Herbaciany, wielkomiejski sen

Wśród wielkiego miasta, spowitego wieżowcami,

Gdzie na każdy rzut oka rządzi komercja,

Wśród miejskiej duszy stoi chata.

Z jej frontu bije gracja.

Czerwone deski – niby nowe, a dopadła je już dewastacja.

Na trawniku, zielonym, choć w odcieniach żółci,

Zdobią kamienie – toż to dopiero instalacja.

 

Ludzie mijają ją z maskami,

Nikt nie zajrzy,

Nie zobaczy, czy jest ona tylko majakami.

W środku, mimo wszystko, dużo życia:

Miły pan naleje ci coś do picia.

 

Wszędzie kotki i obrazy,

Na obrazach pełno nieludzkich twarzy.

 

Kiedyś weszła tam staruszka –

To dopiero życia dróżka!

Zadzwoniła wnet po księdza,

Bo „tu jakiś szatański rytuał się rozkręca!”

 

Wnet podszedł gruby kot,

Miauknął, szkieletorce rybką prosto w nos.

Drugi, rudy, swym spojrzeniem ją uraczył.

 

Na sztuce po ścianach szkarłatne istoty,

Na ich głowach ostre rogi.

A właściciel? Starszy, miły pan.

W kociej kawiarence – oryginalny wystrój miał.

 

Wierzył w Bóstwo, kojarzące się z złem,

Lecz przypowieść jego oczom była tylko tłem.

Wierzył, że każdemu Bogu krowie rogi niczym hełm.

 

Gdy go spytasz, o co chodzi,

Powie, że jak ludzie człowiekowi równi,

Tak tu Bóg z pozoru od Szatana się nie różni.

 

Tak, z pozoru, chata mogłaby należeć do wiedźmy.

Kawki spróbuj!

Nic nie różni jej od swojskiej, robionej przez Wieśka baristę.

Przy tym wystroju pewnie spodziewałbyś się słuchać metalowego basistę,

Jednak w małym radyjku tylko Mozart – jak przystało na klasistę.

 

Ups, to chyba nie to słowo...

Chodziło o pana, co słucha klasyki na okrągło.

 

Tak zachwalam, że pewnie spytasz: „Gdzie mam dom?”

W miejskiej dżungli mieszkam, tak o.

 

I tak myślę – czy zwariował miły pan,

Czy może to nienormalny jest świat?

Pora wyłożyć karty na blat.

W kociej kawiarni spędzę kilka lat,

By nie dosięgnął mnie ponury blask.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania