Hamburg

Któryś tam z rzędu, byłem znów w Hamburgu. Centrum i co ciekawsze miejsca jak również muzea już dawno zaliczyłem. Bardzo ciekawy port hamburski zwiedziłem chyba ze trzy razy po wodzie i po lądzie, a jest co oglądać.

W Hamburgu też jest słynna dzielnica rozrywki St Pauli z jeszcze słynniejszą ulicą Repperbahnstrasse. Dzielnicę też poznałem dokładnie włócząc się labiryntem przyległych uliczek. Dzielnica ta, nie tylko słynie z szerokiej dostępności taniej rozrywki ale również z wielkiej ilości małych knajpeczek o bardzo zróżnicowanym wystroju.

Są takie które można polecić osobom o wysublimowanym estetycznym smaku ale są też takie gdzie w pełni zasługują na miana marynarskiej spelunki.

W dzielnicy tej życie rozkwita dopiero około 20-tej wieczorem, panienki – wszystkie raczej zgrabne i młode w sposób raczej , no powiedzmy, umiarkowano-nachalny oferują chwile płatnej miłości. Zadziwiające jest to, że nie ma tam „kolorowych” panienek a tylko i wyłącznie białe.

Byłem tam kiedyś z moją córeczką Gosią chcąc jej pokazać Hamburg. Po zwiedzeniu starówki i obejrzeniu innych ciekawych miejsc, przyprowadziłem ją na St. Pauli aby zobaczyła na własne oczy, że istnieje też inne życie niż to, które zna z do-mu czy też ze szkoły. Poprosiłem ją w pewnym momencie aby szła za mną 2-3 metry i aby liczyła. Po przejściu około 300 metrów podeszła do mnie i mówi, Tata, ale Ty to masz wzięcie, policzyłam że aż 23 razy miałeś propozycję.

Moją córeczko, żebyś wiedziała, że to nie chodzi o mój niewątpliwy czar i nie-podważalny osobisty wdzięk lecz jedynie i wyłącznie o zawartość mojego portfela.

Wtedy jednak jej, 18-to-latce tego nie objaśniałem. Niech kochana sądzi, że Tata jest tak atrakcyjny!

Atrakcje nocne St. Pauli dawno już obejrzałem więc tym razem wybrałem się na piwko do jakieś niecodziennej knajpeczki. Krążyłem uliczkami wstępując a raczej zaglądając do wielu knajpeczek, jest w czym wybierać. Ja jednak szukałem czegoś szczególnego, sam nie miałem zdefiniowane tego czego szukam. Wyczuwałem jednak że to, co dotychczas oglądnąłem, to nie jest TO. W tej wędrówce uliczkami bezwiednie zbliżałem się w kierunku portu. Tutaj prawie zanikły „chodzące wątpliwe przyjemności” ale za to, pojawiły się knajpki, czy też małe tawerny, najczęściej usytuowane w podpiwniczeniach. Z niektórych wyraźnie zalatywał zapach piwa i smród papierosów. Zaglądnąłem chyba do 5-6 takich miejsc ale w jednych było za pusto a w innych za pełno. Prawie już zrezygnowałem z poszukiwań, postanowiłem że w następnej to siądę na piwo i nie będę więcej już łaził. Bez większej nadziei zdecydowałem się wejść do takiej jednej raczej obskurnej, podobnej do przednich knajpeczek. Schodzę po wyszczerbionych schodach jakby do piwnicy otwieram drzwi i …… i wiedziałem, że to jest TO, czego szukałem.

Rozejrzałem się po Sali, zauważyłem że Barman szybkim, doświadczonym okiem otaksował mnie, czy nie jestem narkoman, czy trzymam się jeszcze na nogach no i czy mogę mieć jeszcze pieniądze na piwo. Widocznie zdałem egzamin bo kiwnął mi głową abym wlazł do środka.

W sali tej panuje raczej półmrok, jest parę stołów z krzesłami przy nich a przy sto-lach kolo ścian, ławy drewniane. Podłoga drewniana z szerokich desek koloru bliżej nie określonego coś w rodzaju buro-szarego a mytej chyba tylko parę razy w roku. Tutaj to chyba jednak nikomu nie przeszkadzało. Obok baru z jednej strony jest też taka ława a przed barem nie ma niczego, jeśli nie licząc trzech Gości smętnie patrzą-cych w swe kufle. Przy stołach które chyba pamiętają Cesarza Willusia, bez serwet, ale za to pięknie pociętych nożami we nieokreślone esy-floresy siedzą jakieś Indywidua. Przy jednym z nich siedzi paru nieokreślonego wieku panów i jedna pani wraz z nimi. Coś tak rozmawiali a czasem przez chwilę jakby się kłócili, gdyż w powietrzu latały słówka które nawet w skrócie nie wypada przytoczyć, po czym znów się uspo-kajało. Barman za barem leniwie wycierał szkła, a postury był raczej pokaźnej.

Takiemu to lepiej piwo postawić niż powiedzieć mu, że jest niegrzeczny. Rozglądam się gdzie by tu usiąść jako że nogi po tej wędrówce trochę mnie bolały. Jeden stół w kącie tuż obok ubikacji był wolny, ale aromat obok niego był delikatnie mówiąc nie do zniesienia. Pozostałem stoły zajęte, przy jednym to zgrane damsko-męskie towarzystwo, przy drugim smacznie spał KTOŚ położywszy głowę na czapce tuż obok nie-dopitego kufla z piwem, przy innym siedziała para, na oko liczą w rejonie czterdziestki namiętnie całująca się, czym zresztą nie wzbudzała w innych gościach żadnego zainteresowania. Zauważyłem jednak, że na ławie tuż przy barze a raczej z jego lewej strony, siedzi jakiś drab, potężnie zbudowany o twarzy goryla i takim że również mięśniami, na oko oceniam go na 45-55 lat, spokojnie pociągającego piwo i palącego skręta. Czasem określamy kogoś, że ma gębę „zakazaną”, to określenie dokładnie do tego małpoluda pasuje jak ulał.

Ponieważ zawsze mnie coś gna, aby poznać coś więcej niż przyzwoici turyści oczekują, postanowiłem dosiąść się do niego jako że było wystarczająco miejsca, usia-dłem więc obok tej góry mięśni.

„Toto” spojrzało na mnie z miną wyrażającą jednoznaczną dezaprobatę. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło, ale odpowiedziałem mu spojrzeniem „ odpier…. się” i usadowiłem się wygodnie ściągając kurtkę. Po czym umownym znakiem starych bywalców knajp pokazałem że potrzeba mi piwa. Barman bez słowa nalał do kufla mętnozłocisty płyn i postawił ociekający piana kufel przede mną. Nie śpiesząc się pogrze-bałem w kieszeniach i wykładam na ladę paczkę papierosów. Wyciągam jednego wsadzam do gęby i obmacuję moje kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki, w tym momencie ten sąsiad z ławy pstryknął swą zapalniczką podając mi bez słowa ognia. Zapaliłem, ale zamiast podziękowania kiwnąłem mu tylko głową i pociągnąłem zdrowy łyk z kufla.

Kątem oka obserwuję go; łysa pała, wytatuowane obie ręce, a na palcach wytatuowane kropki. Spod rozchylonego kołnierza koszuli też widać tatuaż.

W pewnym momencie otwierają się drzwi wejściowe i do lokalu wchodzi grupka trzech młodych osób, dwaj „Oni” i jedna „Ona”. Nie są to jednak goście a raczej penerzy (to tacy młodzi ludzie ze skraju społecznego). Barman ożywił się, wyszedł zza swej fortecy i zdecydowanym głosem i postawą wygania ich. Ci naturalnie protestują, głowę podniósł ten śpiący na czapce, całująca się Para patrzy ciekawie robiąc sobie przerwę w swej ulubionej czynności, tych trzech z przy Barze z kuflem w ręku patrzą mętnym beznamiętnym wzrokiem, to zgrane dyskutujące Trio ze stolika też przerwało kolejną gorącą dysputę i ja wraz z mym sąsiadem patrzymy obojętnym okiem na to widowisko. Barman jednak swą postawą i potężną posturą nie dał im jednak żadnej szans na przedłożenie swych argumentów i kolejno z wprawnym wdziękiem wyrzucał ich z lokalu, ostatniemu zaś, zafundował darmowy kopniak w tyłek ku pamięci.

Towarzystwo to jeszcze przez chwilę pomstowało na zewnątrz ale po chwili znów wszystko wróciło do normy.

Po całej akcji Barman jakby nigdy nic rusza do swej fortecy. Kiwnąłem na niego przywołując go;

- Czy można wiedzieć dlaczego ich pan wyrzucił?

- Bo to są penery i chcą się tutaj szprycować narkotykiem bo tu jest ciepło a ja ta-kich nie toleruję bo potem muszę ze wszystkich kątów wyciągać strzykawki z reszt-kami tego świństwa, parsknął w odpowiedzi. Nie czekając na dalsze moje pytanie zajął się dalej czyszczeniem szkła.

Sąsiad jakby o przysłowiową sekundę dłużej mi się przyglądał, a w oczach nie zauważyłem niechęci czy też pogardy a raczej zainteresowanie, odpowiedziałem mu lekkim, życzliwym uśmiechem. Podniosłem kufel chcąc pociągnąć łyk, mój sąsiad też podniósł, więc niedbałym ruchem stuknąłem moim kuflem w jego z jednoczesnym życzeniem „Prosit” to coś w rodzaju naszego „na zdrowie”. Przyjął to i odpowiedział jak należy, tym samym. Spokojnie pociągam piwko obserwując to towarzystwo.

Mój sąsiad zaczyna skręcać skręta, widząc to popchnąłem po ladzie moja paczkę Marlboro w jego kierunku. Nawet nie spojrzał na mnie biorąc ją do ręki wyjmując papierosa. Zapalił go i odepchnął paczkę powrotem. Nie padło żadne słowo podzięko-wania. Zebrałem się na odwagę i zapytałem podpierając głowę na ręku z łokciem na ladzie, czy ma ochotę na gadkę, ponieważ ja nie jestem stąd i zapewne nigdy więcej już tu nie będę. Coś zachrypiało w jego gardle, bardziej domyśliłem się niż usłyszałem, że brzmieć to powinno jako przyzwolenie.

- Widzisz, przeszedłem z miejsca na TY, jesteś dla mnie ciekawym typem, ta wygolona pała, tatuaż, kropki na palcach no i twoja potężna budowa ciała.

Spojrzał na mnie wzrokiem raczej nie wróżącym nic dobrego i zapytał;

- Co chcesz wiedzieć.

- Wszystko! – odpowiedziałem siląc się na niezareagowanie na ten niebezpieczny wzrok. Bo widzisz chciałbym coś napisać o Tobie bo ja jestem tzw. wolny dziennikarz nie związany z żadna z gazet, poprostu pisze o tym co uznam za ciekawie – kłamię jak z nut. Na pewno zorientowałeś się po mojej gadce że nie jestem z Niemiec.

- Wiem że nie Niemiec, jesteś polakiem, odpowiedział.

Zaskoczył mnie jego głos, mocno zachrypnięty nazwał bym go przepitym głosem. Ten dźwięk wydobywał się gdzieś z klatki piersiowej a tylko wylatywał przez usta.

- Wiem że z Polski, bo w Legii miałem kumpli z Polski i znam tą gadkę.

- Słuchaj, ale ja chce wiedzieć wszystko i nie bujaj mnie, bo na tym się od razu poznam, mam trochę w tym praktyki.

Odpowiedziało mi milczenie.

- Ile masz lat?

- 55 – zachrypiało.

- Pracujesz?

- Czasami tak, pracuję jako stacz bramkowy przed niektórymi knajpami i pilnuję aby Męty się nie awanturowały, a jak trzeba to grzecznie wyprowadzam gościa z lokalu na świeże powietrze.

- Grzecznie? – tak grzecznie, jeszcze żaden nie miał ochoty się poskarżyć na mnie. Nie brzmiało to buńczucznie ale tak po prostu normalnie.

- Dużo zarabiasz tym?

- Nie, ale na życie starczy, zresztą nie mam dużych wymagań.

- Masz mieszkanie.

- Mam jeden pokój z przyległościami, kuchnia i tp.

- Sam mieszkasz?

- Tak.

- Masz jeszcze rodziców?

- Ojca nie znam, chyba go nigdy nie było, a matka mieszka na Bajerach i czasem ją odwiedzam.

- Kochasz ją?

- Kochasz? – zapytał, nastąpiła przerwa, - chyba tak. Ona chyba zawsze mnie ko-chała nawet wtedy jak kiblowałem w pace przez 8 lat, dwa razy w roku przyjeżdżała do mnie, bo na więcej nie miała pieniędzy. To jest jedyny ktoś, komu na mnie zależy.

- Te kropki na palcach to z Kicia? - za co cię zapuszkowali?

- Niechcąco zabiłem człowieka, - padła spokojna odpowiedź.

Przeleciał mi dreszcz po plecach, nie dałem po sobie poznać jak to podziałało na mnie. Pociągnąłem łyk z kufla, zapaliłem papierosa i wypuszczając dym zastanawiałem się jak sformułować następne pytanie. Jego też nie interesowało jak ta wiado-mość na mnie podziałała, dla niego było to tak oczywiste że właściwie w czym sprawa?

- Jeśli masz ochotę to opowiedz mi o tym, - spokojnym tonem siląc się aby nie zabrzmiały w nim nutki emocji, poprosiłem go.

Nastąpiła cisza, wyczuwałem jednak że to nie jest negatywna odpowiedź na moja prośbę, a raczej zastanawianie się jak to sformułować albo od czego zacząć. Nie przynaglałem go, kiwnąłem na Barmana aby zamienił puste na pełne, gestem spytałem się sąsiada czy też chce, kiwnął głową że tak i dalej milczał. Barman postawił przed nami 2 kufle z których powoli, leniwie spływała piana.

- Jak byłem młody to zapisałem się do Legii Cudzoziemskiej we Francji.

- Dlaczego?- udało mi się wtrącić pytanie. Bo szukałem czegoś innego. Natura ob-darzyła mnie siłą i postawą a i też trochę ćwiczyłem na przyrządach siłowych, no i miałem prawie 20 lat. Nauka jakoś nie szła mi do głowy, skończyłem podstawówkę, a pracować też mi się nie za bardzo chciało. Wtedy jeszcze były granice, więc przekradłem się na francuską stronę i zgłosiłem się w pierwszym napotkanym komisariacie policji w małym miasteczku.

Zaczął swój monolog zachrypniętym a wręcz prawie zgrzytliwym głosem, już więcej nie przerywałem mu instynktownie wyczuwając że mogę coś zepsuć, a On mówił jakby przed siebie, jakby do kufla który stał przed nim, jakby do siebie.

- Ci mnie wpierw wsadzili do ciupy i o nic nie pytali, ale dali jeść i obchodzili się ze mną dobrze. W następnym dniu przyjechał jakiś ważniak w cywilu i pytał mnie czemu przeszedłem do Francji i czego chcę. Powiedziałem że chce do Legii, bo chcę coś robić sensownego. Ten ważniak o nic więcej nie pytał, dostałem nowe ubranie, mogłem się tam umyć i wsadzili mnie do pociągu , dali trochę pieniędzy i adres w Marsylii gdzie miałem się zgłosić.

Słuchałem z wielkim zainteresowaniem, a On ciągnął dalej.

- W Marsylii w koszarach Legii Cudzoziemskiej nie pytali wiele, zbadali mnie czy nie mam choroby wenerycznej i wsadzili na statek płynący do Gujany Francuskiej. Tam dostałem w dupę, nie raz żałowałem że zachciało mi się przygód. Byłem tam prawie dwa lata. Tam nauczyli nas nie pytać, a wykonywać zlecone zadania. Potem wsadzili nas na statki i popłynęliśmy do Afryki do Czadu. To było w latach osiemdziesiątych. Mieliśmy tam dbać o spokój, a naparzalilaliśmy się równo z Arabami i Czarnymi. Do dzisiaj, nie za bardzo wiem o co w tym wszystkim chodziło. To nie była moja sprawa, strzelaliśmy do wszystkiego co się ruszało.

Słuchałem tego monologu z rosnącym zainteresowaniem, popijałem piwo małymi łyczkami, sąsiad jakby nie zwracał na mnie uwagę. Odnosiłem coraz większe wraże-nie że On, jakby z gorzką ironią żalił się sobie lub było to coś, czego nie mogę przy-porządkować do znanych mi pojęć psychologicznych.

- Była taka akcja gdzieś w tej wściekłej dżungli. Było nas chyba ze 20-tu czy też

30-tu, wiedzieliśmy że we wiosce są Ci cholerni czarni z karabinami.

Zauważyłem że w tym momencie głos stał się jakby o ton niższy, zadźwięczało coś fałszywie w tym już chrapliwym niskim głosie. Ton nabrał wartości złowieszczych, jakby silnie ukrywanej wściekłości. Zacisnął mocno pięść na uchu kufla z piwem. Coś mi się z tego też udzieliło.

- Otoczyliśmy tą wioskę, zawsze znajdzie się jakiś niecierpliwy dureń, który za wcześnie wystrzeli. Z chat wyskakiwali czarni, dokładnie nie można w tym zielonym półmroku odróżnić kto jest kto, z chaty w pobliżu mnie wybiegł czarnuch podnosząc karabin który trzymał w ręce. Za nim wybiegła jeszcze jedna czarna postać, widząc że podnosi karabin, nie czekałem i wypuściłem dobrą serię w tego czarnego. Musiało się dostać i tej czarnej bo z krzykiem się zwinęła i upadła obok tego czarnego. Była w wysokiej ciąży, a z paru dziurek na brzuchu ciekła jej krew. Ten czarny skurw….. usiłował jeszcze podnieś ten zasrany karabin, pociągnąłem jeszcze raz serią, czarny się już nie ruszał a rozprutego brzucha tej baby wypłynęło coś niewielkiego. Pociągnąłem jeszcze raz, to coś małego rozprysło się, to już nie było coś małego, to już po prostu nic nie było.

Sięgnąłem do paczki i wyciągnąłem następnego papierosa, zapaliłem go, chciwie wciągając dym. Pierwszy raz od dłuższej chwili, On spojrzał na mnie nic niemówiącymi oczami i spokojnie wygasił mi mojego poprzedniego papierosa w popielniczce. Nie zauważyłem że zapaliłem drugiego mając jeszcze połowę z pierwszego.

Nie umiałem wydobyć z siebie głosu, nie potrafiłem zadać mu pytanie czy też popro-sić o kontynuację. Jemu to jednak nie było potrzebne. Po chwili ale jakby już spokojniej, ciągnie dalej;

Po parunastu minutach opanowaliśmy tą wioskę. Naszych dwu tam zostało, za bar-dzo się wychylili.

- A z wioski ilu zostało? Udało mi się wydobyć głos.

- Z wioski? – nikt, nawet kozy i świnie padły, przecież musieliśmy coś jeść.

- A co myślałeś wtedy?

- Czy myślałem? Nie ! Wtedy nie ma czasu na myślenie, działa się instynktownie i zgodnie z odruchami które w nas wpajano. Myślenie przeszkadza, ten kto myśli w walce lub ma uczucia ten najczęściej zostaje zimnym już po pierwszej potyczce.

- Nie miałeś wrażenia że coś złego zrobiłeś?

- Nie ! – zabrzmiało twardo, czy sądzisz że ten czarnuch, który już mierzył do mnie, gdyby był szybszy niż ja, - miałby uczucia że coś złego zrobił? Nie! – zrobiłby prawdopodobnie jeszcze jeden karb na kolbie swego karabinu. To tylko w powieściach i na filmach są szlachetni bohaterowie. W dżungli panuje prawo dżungli, tu nie ma pojęcia prawa, kto tego nie rozumie niech lepiej tego nie próbuje. Każda wojna oparta jest na bezprawiu, to tylko dziennikarze siedząc w wygodnych fotelach popijając kawkę i paląc ulubione cygara, będąc absolutnie bezpieczni roztrząsają dylematy z zakresu moralności czy też etyki. Cholera! – w każdej wojnie jest tylko jeden dylemat – albo Ja załatwię Ciebie albo Ty załatwisz mnie. Mieliśmy jednego takiego oficerka z tak zwanego dobrego domu, po pierwsze walce został odesłany do kraju na leczenie psychiatryczne. Człowieku, tam jest inaczej niż w książkach, tam swąd zgniłej pleśni, gnijących ciał, wiecznie wilgotne ubranie, gorąco, duszno, półmrok, za każdym krzakiem jak nie żmija to jakieś inne świństwo, nie wyłączając czarnuchów.

Zauważyłem że jakby lżej teraz rozmawiał, jakby coś z siebie zrzucił lub z siebie wy-rzucił. Byto to coś na pograniczu świadomej eutanazji ciemnych wspomnień. Przez dłuższy czas on mówił jakby do siebie, mnie w ogóle nie zauważał, jakbym nie istniał. Jakby nic nie istniało, jakby mówił do pustki, coś w rodzaju samooskarżania czy też samo usprawiedliwiania się.

Zapadła dłuższa chwila milczenia, żadnemu z nas nie chciało się w tym momencie cokolwiek powiedzieć. Jemu było jakby lżej a mnie jakby ciężej.

- No dobrze, a co to ma wspólnego z tym że tu w Niemczech siedziałeś w mamrze.

- W Legii byłem ponad 16 lat, zwolniłem się, po takim stażu, to nawet mógłbym być na emeryturze, ale jeszcze nie chcę.

- No a co z tym Facetem którego skasowałeś, zapytałem, siląc się nonszalancki głos.

- Kiedyś stałem, na bramce jak zwykle przed jednym z lepszych lokali. Wychodziła z niego para, oboje mniej więcej w wieku 30-35 lat. On na nią bardzo krzyczał, a ona nie była mu dłużna. Dla mnie normalka, nie moja sprawa, ja jestem nie od uspokaja-nia. Ten Mężczyzna w pewnym momencie walnął ją w głowę, ale co mi tam, walcie się jeśli chcecie. – ciągnie spokojnie zapalając następnego papierosa.

Ja jednak czuję, że ten flegmatyczny spokój to tylko pozoranctwo.

- Walnął ją jeszcze raz, ona upadła na ziemię krzycząc głośno, nie takie rzeczy widziałem, a ja nie od tego jestem i nie za to mi płacą abym był niańką dla spanikowanych Paniusiek. Ten bydlak kopnął ją jednak w brzuch, a już wcześniej zauważy-łem że była w ciąży. Coś mi się stało, podskoczyłem i przyłożyłem temu Gościu jednym, dobrym sierpowym. Upadł, już się nie podniósł, przyjechała Policja, Pogotowie, ale Gościu już nie zipał. Okazało się później, że tym uderzeniem skręciłem mu kark. Oni, to nie było małżeństwo a przygodni znajomi. Za nieumyślne zabójstwo dostałem 12 lat ale już po 8-miu wyszedłem.

Po takiej porcji wrażeń, zapytałem go czy mogę mu postawić „sznapsa” np. z ruskiej wódki?

- Nie, - padła spokojna odpowiedź, ja nie piję wódki, to może coś z winiaku albo z koniaku?

- Nie, nie piję alkoholu jako takiego, piwo mi najczęściej wystarcza.

- A wino? Likier i tp?

- Nie, już Ci mówiłem warknął na mnie.

- No dobrze, dałem za wygraną, a piwo można?

- Jeśli chcesz postawić? Zawiesił głos i nie kończył zdania.

- A co z narkotykami? Zadałem pytanie, ciesząc się w duchu że udało mi się zejść z poprzedniego tematu.

- Narkotyki?, nigdy tego nie próbowałem, ale widzę co one robią z Tą młodzieżą. Nie raz widziałem jak z tej czy innej bramy wynoszą Ją czy Jego już zimnego z prze-dawkowania, a mają nie więcej jak 25- góra 30 lat ! Widziałem też wiele tych dziew-czyn gotowych wszystko zrobić za działkę.

- Co robisz jak masz wolne od pracy?

- Tu siedzę, odparł spokojnie,

- Tutaj? - dziennie?

- Tak, a gdzie mam iść, tu jestem codziennie tu są przynajmniej ludzie którzy mnie znają i ja ich znam.

- Noooo, w niedzielę też?

- Tak, a gdzie mam iść – do kościoła?

- A czemu by nie, wypaliłem jak Filip z konopi.

- Nie wierzę w Boga od czasu kiedy mi zabrał moją ukochaną.

- Ukochaną? – to miałeś ukochaną panią? żonę?

- Żadnej Baby!! One są wszystkie popier….., miałem ukochaną córkę! – wychar-czał tym swoim zachrypniętym głosem

Nie przysięgnę się, ale jakby zabłysło mu coś w oku.

- No a skąd ta córka? zapytałem zdziwiony.

- Po Legii jak wróciłem do Niemiec, to nie pojechałem do Matki na Bajery bo nie-chciałem ją widzieć.

- ???- zrobiłem duże oczy – dlaczego?

- Dlaczego !, dlaczego !! - warknął znów na mnie, a co miałem jej powiedzieć jak przez 16 lat nie pisałem do niej! Co jej miałem opowiedzieć że jej syn to kawał zbója?! Co miałem jej powiedzieć, że się poprawię i będę zmawiał paciorek dziennie przed położeniem się do łóżeczka ?! Przyjechałem do Hamburga bo tu można szybciej znaleźć pracę. Miałem trochę pieniędzy wynająłem pokoik i zamieszkałem tutaj.

- No a skąd ta córka wracam do poprzedniego pytania.

- Miałem taką dochodzącą Panią, czasem mieszkała u mnie przez 2-3 tygodnie,

a później wyrzucałem ją, jak zaczynała się panoszyć. Trwało to parę miesięcy.

Po pewnym czasie po którymś tam znów pobycie u mnie powiedziała mi że jest w ciąży. Wywaliłem ją za drzwi, pewnie się gdzieś szlajała a teraz mówi że to moje !

Mówił to jednak nie z nienawiścią a raczej jakby to była tylko sucha informacja.

- Kiedy jednak znów przyszła a była już w prawie w szóstym czy też siódmym miesiącu, to pozwoliłem jej zostać. Przekonywała mnie że to moje. Uwierzyłem jej, a przynajmniej chciałem wierzyć. Kupowałem jej dobre rzeczy do jedzenia, dużo nabiału, pilnowałem też, żeby za dużo nie piła wiedziałem że musi się dobrze odżywiać jeśli to dziecko ma być zdrowe. Kupowałem jej jakieś łachy żeby jakoś wyglądała.

- I nie pokochałeś ją? - zapytałem, jak się za chwilę przekonałem naiwnie.

- Pokochać taką? Przecież ona się puszczała na ulicy ! i spała byle gdzie i z byle kim! – odpowiedział swym zachrypniętym głosem. Ona była dobra do łóżka!

Szybko się wycofałem z tego pytania.

- A co z córką wracam do zasadniczego pytania.

- Jak nadszedł czas, do zawiozłem ją do szpitala, dałem dobrze w łapę temu leka-rzowi co miał pomagać przy porodzie. Nie chciał wziąć ode mnie, bo dla kurażu wy-piłem parę piwek, ale jak go jeszcze raz poprosiłem to wziął i obiecał że będzie wszystko dobrze. I było dobrze, miałem córkę. Po porodzie była jeszcze u mnie ze 2-3 miesiące a potem poszła sobie wraz z dzieckiem do siebie. Nie żałowałem tego, ale często, no powiedzmy raz na dwa, trzy tygodnie przychodziłem do niej i przynosi-łem Małej coś dla niemowlaków. Kupowała mi to właścicielka tego lokalu gdzie byłem Staczem. Ona wiedziała co jest potrzebne. Jak dorastała to nawet zabierałem ja na spacer. Nie miałem nic przeciwko temu aby poszła do pierwszej komunii, nawet jej kupiłem najładniejsza sukienkę, a pomagała mi w tym ta właścicielka lokalu.

- A pocałowałeś ją kiedyś czy przytuliłeś ją?

Spojrzał na mnie tymi trochę niebezpiecznymi oczami i odparł.

- A po co, wystarczy że dbałem o nią!

Wolałem już tego wątku nie drążyć.

- Co się stało, przecież poprzednio powiedziałeś mi że „miałeś” córkę!

- Tak !, miałem córkę i ją kochałem, - odpowiedział tak głośno że Barman przerwał swe czyszczenie szkła a tych trzech przy barku spojrzało na nas.

Cofnąłem się trochę na oparcie, chyba dotknąłem czegoś, czego nie powinienem.

- Czy trzeba pokazywać komuś że się kogoś kocha, czy nie wystarczy to czuć i wiedzieć?

Zadał pytanie ale nie oczekiwał odpowiedzi, chyba nawet jak sądzę nie chciał jej. Zamilkłem. Zapadła cisza, nie wiedziałem co zrobić, zapytać go, co dalej z córką, albo zamknąć ten temat.

- Jak miała 12 lat to zachorowała na wielki ból głowy, ciągnął po chwili dalej. Potem okazało się że ma tętniaka w głowie, zanim w szpitalu zdecydowali się Ją operować, to On zdążył pęknąć i umarła tego samego dnia. Pochowałem Ją na cmentarzu, wszystko zapłaciłem a nawet pomnik postawiłem.

- Chodzisz do niej na cmentarz?

- Nie ! Co mam wspominać? To że była a teraz jej niema?

Postanowiłem już nie zadawać pytań o Nią, wyczułem, że zbliżyłem się do granicy której z pewnością nie powinienem przekroczyć.

- Czytasz jakieś książki?

- Nie, ale jak siedziałem w ciupie to nasz wychowawca, - no taki Gościu od kultury przyniósł mi parę książek do wyboru abym coś przeczytał. Nie było co robić to chyba ze 3 czy też 4 książki przeczytałem.

- Zainteresowało Cię to choć trochę?

- Nie ! Tam nie było książek o wojnie a tylko jakieś o tym, że Ona kocha i wzdycha a On ma co innego w głowie i tym podobne. Jak chciałem aby mi coś przyniósł na temat Legii czy też o wojnie to On odpowiedział że to nie odpowiednie dla mnie.

Pieprzony Dupek! – On uzurpował sobie prawo do tego aby lepiej wiedzieć niż ja, co mogę czytać a co nie !

- No a teraz, kiedy masz książek do woli i jakich tylko chcesz w księgarni, poczytałeś coś co Cię interesuje?

- Odwal się (użył bardziej dosadnego określenia) z tym tematem. Nie, nie kupiłem żadnej książki i nie będę czytał, do dobre dla takich Gości jak Ty i nie zawracaj mi dupy książkami, - zirytowany odparł i pociągnął łyk piwa.

Nie dając po sobie poznać że zrobiło to jego wyznanie jakiekolwiek na mnie wraże-nie, też pociągnąłem łyk i zapaliłem papierosa, chcąc zyskać na czasie i zastanowić się nad sformułowaniem następnego pytania.

Podszedł Barman i zamienił nam bez pytania nasze puste kufle na pełne i spokojnie postawił 2 następne kreseczki na moim tekturowym krążku – podstawce pod kuflem, czyli na mój rachunek. Z naszej strony nie było żadnej reakcji a dla Barmana było to tak oczywiste że właściwie o co pytać? Podnieśliśmy te świeże kufle stuknęliśmy się – Prosit – i dalej zajęliśmy się naszymi myślami.

- Wierzysz w Boga? – zapytałem.

- Nie wiem, - kiedyś byłem ochrzczony jako katolik i nawet byłem w pierwszej komunii, gdzieś tam w domu nawet mam jedno zdjęcie z tego, ale nie chodzę do kościoła.

- Byłeś kiedyś na Mszy Św.?

- Chyba ze dwa razy w Legii a potem nie. Religia i to co my robiliśmy nie zawsze się ze sobą zgadzało.

- A o Bogu jako takim - myślałeś?

- Tak,- jeśli bym go spotkał to bym go zabił! - odpowiedział twardo a widząc moją zdumioną twarz, kontynuuje – a za co mam go kochać przecież On zabrał mi moją córkę, jedyne Coś co miałem, co szanowałem i lubiłem.

Zauważyłem że po słowie „szanowałem” jakby się zająknął i dokończył – „lubiłem”.

- Za co mam go szanować?, - a On uszanował mnie? Zabrał mi to, co nawet nie mogło dorosnąć, a ja jestem sam, jak palec sam i co? - mam go za to kochać !?

Nie uznałem za stosowne aby w tym miejscu i w takiej atmosferze robić mu wykład o bojaźni bożej. Nie sądzę aby to padło na podatny grunt.

- Widzisz tego Gościa, no, ten trzeci przy kontuarze?

Podniósł głowę i popatrzał;

- Tak znam go, też często tu przychodzi.

- Gdybym Ci zapłacił i powiedział że masz mu przyłożyć to co Ty na to?

Nawet nie popatrzał na mnie, spokojnym głosem odparł;

- To zależy ile zapłacisz i co chcesz abym mu zrobił.

- Nooo, powiedzmy trochę facjatę wypolerował i rączkę przetrącił.

- Czemu nie, da się zrobić.

- A znasz go? - no tego trzeciego przy ladzie?

- Tak, już Ci powiedziałem.

- I nie robi to Ci żadnego problemu że go znasz i jest Twoim znajomym?

- Nie,- ty mi płacisz a ja wykonuje zlecenie. To tak jakby płaca za pracę.

- A gdybym coś większego chciał?

Tu spojrzał na mnie z przymrużonymi oczami uważnie;

- W TO nie wchodzę, ale komuś gębę przemodelować - to czemu by nie.

- Starałeś się kiedyś poznać jakąś kobietę z która mógłbyś być po prostu razem, jak rodzina albo coś w tym sensie?

- Kobiet znałem wiele i znam wiele, ale one nie są warte aby je traktować serio, im potrzeba tylko pieniędzy i tylko pieniędzy, te które znam są do chwilowego użytku - und raus!!

- Ale ja się pytałem o kobiety nie z tej ulicy ale o te inne, które na pewno nie mają z tymi z tej dzielnicy nic wspólnego.

Spojrzał na mnie tymi złymi oczami, zaciągnął się dymem i powiedzmy że przypadkowo wydmuchał mi go prosto w twarz. Nie zwróciłem na to uwagi i jakby nigdy nic zapytałem go ponownie.

- Ja się pytam o kobiety godne tego miana a nie o panie do wynajęcia! - powiedziałem z naciskiem.

Spojrzał przed siebie, zwiesił głowę i milczał dłuższą chwilę. Wyglądało to na to jakby zbierał myśli czy też zastanawiał się jak mi odpowiedzieć.

- Widzisz człowieku, jak wróciłem z Legii to nawet myślałem o czymś takim, ale spójrz na mnie, spójrz na moją gębę, spójrz na moje zęby, bo mój głos już znasz.

Czy myślisz że jakaś „Porządna” by mnie chciała? Kiedyś jeszcze miałem garnitur, a do dzisiaj mam jeszcze 2 białe koszule i aż 3 krawaty i co z tego! Jak się odezwę i Taka spojrzy na mnie to zanim zdążę coś powiedzieć, to już słyszę jej krzyk że mam ją nie zaczepiać bo zawoła Policję. Kiedyś przed laty, właścicielka tego lokalu gdzie pracowałem przed drzwiami chciała mnie za jakąś wyswatać. Jak się nawet jakaś zgodziła na spotkanie ze mną przy stoliku w tym lokalu, a ja starałem się być uprzejmy i pilnowałem się, aby nie użyć „soczystego mięsa” to taka Paniusia po paru chwilach rozmowy ze mną, prawie zawsze, nagle przypominała sobie, że ma mało czasu i musi koniecznie teraz coś ważnego załatwić i ze słowami fałszywego przepraszania znikała by nigdy się już nie pojawić. Teraz wierzysz mi że chciałem, ale nie wyszło.

A czy Ty chciałbyś aby Twoja córka poznała takiego jak Ja? - zapytał uśmiechając się złośliwie.

Spojrzałem mu odważnie głęboko w oczy i odparłem spokojnie powoli cedząc słowa

- Nie! – nie sądzę abyś był dobrą partią dla mojej córki, dla mnie i mojej rodziny i na pewno nie życzyłbym sobie znajomości rodzinnej z takim jak Ty.

Sam się wystraszałem swych słów, błyskawicą przeleciała mi myśl, - nooo, teraz to się chyba odwinie i oberwę za swój nie wyparzony pysk ! On jednak, rozparł się wy-godnie na tej ławie i spokojnym wręcz łagodnym głosem mówi:

- Widzisz, Ty jesteś taki jak te kobiety, - zobaczyć, chwilę porozmawiać, nacieszyć się Twoją wyższością, porządnością i Adieu ! Gdybym Cię poprosił abyś mnie zabrał do swego domu i przedstawił Twojej rodzinie, to na pewno znalazł byś tysiąc nie do odrzucenia argumentów, że tak, oczywiście że tak, ale nie w tej chwili może kiedyś, później !

Zadał mi bobu – psiakrew, mózg pracuje na najwyższych obrotach – jak mu odpowiedzieć. Żeby zyskać na czasie wyjmuje następnego papierosa i pstrykam zapal-niczką, nie chce się zapalić, On wyjmuję ją z mej ręki, raz pstryknąwszy podaje mi ogień i odkłada ją teatralnym, spokojnym ruchem na ladę przed nami. Zdobywam się na odwagę;

- Masz rację, takiego skurwiela ja Ty, to na pewno nie zaprosiłbym do domu aby przedstawić go mojej rodzinie! - prawie wykrzyknąłem.

Było mi wszystko jedno, ale przynajmniej zachowałem swój honor! – nie będę go okłamywał.

Nastąpiło coś czego nigdy bym się nie spodziewał czy też oczekiwał. On nagłym ruchem objął mnie ręką za ramiona, przyciągnął mnie do siebie jak piórko i pocałował mnie w policzek;

- I za to Cię lubię, przynajmniej uczciwie stawiasz sprawę – wycharczał tym swoim głosem tak głośnym, że prawie wszyscy spojrzeli na nas. Podniósł swój kufel i z wy-raźnym zadowoleniem pociągnął dłuższy łyk.

- No okay, okay, odpowiedziałem już trochę uspokojony ale jeszcze oszołomiony tą akcją.

Coś Ty za człowiek zastanawiam się w myślach, pełen sprzeczności, a zarazem szczery aż do bólu. Sięgam spokojnie po kufel i też pociągam dłuższy łyk. Siląc się na spokojny głos, mówię takim tonem jakbym przed chwilą zakończył jedną kwestię a zaczynał drugą.

- Nie myślałeś o zmianie zawodu i coś innego robić, bardziej sensownego niż stanie przed lokalem i ewentualne wyprowadzanie Gości na świeże powietrze?

- Kpisz sobie ze mnie czy durnia strugasz? - zacharczało i błysnęło coś nieprzyjemnego w oczach. Oczywiście że tak !, - ale ja nic nie potrafię poza strzelaniem, słuchaniem rozkazów i dawania komuś po gębie jak zajdzie potrzeba, ale i z tym też muszę być ostrożny.

- Noooo, - przecież są pracę w magazynach przy wyładunku czy też załadunku, możesz zrobić np. prawo jazdy i prowadzić ciężarówkę, albo inne prace które nie wymagają jakieś szkoły a zwyczajnie - kursy czy też przeszkolenia.

Pochylił się nad kuflem i zaczął po raz pierwszy bardzo cicho, musiałem dobrze nad-stawiać uszu, aby z tego jego głębokiego rzeżącego głosu odfiltrować zrozumiałe dla mnie dźwięki.

- Kiedyś straciłem pracę i poszedłem do Biura Pracy aby się zapisać i zapytać się czy nie mają dla mnie pracy. Panienka, która mnie zobaczyła gdy tylko wszedłem do pokoju natychmiast z niego wyszła i troszkę jakby za szybko. Po chwili wszedł mężczyzna i tonem zniecierpliwionym zapytał się czego chcę. Odpowiedziałem że za-meldować się i może mają jakąś prace dla mnie.

Pan popatrzał na mnie takim wzrokiem jakbym był trędowaty, śmierdział czy też budził odrazę. Zapisał moje dane w specjalnym formularzu i powiedział że jak coś będą mieli to powiadomią, po czym poinformował mnie zniecierpliwionym głosem że bardzo się śpieszy bo ma coś pilnego do załatwienia. Widzisz człowieku, „Oni” się mnie boją. Kiedyś poszedłem w stronę magazynów portowych aby zapytać o pracę, ale już na poszczególnych bramach nie wpuścili mnie do środka, a co dopiero do Biur. Już na bramie dowiadywałem się że nie ma pracy i jak nie odejdę to wezwą policję.

Podniósł swą głowę znad kufla i spojrzał na mnie, a właściwie nie na moją twarz a na moją postać. Patrząc na mnie swymi zimnymi oczyma, zgrzyta swym głosem i cicho ciągnie dalej.

- Ty to nie masz problemu ze znalezieniem pracy, gładka gęba, mówisz normalnie, wyrażasz się jak inteligęcik i umiesz się na pewno dobrze zachować przy stole.

Po raz pierwszy w głosie jego zabrzmiał ironiczny żal, - nie, nie mylę się, wyraźnie dźwięczały nutki żalu pomieszane z gorzka ironią.

- W knajpie za Bar też się nie nadaję, wierz mi, - podniósł głos prawie śmiejąc się, goście się mnie też boją, no mówię Ci - i klepnął mnie lekko po ramieniu wg jego uznania, bo ja myślałem że chyba mi obojczyk przetrącił. Udając że jest to dobry żart przez dłuższą chwilę rozcierałem obolałe ramię.

- Nie uwierzysz mi, ale zgłosiłem się do Bundeswery, bo chciałem do Afganistanu, sądziłem że moje doświadczenie z Legii Cudzoziemskiej wystarczy aby przyjęli mnie z otwartymi rękoma. Wyobraź sobie, - Oni – tu zaczął się śmiać, a brzmiało to jakby seria wybuchających granatów, - powiedzieli mi że jestem za stary, wyobraź sobie – ZA STARY, powtórzył z naciskiem i walnął pięścią w kontuar że aż huknęło. Kufle podskoczyły, a lada była z solidnego grubego drewna. W knajpie zrobiło się cicho, wszyscy spojrzeli na nas, ten śpiący na czapce spojrzał nawet przytomnie nas, się-gając po kufel aby umoczyć w nim usta. Barman mimo że znał mojego rozmówce od lat, spojrzał na niego z niepokojem i chwycił, tak mi się przynajmniej wydawało, COŚ pod kontuarem, aby po chwili dalej spokojnie czyścić te swoje szkliwa a reszta towarzystwa wróciła do swych czynności. Wiedziałem a raczej wyczuwałem że zbliżam się do końca jego możliwości duchowej ekshibicji.

Postanowiłem jakoś zakończyć tą niewątpliwie dla mnie niecodzienną rozmowę.

- Wiesz chyba już czas na mnie, mogę Ci zrobić zdjęcie telefonem?, - chodzi o to żeby Ci Inni mogli sobie Ciebie wyobrazić, zresztą i tak to będzie w Polsce.

Machnął tylko ręką. Popatrzał na mnie spod łba a ja pstryknąłem, widząc jednak że nie odkładam aparatu, wyciągnął rękę do przodu z wyprostowanym środkowym palcem.

- Teraz już wiesz gdzie mam ten świat ! - wycharczał tym swoim głosem, a miało to brzmieć jakby objaśnienie tego gestu, ale w żadnym przypadku nie jako usprawiedliwienie, - pstryknąłem drugi raz.

Zacząłem ubierać kurtkę, zatrzymał jednak moją rękę, - posiedź jeszcze chwilę, - po raz pierwszy zabrzmiało to jakby prośba, przynajmniej tak to odebrałem.

- Wypytałeś mnie o wiele rzeczy, ale nie zapytałeś o coś na co czekałem.

- Zaskakujesz mnie, a o co miałem Cię zapytać?

Spojrzał na mnie tymi zimnymi złymi oczyma i powoli jakby akcentując słowa mówi. - Nie zapytałeś mnie co chcę dalej robić ze swym zasranym życiem. Pytałeś mnie o przeszłość i ani razu o przyszłość.

- A masz w ogóle jakąś przyszłość ? – odezwałem się bezczelnie, - trochę się wy-straszyłem, bo zabrzmiało to na równi wyśmiewającą go ironią.

- Mogę postawić Ci piwo ? - zadał pytanie jakby nie słyszał mojej odpowiedzi.

- Nie ma sprawy - odpowiedziałem, ale zaraz przebiegła mi myśl –pytanie, co jest? – groszem nie śmierdzisz a chcesz mi piwo postawić.

Kiwnął na Barmana pokazując dwa palce i podsunął swoją podkładkę do zrobienia kresek, czym zmusił Barmana do podniesienia brwi.

- Czy mam przyszłość ? – powtórzył pytanie, nie !, na pewno nie, jestem prawie 15 lat po Legii a nie mam nic, pieniądze jakoś się rozeszły, nie mam żadnej rodziny, - żadnego wujka czy też ciotki, kuzyna czy coś w tym rodzaju. Albo stoję przed drzwiami lokalu, albo siedzę tutaj, latem jak jest ciepło to czasem idę nad brzeg Elby. I tak sobie żyję, być może że znów mnie poniesie, zrobię komuś coś, czego bym na pewno nie chciał, albo znajdzie się inny jakiś Ktoś i zrobi to ze mną, co będzie chciał.

Zapadła cisza, te Trio dalej przekonywało się wzajemnie zaciekle o jedynym właściwym sposobie pojmowaniu realii tego świata, ten KTOŚ zmienił pozycje odpoczywania na czapce z lewego na prawy policzek, ta całująca się para z małymi przerwami kontynuowała swoją fascynującą ich czynność, a ta trójka przy barze beznamiętnie dalej sączyła swój napitek. Jedynie Barman niewzruszenie trwał na swej pozycji za barem, spokojnie postukując swymi szkłami.

- Wiesz, ja już naprawdę muszę iść, zrobiło się trochę późno.

- Daj no ten twój telefon i ustaw go na zdjęcie – powiedział, chyba po raz pierwszy z wyraźną życzliwością.

Wręczyłem go bez obawy, a on kiwnął na Barmana, przekazał mu go polecając aby zrobił nam zdjęcie. Gdy Barman podniósł aparat patrząc w ekranik, On nagłym, ruchem objął mnie i przytrzymał aż do momentu pstryknięcia migawki.

- No teraz masz mnie wraz Tobą ! – a jak masz na imię?

- Jan – odpowiedziałem, a Ty?

- Alex, zagulgotało gdzieś tam w krtani.

Wstałem i zapinając kurtkę pożegnałem go słowami.

- No to cześć, spojrzał na mnie jakoś tak – inaczej, po raz pierwszy nie jestem wstanie tego spojrzenia właściwie określić i odpowiedział tym samym .

- Cześć !

Gdy byłem już przy drzwiach usłyszałem nagle jego głos.

- Jan – jak będziesz znów w Hamburgu to wpadnij tutaj, pogadamy trochę, równy z ciebie chłop, nie zapomnij o mnie !

Zamknąłem za sobą drzwi.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania