Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Henia

Pewna Henia wciąż mnie wpienia.

I choć przed nią drzwi zamykam,

na jej widok migiem znikam,

Sytuacji to nie zmienia.

 

Wiecznie w domu mnie nachodzi

- Piwko mam sąsiedzie miły…

Może wspólnie obalimy?

Właśnie się w lodówce chłodzi.

 

- Mnie po piwie zgaga męczy

- Odpowiadam kulturalnie.

- Nie mam chęci, aktualnie,

niech sąsiadka mnie nie dręczy.

 

Może winka buteleczkę?

- Henia do mnie puszcza oko

i uśmiecha się szeroko.

- Napijemy się troszeczkę.

 

Czkawkę - mówię - mam po winie -

Henia oczy wytrzeszczyła -

Chyba mi nie uwierzyła,

widzę to już po jej minie.

 

Po koniaczku jednym może?

Sąsiad taki jest nieśmiały,

taki skryty, osowiały,

on odważyć się pomoże.

 

Myślę - co tam, raz się żyje.

Jej atuty tak sterczały,

że mnie w końcu pokonały…

Raz dać mogę sobie w szyję.

 

Pani wejdzie - mam godzinkę.

- Oo, dziękuję! – odpowiada.

Na kanapie z gracją siada

- napijemy się ciupinkę.

 

Z colą pije pani drinka?

- Pytam w dekolt zaglądając,

sprawy z tego se nie zdając,

że mi z paszczy leci ślinka.

 

Wolę - mówi wstając - z sokiem,

piersi jej zafalowały,

aż stwardniałem prawie cały,

mierzy mnie zalotnie wzrokiem.

 

Nawet z gwinta wypić mogę,

byle z panem - mówi cicho.

(Drżą mi ręce - co za licho?)

I ociera się o nogę.

 

W ustach wielką suchość czuję,

Henia zbliża do nich swoje.

Prawie mdleję, lecz wciąż stoję,

zaraz chyba eksploduję...

 

Kątem zerkam na podłogę -

szlafrok jej już na niej leży.

Włos na głowie mi się jeży,

biernym dłużej być nie mogę.

 

Chwytam w dłonie jej pośladki,

język po jej twarzy błądzi.

Chyba - myślę - czuję trądzik?

Ściągam z siebie swoje szatki.

 

Ręce niczym ośmiornice

nasze ciała oplatają.

Palce czegoś wciąż szukają,

Henia biust ma jak donice.

 

W plecy mi pazury wbija

i mnie gryzie w lewe ucho.

Jak dzwon bije mi serducho,

już w malinkach jest jej szyja.

 

Język dwoi się i troi,

Henia leży wzdłuż, placuszkiem.

"Tam" się zbliżam swym paluszkiem,

a mój oręż już się zbroi.

 

Nagle! - Zrywam się spocony,

bo ktoś właśnie drzwi otworzył.

Ja z sąsiadką - jak Bóg stworzył,

a tu słyszę głos mej żony…

 

- Gdzie schowałeś się mój lisku?

Tutaj jesteś? Ooo! Sąsiadka?!

Wyszła z tego niezła gratka...

Do dziś strupy mam na pysku...

 

I odeszła. Nie mam żalu.

Henia już mnie dziś nie wpienia.

Sytuacji to nie zmienia,

kiepsko karmią mnie w szpitalu.

 

Dziś mam ręce na temblaku

oraz w gipsie wszystkie członki.

W głowie grzmią mi słowa żonki

- Doigrałeś się tępaku…

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Aisak 2 godz. temu

    5🤣🤣🤣

  • Marulek 2 godz. temu

    Dzięki!

  • realista godzinę temu

    Marulek. Ot i potwierdziłeś prawdę obnażoną
    Nie wchodź w romans z sąsiadką jak masz żonę
    Bo miłe początki niewinnych zalotów
    Ale to 'koniec' narobił ci kłopotów.
    Więc cierp zgruchotane przez żonę ciało
    Jak podwójnej miłości ci się zachciało.

  • Marulek godzinę temu

    Dzięki za fajny komentarz! A historia jest fikcją literacką (he,he), koledze się przytrafiło...

  • realista godzinę temu

    Marulek. Mój komentarz to rozwinięcie tematu
    A nie przytyk dla autora osobistego dramatu

  • Marulek

    realista Nie odebrałem tego jako przytyk. I podoba mi się "rozwinięcie tematu"

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania