Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
hope... love... whatever
Śnij wtulona w moje przegniłe ciało
Choć niewygodny jest zapach stęchlizny o poranku
Przebiło mi pierś na wylot wrażenie
Że co było wciąż pragnie mnie zabić na nowo
Zjadały mnie obce substancje od dziecka
ustrojowe płyny po kruchych zwycięstwach
Paznokcie szkarłatne utkwiły mi w mięśniach
Lecz żadna prócz bólu nie wniosła do serca
Nic
Moje życie to maska bądź pewniej sarkazm
Bo wszystko co straszne nie męczy mnie już
Sram na pogrzeby czy więzi przelotne
Bardziej męczy mnie jebany brak snu
Uzależniony od dziecka do dziś trawi sześcian
Bo pokój to tylko miejsce gdzie zdycham
I marzę by w końcu obeszło się bez zmian
Przez to że kurwa Cię kocham i nie wiem co robić czy mówić...
...Bo jesteś pierwsza
Komentarze (3)
Wiersz, co by nie mówić, dość specyficzny. A ja lubię specyficzne wiersze. Podoba mi się jego brutalność i bezpośredniość, dobieranie słów równie ostrych co trafnych. Chociaż w tym fragmencie: "Bardziej męczy mnie jebany brak snu" zamiast "jebany" (to słowo zawsze brzmiało mi tak tandetnie i naciąganie) dałabym "pieprzony". Lepiej brzmi. Rozumiem, że brak interpunkcji zarówno na końcu wersów jak i w środku np. przed "że" jest celowe?
Ode mnie 5, ale dopiero wieczorem, gdy wrócę na włości ;))
Tak, celowy brak interpunkcji. Myślałem nad "pieprzony", ale w moim uznaniu właśnie to słowo brzmi tandetnie. To już kwestia gustu. Dziękuję za opinię, doceniam.
Rozumiem, ciekawy zabieg. Cóż, różne gusta, bywa. Twój utwór więc już jak wolisz ;)) Nie ma sprawy, odwiedź mnie kiedyś w wolnej chwili.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania