Hel cz.2

Delikatnie dotykała formuły magii rozdrapanych strupów na sinych kręgach. Okadzanie leżącej tworzyło obłoki różnokolorowych widziadeł. Przepędzała je wieńcem z ziół.

Opiekunka miała skrzydła, skrzętnie związane, tak aby nie przeszkadzały jej w oczyszczeniach. Matka wezwała ją po kilku dniach nieodzyskania przez Hel chęci otoczenia ust.

Jej powłoka, chociaż nieumarła sparaliżowana była rozerwaniem ciągłości osłony. Jej anielica miała przywilej zejść na Ziemski padół, gdy była ostatecznie potrzebna.

 

– Matko, czy jesteś gotowa? – Biała-szara postać od dymu trzymała sierp w dłoni. Odcięcie

ostrym narzędziem talizmanów wiszących na szyi sprowadzi do chałupy czyste żądne unicestwienia istoty.

– Wyjdźmy tam, gdzie zaatakowały Hel, z jej rysunków odczytam drogę, którą ona idzie.

Z pobliskiego lasu ciepły miesiąc tętnił latarenkami ze świetlików. Nadawały Hel otuchy, ciemność z przebijającymi ją punktami zieleni przypominała młode koty bawiące się ze sobą.

 

– Gdybym tylko mogła zdobyć kawek drewna – rozglądała się wyczulona na zapach dymu.

Przyglądała się swoim dłoniom, bezbarwne ale zdolne do chwytu. Nogi podrapane od krzaków bolały ją, ale nie na tyle, żeby iść dalej. Wstała łapiąc robaczki w garści tworzące kulę.

Nikt jej nie pilnował, oprócz gawrona, który tym razem przysnął na gałęzi dębu.

 

– Gdzie jest południe? Gwiazdy nic nie mogą wskazać, bo są rozrzucone w chaosie – westchnęła.

Poruszała się ostrożnie, mijając wystające omszone głazy z gruntu, niekiedy siedziały na nich inne stworzenia, w bezruchu, zatopione w swoim ciemnym wnętrzu.

Świecąca kula w jej dłoniach traciła wigor. Potrząsnęła nimi delikatnie. Las zgęstniał, coraz trudniej było się przez niego przedzierać. Otworzyła się przed nią przestrzeń pełna świecących fluorescencyjne grzybów. Hela stanęła zaskoczona na krawędzi halucynacji.

Pulsująca gromada świetlików synchronizowała się z kapeluszami.

– Światłowody!? Wystarczy się przyłączyć. – Dziewczyna podbiegła do największego grzyba i wypuściła robaczki.

 

Czarny tropiciel nadleciał za późno.

– Złapała się w pułapkę! – kra, kra! Ptaszysko wydzierało się w przestrzeń, wymachując szarym dziobem.

Odpowie za to niedopatrzenie. Miał ją skłonić do żalu, strachu, poczucia beznadziei, rozerwać mentalnie, ale zasnął, starość ma swoje prawa.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Beloniusz godzinę temu
    Szkoda, że ptaszysko zasnęło i nie skłoniło Heli do "żalu, strachu i poczucia beznadziei". Ten stan to katharsis maga (nie tylko maga) coś, z czego wychodzi się obdarzonym mocą. O ile uda się przetrwać. Na pewno powiesz, że Hel nie jest magiem. Może i nie jest, ale ma zadatki.
    Mamy chyba podobne lektury. Uwielbiam „Ocean na końcu drogi” Neila Gaimana. Dla mnie to biblia fantasy i wrażliwości.
  • C₁₂H₂₂O₁₁ godzinę temu
    Beloniusz Jeszcze ptaszysko może nadrobić straty. 😊
    Powiem Ci, że sobie wrzuciłam niezły tor do przejechania.
    Dzięki za śledzenie tego skrawka i polecenie książki, postaram się przeczytać. 😀

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania