hirkomsdesan
oswajam cienie nad głową
porządkuję
wszystko musi być policzone
dźwięki
i spokój siostrzyczek
na każdym talerzu
po równo klusek
polanych obficie
śmietaną z cukrem
śledzę wzór od wałka na ścianie
wciąż zmienia kształty
latem pachnie
kompotem z truskawek
zbiera się kurz
pod szydełkowymi serwetami
dzierganymi przez babcię
mocno hamuję nogami
w naszej ładzie
w głos śpiewamy
hirkomsdesan
wszyscy się śmieją
patrz
już pierwsza gwiazdka
zawsze za wcześnie
kiedy jesteśmy same
Lusia układa guziki pod stołem
Paulinka występuje skacząc na kanapie
Misia kurczowo zaciska
małą rączkę na mojej spódnicy
a mnie jakby nie było
po prostu pilnuję
źródła wyschły
mamusiu
podam ci wody
dzień umiera
zgaś światło
albo nie gaś
ten maleńki gil
na wierzbowej witce
jego serce
grzeję w dłoni
ja też
czasami się boję
Komentarze (3)
Z tego mogłoby być opowiadanie, z lekką grozą.
mocno
Zazwyczaj gdy wiersz ma w sobie dużo "my", myślę, że to dobrze, że przecież bliskość..
ale tutaj przede wszystkim wybrzmiewa mi małość "ja", jego braknienie.
Chciałabym nie chcieć, żeby ten wiersz był bardziej egoistyczny, no ale jednak chcę, by mógł być.
Albo umieć go przeczytać inaczej... spróbuję jeszcze, bo warto.
Świetnie napisany.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania