Halloween
Babcia z dziadkiem chcąc zapewnić swojej trójce dzieci wspaniałe warunki mieszkaniowe wybudowali duży dom. Wtedy planowali, że ich pociechy zamieszkają z nimi do końca ich dni. Odwzajemnią ich troskę, z jaką były wychowywane i zrewanżują się im tym samym na stare lata. Początkowo plan doskonale się spełniał. Starsi bracia mojej mamy założyli rodziny i zamieszkali w wielkim domu. Mama w niedługim czasie po osiągnięciu pełnoletniości poszła w ich ślady. W krótkim czasie zaczęły przychodzić na świat wnuczęta i pomimo dużego domu dla dwudziestu osób zrobiło się troszeczkę ciasno. Pierwszy wyprowadził się młodszy wujek z rodziną, a dwa lata później starszy. W budynku zrobiło się strasznie pusto, gdy zostaliśmy tylko w pięcioro. Większa cześć pokoi stał pusta, mama strasznie narzekała na mycie wielu okien i sprzątanie nikomu niepotrzebnych pomieszczeń. Dziadkowie dopóki żyli, mieli nadzieję, że zamieszkają z nimi wnuczęta. Niestety nie doczekali tej chwili gdyż dość szybko po sobie zmarli. Bracia mamy bezzwłocznie upomnieli się o spadek i żeby spełnić ich żądania dom dziadków został sprzedany. Mama wykorzystała niewielką część pieniędzy na postawienie pomnika, resztę podzieliła na trzy części w jednakowej wysokości, a i tak usłyszała, że są pokrzywdzeni, ponieważ według nich im się więcej należało.
Zamieszkaliśmy w niewielkim, starym i prawie zrujnowanym domu na peryferiach miasta, tylko na niego po podziale spadku starczyło. Każdego roku, pierwszego listopada, oczekiwaliśmy na przyjazd rodziny, która powinna odczuwać potrzebę odwiedzania przynajmniej raz w roku grobu dla jednych rodziców, dla drugich dziadków. Jednak lata mijały i nic takiego się nie wydarzyło. Dlatego kompletnie zaskoczyła mnie wiadomość od kuzyna, wysłana drogą elektroniczną.
- Chcemy odwiedzić grób dziadków, czy przenocujecie nas jak przyjedziemy w dzień zaduszny wieczorem?
- Oczywiście, zapraszamy – odpisałem i czekaliśmy na przyjazd.
Sporo lat upłynęło, jak ostatni raz rozmawiałem kuzynem i nie ukrywam, byłem ciekawy jak po latach wygląda i poznać jego rodzinę. Chcieliśmy z żoną ugościć i uczcić kieliszkiem ich odwiedziny. Jednak czas przyjazdu stale się wydłużał przez liczne korki na drogach spowodowane wzmożonym ruchem, podczas jazdy trafili na kilka kolizji i wypadków spowodowanych pospiechem oraz wymuszeniem pierwszeństwa przejazdu. Północ minęła, był już pierwszy listopad jak przyjechali. Musieli być zmęczeni wielogodzinną jazdą, dlatego chcąc im pomóc przy wnoszeniu bagażu, szykowałem się do wyjścia przed dom. Zanim nałożyłem kurtkę w przedpokoju, usłyszałem dzwonek, otwarłem drzwi i zobaczyłem przed sobą białą jak kreda twarz kuzyna.
- Źle się czujesz?- zapytałem.
- Okropnie się przestraszyłem – odpowiedział.
Byłem zaniepokojony jego wyglądem, dlatego brzydkie słowa w myślach rzuciłem w stronę straszącej w halloween młodzieży.
- Może wezwać karetkę? – zaproponowałem.
- Nie, zaraz powinno mi przejść – odrzekł i pomagał przejść przez próg swojej nie mniej spanikowanej żonie.
Ceremonia przywitania gości została zakłócona i ograniczyła się do wprowadzenia ich do salonu, posadzenia na kanapie. Kiedy doszli trochę do siebie, zapytałem.
- Co was tak wystraszyło?
- Wyobraź sobie pociąg.
Oboje z żoną byliśmy bardzo zaskoczeni, więc prawie jednocześnie zapytaliśmy.
- Jaki pociąg i gdzie?
- Niedaleko waszego domu.
Była to najgłupsza odpowiedź, jaką w życiu słyszałem. Widząc minę mojej żony domyśliłem się, że myśli podobnie i powątpiewa w zdrowie psychiczne mojego kuzyna. Goście przeszkadzając sobie nawzajem zaczęli opowiadać, lecz z tego chaosu nic nie można było zrozumieć. Dopiero po chwili doszli do porozumienia i kuzyn zaczął opowiadać.
- Nawigacja nas prowadziła, dlatego specjalnie nie zwracałem uwagi, jakimi kategoriami dróg zbliżamy się do was. Często przez korki i objazdy byliśmy zmuszeni kluczyć i jak usłyszałem.
- Dojeżdżasz do celu.
- Strasznie się ucieszyłem i odprężyłem, dlatego nie zauważyłem przejazdu kolejowego, tym bardziej, że nie otrzymałem ostrzeżenia o nim z urządzenia. Nagle przed maską samochodu zobaczyłem padające z lewej strony światła. Natychmiast zahamowałem, zdążyłem w ostatniej chwili. Dosłownie milimetry przed nami przemknął z dużą prędkością oświetlony pociąg pasażerski, ciągnięty przez lokomotywę parową. Gdybym nie wykazał się refleksem pewnie byśmy już nie żyli – zakończył dumny z siebie.
Podczas opowiadania jego żona stale mu przytakiwała, a po zakończeniu dodała.
- Dawno nie widziałam pociągu tak zapełnionego, musiał być to przejazd retro.
- Żartujecie sobie z nas? – zapytałem.
Obydwoje przekrzykując się nawzajem zapewniali mnie i moją żonę o prawdziwości ich słów oraz nie kryli swojego oburzenia, że im nie wierzymy.
- Proszę, posłuchajcie oboje. Dom, w którym mieszkamy, jak była tutaj linia kolejowa był budynkiem technicznym. Mieściły się w nim warsztaty kolejowej służby drogowej i dwadzieścia lat temu po zlikwidowaniu ostatniego połączenia kolejowego, szlak zamknięto. Szyny i wszelki metal rozkradziono, lub sprzedano na złom i obiekty techniczne popadały w ruinę. Dlatego stać nas było na kupno, żeby zaadaptować na mieszkanie i zamieszkać. Rano zobaczycie jak bardzo nasz dom przypomina starą architekturę kolejową oraz przekonacie się, że po szlaku kolejowym został tylko zarośnięty nasyp.
Kuzyn ze swoją żoną chcąc przekonać nas do swojej racji, wymusił na nas natychmiastowe wyjście z domu i dokonanie wizji lokalnej. Podczas oględzin miejsca w tą szczególną noc przekonaliśmy się, że wszyscy mamy rację, ponieważ w pewnych godzinach istnieje to, czego nie powinno być.
- Cholera, mało mnie nie przejechał, odsunąłem się w ostatniej chwili, nie słyszałem jak nadjeżdża – powiedziałem zeskakując z nasypu po przejechaniu obok mnie zabytkowego pociągu.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania