Higro
"To normalne, że człowiek mdleje w kościele. To nie jest miejsce dla ludzi"
Agnieszka Miodowska
marzy się. przenajgrzeszniej. kobieta tam jest
i mężczyzna. podobno — ja.
ma miejsce szczególny rytuał. partnerka
obchodzi się z facetem jak ze szmacianą kukłą.
przyciska jego głowę. język , koniecznie — głębiej!
a najlepiej — i nos.
kawalkady pożarniczych starów 25 suną
przez piach. pracownicy Czerwonego Krzyża
zrzucają z samolotów
bomby wypełnione słoną wodą. łapać! pijcie!
w osadzie, parędziesiąt kilometrów od Mogadiszu,
grupki wynędzniałych dzieci chłepczą
spękanymi wargami kranówę
marszczę brwi. postaci zlewają się w jedną.
szlam. pęknięta ziemia. nie mam pojęcia, czemu
ale myślę o spadających spomiędzy chmur armatach,
działach kolejowych. łup, łup!
— padają Dory, Car Puszki.
wszystko niknie pod zwałami blachy.
znowu jest brzydko.
Komentarze (8)
Jakoś mi się myślą przewodnią wydała studnia. Rozwiązanie, szczyt marzeń i jeszcze inny wymiar.
Nie ogarniam całosci.
Szkoda, ale dzięki, że byłaś, przeczytałaś :)
Florian Konrad no ale studnia przecie do wszystkich tych wymiarów adekwatna.
JamCi Szczególnie jak się wsadzi w nią nos i odpali Car-puszkę :)))
Straszna historia.
Nie potrafię powiązać początku z dalszą częścią wiersza. Co ma kościół, związek partnerski do wojny domowej w Somalii?
opisałem pragnienie. i schłeptywanie. picie i pojenie.
Grzeszny kościół mężczyzny i kobiety w opozycji do treści motta.
Tytuł wiersza i treść odsyła mnie do higrometru. Woda, wilgoć, wilgotność - bez nich nie ma życia.
Pomiar. Na pustyni kranówa, na inną spada pseudo pomoc... słona woda.
Lub zamiast deszczu martwy, śmiercionośny złom.
Walka powtarza się we wszystkim.
Brzydko.
Dziękuję za cudinterpretację :*
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania