Hel cz.4
Czarne punkty ptaków rozsiane na gałęziach wzbiły się do lotu.
Zerwał się porywisty wiatr. Popychana postać przez skrzydła Anielicy próbowała stawiać opór. Z drugiej strony gromada czarnych ptaszysk przepędzała falę uderzeniową, mieszając się z Heli lotnym świadomym bytem.
– Postaw ją przodem do mnie! – krzyknęła do matki opiekunka, która zbliżała się powoli do ciała.
Bezwładnie opadająca głowa na ramię nagle się uniosła. Hel otworzyła oczy i przemówiła.
— Przyzywam moje dobro! – Twarz po jasnej stronie zaczerwieniła się drobne kosmyki ognia wypełzały z kącika ust. — Przekraczam moje zło — Druga strona lica kruszyła się węgielnym miałem, płonąc kartuszowymi kaskadami.
Ptaszysko, zapadł wyrok. Za karę i twoje dobro i ty Anielico za twoje poświęcenie zostaniecie w moim kręgu. – Uniosła dłonie, dym długimi szarfami związał razem skrzydlatych, zmniejszali się, sycząc. Ścisnęła dłonie w jedną pięść, zamykając ich we wewnątrz.
Hel mieniła się zieloną poświatą, z jednego ramienia wyrosło jej czarne skrzydło z drugiego białe.
Wzbiła się w szary kłąb nieboskłonu.
Powoli opadało pierze, przykrywając naskalne opowieści.
Matka rozgarneła ciepłe jeszcze miejsce, brudząc dłonie popiołem, odbiła po śladach Heli swoją dłoń.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania