Historia mojego przekleństwa

Opowiadanie napisane w ramach konkursu "Granice Nieskończoności".

 

Czy kochałeś kogoś tak mocno, że nawet czas przestał mieć dla was znaczenie? Czy czułeś tak wielkie uczucie, gorące niczym rozgrzana, piaszczysta plaża, na której po raz pierwszy wyznałeś jej miłość? Ja tak, kochałem kogoś tak mocno. Wciąż kocham. Choć stale dławię się nadzieją, że bezustannie tli się płomyk uczuć mojej ukochanej, wiem, że nie będzie mi dane już nigdy jej pocałować.

Poznaliśmy się w tysiąc czterysta dwudziestym ósmym, gdy promienisty blask poranka delikatnie ogrzewał ciała pracujących w polu ludzi. Niestanka, bo tak brzmiało jej imię, dostrzegła mnie w gąszczu rosochatych drzew, gdy modląc się do Boga o cud, wlokłem się wpółżywy w poszukiwaniu pomocy. Stalowy grot, wystrzelony przez rosłego łucznika, utkwił w mej piersi, pół palca nad sercem. Nie pamiętam już, jak długo szedłem, ani w jaki sposób nogi zaprowadziły mnie do kobiety, choć wtedy jeszcze dwunastoletniej dziewczynki, z którą spędziłem niemal całe późniejsze życie. Wiem tylko, że gdyby nie ona, nie pisałbym dziś tego listu.

Zakochaliśmy się w sobie bez pamięci. Ja, cudem ocalały z bitwy, i ona, córka młynarza. Byliśmy tacy szczęśliwi… jednak wiedzieliśmy również, że czas nie będzie dla nas łaskawy, że czarna, bezduszna śmierć utuli nas kiedyś w ziemistym łożu. Baliśmy się rozłąki, baliśmy się życia bez siebie. Jaki sens ma ludzki żywot, gdy część twojej duszy zostanie bezpowrotnie stracona na skutek śmierci ukochanej, gdy każdej nocy będziesz słyszeć uderzenia pustego w środku serca? Nie mogliśmy na to pozwolić…

Pamiętam to jak dziś… Ciemne niebo spowiło mrokiem kwiecistą polanę, a wiatr rozsiewał zapach dobroci matki natury. Niewielkie igiełki zielonej trawy muskały nasze gołe stopy, delikatnie łaskocząc przy każdym kroku. Choć byliśmy gotowi na poświęcenie, nasze ciała przepełniał strach. Niestanka zapaliła łojowe świece i zaczęła modlić się do czarnego władcy, a ja ułożyłem na ziemi skrępowane jagnię. Gałązki drzew, jakby poruszone nagłym wiatrem, zaczęły dyskretnie kołysać się na boki. Sięgnąłem po nóż i poderżnąłem zwierzęciu gardło. Po chwili karmazynowa krew zaczęła mieszać się z zielenią traw, oświetlaną blaskiem księżyca. Zadrżałem, gdy nawiedziła mnie myśl, że łatwiej mi zabić człowieka w boju, niż bezbronne zwierzę.

Stałem tak w bezruchu przez dłuższy moment, wpatrując się w piękno jarzących się na bezkresnym niebie gwiazd. Czułem ulgę, że złożyliśmy ofiarę, której domagał się diaboł.

Łapiąc się za ręce, spojrzałem na ukochaną, po czym przysięgliśmy sobie bezgraniczną miłość, wolną od trosk i cierpienia. Od tej chwili, zobowiązując się oddać po śmierci dusze siłom nieczystym, mogliśmy żyć wiecznie. Choć czas nie miał na nas wpływu, pozostaliśmy śmiertelni. Już nic nie mogło nas rozłączyć. Nic, oprócz nas samych…

Zdawać by się mogło, że nieskończony żywot jest darem, o którym marzą miliony istnień. Tamtej nocy też tak myśleliśmy. Każdego dnia jednak żałuję, że byliśmy takimi głupcami.

Życie po wsze czasy ze swoją miłością, będąc wolnym od starości i niszczycielskiego wpływu czasu, choć zdaje się piękne i bajeczne, w rzeczywistości okazało się przekleństwem. Uwierz mi, niezależnie kim jesteś, że bezustanny widok umierających bliskich i ciągła ucieczka przez podejrzliwym wzorkiem ludzi, mogą zniszczyć każdego. Niczym strużka wody drążąca przez lata skałę, tak umysły nieśpiesznie popadały w szaleństwo. Z każdym dniem, rokiem, stuleciem, chaos ospale ogarniał nasze dusze, zatruwając organizm toksyną cierpienia. Nieśpiesznie zbliżaliśmy się do granicy naszej nieskończoności. Mimo przeszkód wciąż bardzo się kochaliśmy, lecz sama miłość to czasem za mało, abyśmy mogli być szczęśliwi…

Pod koniec dziewiętnastego wieku w Niestance coś pękło. Choć wspomnienia zanikają mi przed oczami, jakby spowite gęstą mgłą, pamiętam jej puste, pozbawione głębi spojrzenie, gdy każdego ranka budziłem się obok niej, przykryty białą pierzyną. Wiedziałem, że umiera od środka. Chciałem jej pomóc, lecz czułem się bezradny, niczym człowiek nieumiejący pływać, chcąc ratować przyjaciela, którego okrutne morskie odmęty porywają na dno.

Zabiła się. Skoczyła z wysokiej wieży, łamiąc sobie wszystkie kości…

Nie czuję do niej żalu, rozumiem jej ból. Nie mogła dłużej żyć w cierpieniu, widząc, że jest tylko biernym widzem w teatrze życia. Mam jednak cichą nadzieję, gdzieś głęboko w sercu, że chwilę przed śmiercią wyszeptała moje imię, Finis. Dobry Boże… tak bardzo mi jej brakuje.

Każdej nocy, tuż przed zaśnięciem, wyobrażam sobie, że leży tuż obok. Czuję rumiankowy zapach jej włosów i ciepło dotyku – widzę, jak gładzi mnie smukłą dłonią po ramieniu i szepcze do ucha, że mnie kocha. Wiem jednak, że to tylko iluzja, że mętny umysł próbuje wypełnić pustkę powstałą w mym sercu. Już dłużej nie mogę się tak okłamywać.

Wieczna młodość jest przekleństwem, lecz wszystko ma swoją granicę nieskończoności. Moja leży przede mną: jest mała, ciężka, kalibru .357 Magnum.

Cieszę się, nieznajomy, że poświęciłeś chwilę, aby wysłuchać mojej opowieści. A teraz wybacz mi, proszę. Najwyższa pora, abym zamknął oczy na zawsze, abym znów spotkał się z moją ukochaną…

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Bożena Joanna miesiąc temu
    Ładnie napisane, długie życie i długa młodość jakby wbrew naturze. Przez czterysta lat tych cierpień mogło się nazbierać, ale nic nie piszesz o pokoleniach ludzi, które spłodziła ta para. Pomijasz pozytywy długiego życia. Imiona bohaterów niosą pewne przesłanie, Niestanka - sprawia wrażenia czegoś niestałego, popełnia samobójstwo chociaż kocha męża. Imię FINIS też jest zwiastunem końca, zdaje się, że ich los był z góry przesądzony. Oddając życie siłom nieczystym, nie można liczyć na happy-end. Zakończenie w duchu starych legend i Dr Fausta, któremu miłość kobiety nie przyniosła upragnionego błogostanu, tam zwyciężyła chęć dawania pomocy. Twoi bohaterowie nie skorzystali z tego wyjścia, zamknęli się we własnym kręgu. Takie moje przydługie gadanie. Serdecznie pozdrawiam!
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Ciekawe, bo nieoczywiste. Jak zrozumiałem, kochankowie zyskali wieczną młodość, czyli odporność na starzenie się i choroby, na śmierć zadawaną przez czynniki zewnętrzne, ale jakby co mogą sami popełnić samobójstwo, zaś zgodnie z wytycznymi Kościoła, samobójcy idą do piekła, więc diabeł wygrywa ich dusze. Niezwykle sprytny zakład, który w końcu może być wygrany tylko przez jedną ze stron.
    Albo niekoniecznie. Można spojrzeć do komiksu „Sandman” Neila Gaimana i odnaleźć postać Roberta Gadlinga (pojawia się już w drugim tomie „Dom Lalki”).
  • Clariosis miesiąc temu
    Będę szczera: jesteś jednym z moich ulubionych autorów na tej stronie. Masz bardzo fajny styl, a opowieści, które piszesz, są logiczne i detaliczne, dzięki czemu w pełni można się w nie zaangażować.
    W przypadku tego opowiadania natomiast czuję niedosyt, a nawet pewnego rodzaju rozczarowanie. Wynika ono pewnie z tego powodu, iż widocznym dla mnie jest, że jest one pisane właśnie pod konkurs. Nie wyczuwam tu charakterystycznego dla Ciebie stylu, a sztywność i nastawienie na przesadną poprawność - najbardziej taki styl kojarzę z forum Nowej Fantastyki i mówię temu absolutne NIE. Może technicznie teksty są na bardzo wysokim poziomie, ale co z tego, skoro są puste. To właśnie dlatego między innymi opuściłam tamto forum, gdyż nie potrafiłam się na nim odnaleźć. Takie mam podejście do pisania no i tyle.
    Nie zrozum mnie jednak źle - nie mam na myśli tego, że opowiadanie jest złe, co to, to nie. Porusza bardzo ciekawą kwestię wiecznej miłości, która okazuje się nie być wystarczająca sama w sobie, jak i dążenia za nieśmiertelnością, która niby tak pożądana, okazuje się gorsza niż śmierć. Bardzo sprawnie również wplotłeś temat konkursu do przedstawionej historii:
    "Nieśpiesznie zbliżaliśmy się do granicy naszej nieskończoności." - To zdanie to po prostu miód na moje miłujące słowo pisane serduszko. 😊 Jest piękne i chętnie użyłabym go jako cytat.
    Więc no, jest jest w porządku, ale mimo wszystko odczuwam tutaj przerost formy nad treścią - tekst zdaje się dla mnie być wyprany z emocji, przez co nie mogłam bardziej się przejąć losem bohaterów, czego mi naprawdę szkoda. Zostawię więc czwórkę.
    Pozdrawiam!
  • Texic miesiąc temu
    Dziękuję za opinię i komentarz. Akurat trafiłaś - konkurs był pod szyldem NF ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania