mną. Uderzyłem w niego głową.
Na szczęście hełm zamortyzował obrażenia, które mogłem otrzymać. Głos był bardzo donośny, dobiegał zza murów.
Rozejrzałem się i zauważyłem otwartą już bramę po mojej lewej. Podbiegłem do niej i wszedłem do środka. Przede mną stał średniej wielkości zamek. Dbałość o samą budowlę pozostawiała wiele do życzenia. Ściany pokryte były mchem, i zaroślami. Okna były powybijane.
Usłyszałem jej krzyk. Dochodził z wewnątrz. Otworzyłem drewniane drzwi, i wszedłem do środka. Było ciemno, strasznie ciemno. Ledo widziałem czubek własnego nosa. Nagle, ujrzałem rozpalające się powoli pochodzenie. Rozświetliły one całe zamczysko.
Kiedy wszystko było już widoczne, ujrzałem ponownie te dziwne stwory. Był z nimi ktoś jeszcze, był o wiele większy od nich. Jego lśniąca srebrna zbroja odbijała światło pochodni, a w prawej dłoni trzymał żelazny topór.
Przy nim, klęczała moja ukochana. Już chciałem zrobić zdecydowany krok w jej stronę, kiedy usłyszałem pewien głos.
-Zrobisz krok, a ona umrze.
Cofnąłem swoją stopę.
-Dobrze, mam dla ciebie wyzwanie, drogi podróżniku- odezwał się jeden z monstr.
-Wygraj ze mną walkę, a oddam Ci tą kobietę.
-A jeśli przegram?..- zapytałem zaniepokojony
-Ty i ona, umrzecie, przecież to oczywiste- parsknął
Wiedziałem co muszę zrobić. Przyjąłem jego wyzwanie. Stanęliśmy przed sobą, wyciągnęliśmy swe oręże, gdy nagle wokół nas utworzył się ognisty okrąg. Wygląda na to, że mój oponent znał techniki czarnej magii, ale to nie miało znaczenia.
Walka się rozpoczęła. Runął na mnie ze swoim toporem. W mej dłoni tkwił jedynie nędzny zardzewiały miecz, domyśliłem się, że nie mam żadnych szans..
Broniłem się. Odpierałem jego ciosy, ale z każdym kolejnym jego machnięciem, traciłem coraz więcej sił.
-Heeee? Tak szybko się poddajesz? Chyba jednak nie chcesz aby ona przeżyła- powiedział do mnie.
Spojrzałem na nią, jej oczy były pokryte łzami. Straciłem orientację, i poczułem ogromny ból.. jego topór, wbił mi się prosto w klatkę piersiową.
Opuściłem mój miecz, i runąłem na ziemię.
-Heh, wygląda na to, że walka skończona- powiedział śmiejąc się przy tym.
Ja... nie mogę przegrać... nie mogę pozwolić aby moja miłość umarła..- powiedziałem do siebie w myślach.
W mej głowie, przeleciały mi wszystkie wspomnienia.. wspomnienia wspaniałej służby w armii.. wspomnienia pięknych chwil spędzonych z ukochaną.. wspomnienia.. o tych lśniących gwiazdach...
Próbowałem się podnieść, gdy nagle z mej piersi, zalśniło piękne, różane światło. W mej głowie słyszałem bicie, bicie czyjegoś serca. Ku mym oczom, mój miecz, z zardzewiałego, zmienił swoją postać na żelazne potężne ostrze.. takie jakie niegdyś dzierżyłem.
Oręż w mej dłoni, lśnił tym samym przepięknym kolorem, jakim lśnił blask wskazujący me serce. Stwór spojrzał na mnie swymi potwornie wielkimi oczami i rzekł:
-Nie wygrasz tej walki, jesteś za słaby. A teraz.. ZDYCHAJ!
Obaj biegliśmy w swoją stronę. Los tej walki był nam znany, ten kto wykona szybszy i mocniejszy cios, wygra.
Uderzyłem. Stwór wiedział, że mój cios będzie szybszy od jego, więc próbował się obronić klingą. Jednakże moje ostrze jakimś cudem, przeniknęło przez jego oręż, i przecięło go na pół...
Potężna fala uderzeniowa przebiła część zamku znajdującą się za nim. Odłamki skał leciały w dosłownie wszystkie strony. Widziałem jak dwójka tamtych stworzeń uciekała przez stworzoną przeze mnie szczelinę.
Kiedy wszystko się uspokoiło płomienny okręg wokół nas znikł. Stałem tak chwile, i wpatrywałem się w jego ciało. Gdy nagle w me ramiona wpadła mi moja żona. Przytuliłem ją z całych moich sił.. i obiecałem, że już nigdy nie pozwolę jej zabrać.
Po opatrzeniu mej rany, powróciłem wraz z nią do naszej ludzkiej krainy. Teraz gdy czytasz te słowa, jestem na dachu swego domku, i kolejny raz spoglądam na te piękne gwiazdy..
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania