Hłasko...
Będąc w szkole średniej zainteresowałem się bardzo twórczością Marka Hłaski. Nie da się ukryć, że był on wtedy na tak zwanym topie. Nie był oczywiście obecny w obowiązujących spisach lektur, ani nawet w programie nadobowiązkowym, ale zdołał się wcisnąć w krąg moich literackich zainteresowań obok Edwarda Stachury. Byłem chłonny jak gąbka, więc nic dziwnego że i jego twórczość chciałem sobie przyswoić.
Hłasko przemawiał do mnie jeszcze bardziej ze względu na to, że określano go mianem buntownika. Takie osoby zawsze były u mnie w cenie. Był młody, był zdolny, był gniewny i tym samym skazany zarówno na sukces jak i porażkę. Stał się prawdziwą legendą. Był głosem swojego pokolenia, symbolem literackiej wolności, która emanowała także na jego życie, co czyniło go pisarzem przeklętym, albo wyklętym, albo jeszcze inaczej outsiderem literatury. Mówiono o nim, że to kaskader, proletariacki książę. On ukrywał swoją wrażliwość pod maską cynizmu. Był nonkonformistą swoich czasów i ofiarą systemu. Najbardziej podobają mi się określenia: prowokator i buntownik.
Nie żyłem w tamtych czasach i twórczość Hłaski dotarła do mnie po niejakim czasie. Gdybym żył, to na pewno zostałbym uwiedziony przez jego twórczość i całą otoczkę.
Kochały się w nim kobiety, co mnie nie dziwi. Faceci zaś naśladowali jego styl. Pewnie więc ja też nakładałbym skórzaną kurtkę, przyozdabiał twarz w nieco kpiący, krzywy uśmiech, oddawał się całonocnym libacjom alkoholowym i wciąż miał w ustach nieodłączny papieros. Możliwe, że żyłbym na krawędzi, jak Hłasko.
Chociaż najprawdopodobniej pozostałoby to tylko w sferze mojego zachwytu i wielkiej chęci naśladowania. Najprawdopodobniej pozostałbym sobą biorąc z Hłaski tylko to, co uważałbym za wartościowe. Chociaż nie wiem...
Nie jestem do tego przekonany. Nie żyłem przecież w jego czasach. Moje czasy były i są całkiem inne i absolutnie nie dadzą się porównać.
W każdym razie zafascynował mnie bardzo, ale przyznać muszę, że przez dość krótki okres czasu. Sympatia i zestaw jego dzieł pozostały. Książki złożone są w kartonie, a karton na dnie szafy. Wciąż jednak są i można powiedzieć, że czekają na mój powrót jako czytelnika.
I pewnie kiedyś powrócę...
Komentarze (6)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania